jak tu sprzedać prywatność, czyli Dukaja czytanie

ciężko idzie, bo takiego zagęszczenia pojęciowego – zwłaszcza że Dukaj jak zwykle wprowadza swoje znaczenia tych pojęć – jeszcze u niego nie spotkałem (oczywiście w “perfekcyjnej niedoskonałości” jechał po bandzie zwłaszcza odrodzajowieniem w stylu myślałum – bo skoro jestem sztuczna inteligencją to do urodzajowienia moich wypowiedzi  nie stosuje się ani femininum, ani masculinum; w “innych pieśniach” dźgał w mózg bolcem przedstawień świata i kultury – oto continuum Arystotelesa, w którym potencjalność i aktualność, FORMA jest czymś najkluczowniejszym, ale to się po przeformatowieniu płatów czołowych dało schrupać).

My life is just a copy, a copy...

a copy of a copy...

ciężko idzie, bo “król bólu” czyli zbiór Dukaja AD 2010 – a konkretnie opowiadanie nr 1: “linia oporu” to tekst w obcym, języku, z którego rozumiem za pierwszym czytaniem ok. 70 proc.

“Schodzi na bóle porodowe nowego królestwa. Siostra wypytuje o przecieki z Gejzeru. (Dialogi). Robiliście kolory i patriotyzm oesów plastu. Amy schodzimy aż do kawy i pierniczka. Są kupione kontrofensywy? Sorry, sis, to ponad moją głową, ja jestem dojna krowa na pastwisku. Ale musiałeś słyszeć, czy przesuwają ludzi. Trudno powiedzieć, może konkurencja, może nie. Wasze królestwo jest z tego świata? Siostra kiwa głową. Stoimy na Benfice Lizbona, frutti di mare, wyprawach krzyżowych, muzyce poważnej, Herre Torfe, art deco, islamskiej kredytowości zeroprocentowej, fair-trade, szachach i łagodnym proteoseksualizmie. Także trochę byczej krwi i nerwicy natręctw, plus słońce Gibraltaru.
Paweł zna to z branżówki. O tym się gada w duchu i przy stole.”

Dukaj pisze strumem, czyli strumieniem podświadomości. Rozmowa bohaterów przetykana jest wtrąceniami umysłu, spostrzeżeniami kąta oka czy ucha. ale nie tylko. w całej narracji wielką część odgrywa sieć. człowiek jest w niej zanurzony wciąż i wciąż, życie człowieka jest nierozerwalnie związane z byciem-w-sieci, która zwie się tutaj Gejzerem. kieszenią ducha. autopilotem duszy. ona służy za wszechogarniający kontekst. niby człowiek już czytał takie rzeczy – no że stale jedną nogą w sieci. ale tu jest inaczej. bliżej. bardziej zwyczajnie. w zasadzie już to mamy – to jest tylko rozsądna kontynuacja.

“W duchu się witają. Wymieniają uśmiechy, przedstawiają. 10min Social Buff.
Adrian Utrałt.
Paweł.
Pan Utrałt.
Pan Kostrzewa.
On nie przejdzie na “ty”. Paweł odstawia żywca. Adrian Utrałt, 48, królestwo Nokia-Penderecki, Kraków, Glasgow, Kraków, Sydney, Burewala, przedwczoraj przeprowadzka z hotelu, ubezpieczenia duszy, AKG Ltd., płciowiec petra, proteoseksualista homo, a to siostra, a to matka, a to towarzystwo, a to konstelacje, a to powiedział, a to zrobił, a to o nim powiedziano, a w tych ludziach żyje, a ci ludzie żyją w nim, a tak się bawił na weselu siostry, a tak chorował, a tak myślał, i prawdopodobieństwo, że go polubisz – nie polubisz – polubisz – polubiłeś.
Seks.
Książki.
Muzyka.
Gry.
Jedzenie.
Już się poznali, już znajomi.”

czytam to i nijak nie mogę wyrzucić z głowy obrazu facebooka, nk, goldenline, jakiegobądź forum w którym spotykamy byty wirtualne. poznaję kogoś. fajny – niefajny – fajny. jestem zainteresowany. Patrzę na fb, nk, szukam. szukam bytu sieciowego, tożsamości internetowej. aha. tu się podpisał nazwiskiem i nickiem. szukam po nazwisku – wygadany. celna riposta. rozsądnie pisze. zdjęcia – nie słitfocie ale takie normalne. ok. dobrze. szukam po nicku. tu pisał. o czym? o star treku, nie lubi jakiejś postaci, nie podoba mu się stara seria. no dobra. a tu pisał że awantura z krzyżem pod pałacem to spisek rosyjski. a tam że powinno się wygonić obcokrajowców. i że jak laska mu zrobi laskę to jest zdzira. a tam że falubaz falubaz i wypierdalać. pisał serio? czy ściemniał? prowokował? cholera wie. myśleć – nie myśleć. zastanawiać się? warto? co to mnie? polubisz – nie polubisz – nie polubiłeś. bo choć przez 3 minuty wydał się interesujący, to z sieci wynika, że nie dla mnie. nie mój typ. nie moja seksualność, poglądowość, idealistyka, sportowość, wygłaszalność, obrazowość, lansowatość.

ale za to dziś zaprosiło mnie do znajomych 2 kolejnych ludzi, których nie znam i nie zamierzam. fajnie.

“Wczoraj? Przedwczoraj? Jeszcze innego dnia?
Wczoraj – czyli kiedy?
Duch sięga do kieszeni.
Dzień, w którym poznał  Adriana Utrałta.
Aha.”

* * *

kurdę. to książka o nas. teraz żyjemy w fazie przemiany. Dukaj zawsze pisze o socjalu – bo jego fantastyka to fantastyka jedynie z nazwy, a tak naprawdę każda książka to traktat filozo-technolo-społeczny. że potrzebna jest arystokracja, bo tylko ona utrzymuje kulturę. dzięki systemowi sztucznych zachowań, form, gąb, konwenansów. że plebejskość to brak rytuałów i protokołu. że demokracja niszczy kulturę. to niby nie wypowiedź na wskroś dzisiejsza? tak było w “perfekcyjnej niedoskonałości”. jak jest w “linii oporu”? czyż to nie o nas? a ten opis gry przedkoitalnej bohatera “linii oporu” co wam przypomina?

“Dobry wieczór. Cmok-cmok. Wszedł. Zaświergotała. “Wręczył. Oprowadziła. Pochwalił. Usiedli.
Najpierw gadki spod skóry. Jak tu sprzedać prywatność.
Są pakiety. Dla mężczyzny: impotencja mentalna, chłopaczkowatość, redukcja biolo, ambicje zawodowe, wspomnienie sceny poniżenia, kompleks petramęskości. Dla kobiety: zdrada ostatniego femu, dziecko, które ma, dziecko, którego nie ma, ambicje zawodowe, brak poczucia bezpieczeństwa.
Potem nastrój. (Soundtrack: późny Cohen albo Lipadusza).
Potem chemia spersonalizowana, miękka lub twarda, lub krótki gejdż (jesli nie nagejdżowali się wzajem na siebie wcześniej).
Potem pada bariera ciała od niby-przypadkowego dotyku.
A potem już leci.
I nawet jeśli sami się tam w duchu nie wywieszają – przez cały czas widzą dookoła pełne widownie, kamery reflektory mikrofony oczy ekrany lustra plaje raje.
Należą do drugiego pokolenia wychowanego na porno. (Porno robionego przez kreatywów, którzy sami wyrośli na porno).
Ono jest częścią twojej duszy publicznej – jak ulubione dragi albo marka preferowanej polityki. Podałeś znajomemu rękę, lecz wcześniej wszedłeś mu w duchu do łóżka. Do kogo nie czujesz pociągu, do tego pociąg możesz sobie zaordynować, równie szczery.
No to jedziemy: oral, vaginal, anal, istny Kubuś Puchatek.”

czytam Dukaja i wiem już, co mi się gdzieś pod czaszką tłucze. on się sPielewinił. przynajmniej w tym opowiadaniu. Pielewin mu się czka, mu się pieni. to jest opowiadanie pisane strumem postmoderny. tu wszystko jest zamierzonym, postmodernistycznym bełkotem, który pokazuje, że wszystko jest zamierzonym, postmodernistycznym bełkotem. czym jest internet? postmodernizmem-ku-nam. piszę cytując, postmodernizuję Dukaja tak, jak Dukaj postmodernizuje rzeczywistość i codzienność pielewizując ścichapęk.

“(stop-klatka z chujem na wierzchu)”

* * *

dwie rzeczy ujęły mnie tak naprawdę dzisiaj.

jedna to idea radosnych gospodarek niekoniecznych, czyli biznesu uczynionego i bitego na czasie wolnym. co to jest czas wolny? kategoria nie istniała przed industrializacją, przed dorobieniem się przez proletariat. do chwili, gdy człowiek po wyjściu z pracy nie szedł zjeść i spać, tylko miał trochę więcej, zaczęło się bicie ksy na jego wolnym czasie.

“Bo przecież – coś musisz robić, kiedy nie musisz robić niczego”.

cały ogrom ludzi, instrumentów, uwarunkowań, sektor finansów – wszystko wokół to wielka machina zajmująca się “dostarczaniem contentu dla życia w “wolnym czasie”
Tak zwana rozrywka
Tak zwany lifestyl
Tak zwane celebryctwo (life by proxy)
Tak zwane samokształcenie
Tak zwany sportowy tryb życia
Tak zwana działalność charytatywna
Tak zwana działalność publiczna
Tak zwana polityka
Tak zwana religia
Tak zwane narkotyki
Content. Wypełniacz (Content to be content).”

i trafiło mnie.

bo choćby studiowanie. to już dawno nie jest nauka, wykształcanie się, dowiadywanie czegoś. to lifestyle, sposób spędzania wolnego czasu. studentem się jest po to, by się było celebrytą lokalnym, by się kreować, mieć szyk, markę, i am student – i po to, by być  targetem działań marketingowych.

pracownikiem się nie jest po to, by pracować (vide Marks) i spełniać. a nawet nie po to tylko, by przynosić pieniądze za które kupić można odpowiedni styl spędzania wolnego czasu. pracuje się po to, by być częścią marki pracujących, pracowników firmy, zintegrowanych wokół idei/loga/szyldu/celu. jestem człowiekiem korporacji więc wiem, o czym piszę.

mężem/żoną się nie jest dla siebie. jest się dla społeczeństwa, bo się dzięki temu kupuje inne rzeczy niż gdy się jest singlem. bo się chodzi do sklepów we dwoje i jedno musi kręcić nosem na zakupy drugiego. bo się myśli o dzieciach i kredytach. to jest zorganizowany sposób spędzania czasu swego życia. dobrze wdrukowany.

lifestyle. zawsze i wszędzie. ot – blog na wordpressie z autopromem w facebooku. wszak to norma, to wręcz konieczność. pisanie bloga to sposób sprzedaży prywatności. ktoś poznawszy mnie zobaczy i w jego głowie przekręca się kułka: lubię to/nie lubię/lubię.

i kliknie.

* * *

druga rzecz to pytanie – co ja w tym wszystkim robię? jestem w środku, czy na zewnątrz? gdzie chcę być? co mówię, co piszę, kim jestem? czy jestem czymś ujętym przez siebie za pomocą mechanizmów wprost z duszy Dukajowskiej – czyli zobaczę, kim jestem dopiero, gdy to OPUBLIKUJĘ? skąd ta niezgoda wewnętrzna na to, kim jestem w oczach ludzi i w ich monitorach – oraz we własnym? skąd to coś, co mnie do pisania zmusza, by na nowo przemielić i znów znaleźć się w tym samym punkcie?

jak tu sprzedać prywatność, by nią pozostała – i nią nie była?

* * *

tak naprawdę Dukaj pisze o tym, co David Fincher przedstawił w Fight Club. o codzienności która nas pożarła. o naszej przemyślności, która nas zdradziła. o filozofiach pięknych i pełnych wolności, które okazały się mechanizmami podprogowo sterującymi ku karcie kredytowej wsuniętej w szczelinę.

“Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach.
Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami.
Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno.
Jesteśmy średnimi dziećmi historii.
Nie mamy celu ani miejsca.
Nie mamy Wielkiej Wojny.
Wielkiej Depresji.
Naszą wielką wojną jest wojna duchowa.
Naszą wielką depresją jest życie.
Zostaliśmy wychowani w duchu telewizji, wierząc,
że pewnego dnia będziemy milionerami, bogami ekranu.
Ale tak się nie stanie”

* * *

zakończę ot tak – bez sensu. cytat z którym się zgadzam niestety bardzo bardzo.

“To ciężka praca – najcięższa – wymyślać i nieustannie aktualizować repertuar sensów życia”.

rorq are qrdl

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s