cavanna – pismo nieświęte – nowy testament


Cavanna
Pismo Nieświęte

Nowy Testament

Między okresem, w którym żyli synowie Jakuba, a tym, w którym żył mały Jezus, Stwórca zarządzał lepiej lub gorzej swym przedsiębiorstwem, wiele podróżował i poznał przyszłych kumpli – Mojżesza, Dawida, Salomona i Izajasza, poznał również piękne kobiety, bardzo dobre i bardzo przewracające w głowie i raczej niebezpieczne, takie jak Judyta i Atalia, lecz opowiadanie o tych pasjonujących zdarzeniach wymagałoby wiele równie grubych jak ten tomów.

Napiszemy je, gdy sprzedaż niniejszego dzieła przekona nas o opłacalności podjęcia tego trudu. Na razie uważamy za słuszne pozostawienie na boku wszystkich mniej ważnych (i, ogólnie rzecz biorąc, drugoplanowych), aby przejść do końcowej przygody naszego bohatera i jej wspaniałego zakończenia, tak brzemiennego w skutki jeśli chodzi o cywilizację, która ma honor być naszą.

ROZDZIAŁ 1

1. Stwórcy przestało się podobać panowanie tylko nad Izraelem.

2. Od czasów Abrahama wszystko się zmieniło. Nadeszli Rzymianie, wkroczyli do Ziemi Świętej i zwyciężyli Naród Wybrany, który na czworakach zaczął czyścić im sandały.

3. Rzymianie czcili mnóstwo bogów, ale oczywiście byli to fałszywi bogowie…

4. Ponieważ Stwórca, Bóg Izraela, jest jedynym prawdziwym Bogiem.

5. Dziwiło to Naród Wybrany, który myślał, a myśli te były nie najlepsze:

6. „Może wiele fałszywych bogów ma więcej sił niż jeden prawdziwy Bóg”.

7. Prawdziwy Bóg – Bóg Izraela – był bogiem zazdrosnym, wymagającym, surowym, zawistnym, cholerycznym, skłonnym do obżarstwa, pedantycznym, jeśli chodzi o ceremoniał, kochającym, ale jeszcze bardziej karzącym, dbającym o strój, bez uśmiechu i zawsze ze zmarszczonymi brwiami.

8. Jeśli Naród Wybrany znosił to wszystko, oddawał mu hołdy i składał kosztowne, choć nie zawsze apetyczne ofiary, to wyłącznie dlatego, że był jednym prawdziwym Bogiem.

9. Ale również odrobinę dlatego, że był najsilniejszy i zawsze zapewniał wygraną.

10. Jeśli tak nie było, to kapłani kłamali. A to jest chyba niemożliwe.

11. Hebrajczycy stwierdzili, że bogowie Rzymian to fajni bogowie – zawsze w wieńcach z róż, gotowi do wychylenia kielicha, ciągle tarzający się w trawie z boginiami lekkich obyczajów, skłonni do śmiechu i nie zadzierający nosa przed robotnikami.

12. A w dodatku pomagający wygrywać swoim wiernym.

13. Nawet jeśli to było chwilowe zwycięstwo – oczywiste jest, że Stwórca jako prawdziwy Bóg zawsze będzie miał ostatnie słowo, choćby musiał w tym celu składać wiek na wieku i wieczność na wieczności.

14. Więc nawet jeśli to było tylko chwilowe zwycięstwo, to zawsze przyjemnie jest być zwycięzcą – żyje się tylko raz i lepiej przeżyć życie jako bogaty zwycięzca niż jako biedny zwyciężony.

15. Ot co myśleli Hebrajczycy, a Bóg widział to i wcale się nie niepokoił.

16. Niegdyś, w obliczu czegoś podobnego, Stwórca dostałby ataku gniewu i spuścił na złe myśli deszcz ognia i siarki lub czternastodniowy potop, lub dziesięć plag, lub czarną ospę, lub inną równie smakowitą klątwę.

17. Ale z pewnością nie puściłby tego płazem.

18. Teraz zaś doszedł do wniosku, że w ostatnich stuleciach nieczęsto wychodził ze swego kąta.

19. Może powinien był podróżować od czasu do czasu, choćby po to, aby wiedzieć o wszystkim na bieżąco.

20. Jako prawdziwy Bóg, nie mógł sobie przypomnieć stworzenia Rzymian, Greków, Gallów, Germanów, Scytów, Iberów czy całkiem czarnych Murzynów.

21. Prawie zapomniał, że istnieje coś poza granicami Ziemi Świętej.

22. Czy Bóg, który zaczyna zadawać sobie pytania zamiast spuszczać od razu deszcz siarki i ognia, nie jest przypadkiem Bogiem, który kiepsko się czuje?

23. A może się starzeje?

24. Stwórca również widział wszystkich fałszywych bogów Rzymian i cały ich bezwstyd.

25. Pogardzał tymi parweniuszami i nie odzywał się do nich,

26. Ale musiał przyznać, że stanowili dla wiernych dużo większą atrakcję i że ich ołtarze były lepiej ukwiecone.

27. Zadawał sobie pytanie: „Dlaczego tak jest?”

28. I miał od razu odpowiedź, ponieważ jako wszechwiedzący znał z góry odpowiedź na wszystkie pytania: „Ich mitologia jest pełna przygód i perypetii, a narody uwielbiają piękne historyjki, szczególnie gdy się dobrze kończą”.

29. I dodawał: „Również dlatego, że twarze ich są powszechnie znane, że można ich portretować i rzeźbić. Narody lubią znać wygląd swoich bogów, zwłaszcza gdy są to młodzi, ładni chłopcy lub boginki o białych udach”.

30. Stwórca samokrytycznie przyznał, że jest Bogiem mało awanturniczym, nie mającym przygód domatorem i pantoflarzem,

31. Że nie ma twarzy ani kształtu,

32. Ani nawet imienia.

33. Jest Wieczny, Niewysłowiony, Niewymawialny, Niefiguratywny. Jest abstrakcyjny.

34. Jest Tym, który jest.

35. I tyle.

36. To wzniosłe.

37. Ale nieco suche.
* * *

1. Stwórca zwołał aniołów i rzekł: „Postanowiłem mieć przygody”.

2. Archanioł Gabriel, stający po prawicy, powiedział: „Ach tak?”

3. Archanioł Michał, stojący po lewicy Pana i aspirujący do miejsca po prawicy, oświadczył: „Słucham i jestem posłuszny, Panie! Wszystko co robisz, robisz dobrze! Śpiewajmy bracia, śpiewajmy na chwałę Pańską!”

4. Chór aniołów zaintonował hymn pochwalny numer dziewięćset trzydziesty czwarty. Stwórca zaczekał, aż skończą śpiewać pierwszą zwrotkę, uciszył ich i zapytał:

5. „Czy wy przynajmniej wiecie, co to są przygody?”

6. Wszyscy aniołowie odpowiedzieli chórem: „Tak Panie, wiemy! To tarapaty, perypetie, ujeżdżanie, cudzołóstwo, zdrady, fikanie koziołków, metamorfozy, prostytucja, roznosicielki pieczywa i muszkieterzy, to zaklęcia i rogacze…

7. Porwane dzieci, pieprzyki, czarodziejskie miecze, taniec brzucha, sfinksy, tajemnice, kwiaty, które mówią, drzewa, które krwawią, dziewice, które spółkują z bykami…”

8. Stwórca: „Skąd to wiecie?”

9. Aniołowie: „Podglądamy innych bogów, tych fałszywych, przez dziurki w chmurach i świetnie się bawimy”.

10. Mały pyzaty aniołek zapytał: „Jaki rodzaj przygód zdecydowałeś się mieć, Panie? Jak Jupiter? Herkules? Bachus? Wenus? Jak Ozyrys? Jak Baal? Czy jak Tarzan?”

11. Stwórca obruszy się: „Nie będę miał przygód podobnych do kogokolwiek. Będę miał własne przygody”.

12. Wówczas archanioł Michał pochylił się do archanioła Gabriela i szepnął mu do ucha: „To dopiero będzie zabawa! Przekonany jestem, że się źle skończy”.

13. Gabriel odparł Michałowi: „Mam cię w dupie, wstrętny mały lizusie”.

14. Stwórca z błyskiem w oku podniósł głowę, widać było, że podjął decyzję

15. I rzekł: „Mam plan”.
* * *

1. Gdy Wszechmogący wypowiadał te słowa, stało się coś dziwnego:

2. Stwórca nie był już sam. Obok stał drugi Stwórca, całkiem do niego podobny, ale dużo, dużo młodszy, o lnianych włosach i blond brodzie nie wysmarowanej żółtkami jaj.

3. Nad nimi fruwał trzeci Stwórca podobny do nich jak dwie krople wody, czyli tak, jak podobny jest gołąb do Boga, który Stworzył człowieka na swe podobieństwo; ten trzeci Bóg miał postać i wielkość gołębicy, czyli damskiego gołębia, unosił się na białych skrzydłach i wydalał białe gówienka, a aniołowie bili się, by móc zebrać odrobinę boskiej substancji.

4. Bóg widział to i był zadowolony.

5. Było dokładnie tak, jak sobie zaplanował.

6. Od tej chwili nie by już po prostu Bogiem, stał się: Bogiem Ojcem, choć od zarania dziejów zawsze był Bogiem Ojcem,

7. Ale był też Synem Bożym, który zaistniał w tym momencie i który od tej chwili istniał od początku wieczności.

8. A obaj byli jednocześnie Duchem Świętym, a Duch Święty był zarazem każdym z nich z osobna i nimi trzema razem,

9. Można ich było ustawiać trójkami na wszystkie możliwe sposoby, jednego na drugim, jednego w drugim, na waleta, w trójkąt, w gwiazdę, jak ruskie lalki.

10. Suma zawsze dawała trzy i zarazem jeden

11. I od chwili, kiedy postanowili być, istnieli od początku wieczności,

12. Ale na moment przed tą chwilą ich wieczność jeszcze się nie zaczęła.

13. Nazywa się to dogmatem Trójcy Świętej. Nikt nie może pojąć dogmatu.

14. Chyba że się jest Bogiem

15. Lub zalanym w pestkę.
* * *

1. Aniołowie zaczęli mrużyć oczy

2. Raz widzieli Jednego, raz trzech – miganie męczy wzrok.

3. Wielu starych aniołów, zrażonych nowymi metodami szefa, przyłączyło się do szeregów Szatana.

4. Bóg Ojciec przemówił do Syna Bożego i Duch Świętego. A gdy mówił, dwaj pozostali mówili również, gdyż trzej tworzyli jedność. Kiedy jeden z trzech słuchał, pozostali dwaj również słuchali, z identycznych powodów

5. W tych warunkach po cóż w ogóle do siebie mówili? – pytają zawsze niedowiarki i mądrale…

6. Ci niebezpieczni ludzie dodają jeszcze, że z dogmatem zawsze tak jest: wystarczy uznać jeden, maleńki i nie można się od tego uwolnić – dać palec, a wciągnie całą rękę – cała logika się gdzieś ulatnia i wszechświat pruje się jak stary sweter.

7. Dlatego właśnie należy zmuszać do milczenia ogniem i mieczem lub na inne sposoby różnych niedowiarków i wszelkich mądrali.

8. A co do Boga i Jego Rodziny, lepiej nie stawiać pytań, bo inaczej nie ruszymy z miejsca.

9. Więc Bóg Ojciec rzekł: „Ludzie są zepsuci z natury, serca ich są zatwardziałe, myśli są jak sadza, a czyny haniebne, widok ich męczy me oczy”.

10. Aniołowie, słysząc to nadbiegli, wychylając wdzięczne główki z balkonów niebieskich, i zaczęli ćwierkać i wybuchać radosnym śmiechem.

11. Wiedzieli, że gdy Stwórca tak mówi, to zawsze zaraz potem jest coś śmiesznego do zobaczenia na dole: potop, deszcz z ognia i siarki, trzęsienie ziemi.

12. No, po prostu jakaś rozrywka. A oni mieli rzadko okazję do zabawy tam w górze.

13. Oprócz, oczywiście, śpiewania hymnów pochwalnych na cześć Stwórcy.

14. Tym razem przeliczyli się, bo Bóg zdecydował:

15. „Wyślę im jednego z nas, by cierpiał, by go męczyli i by swą śmiercią odkupił ich grzechy.

16. Czyż to nie dobry pomysł?”

17. Aniołowie popatrzyli po sobie i burknęli: „Eeee!…”

18. Ale Bóg powiedziawszy to powiedział: „Rzekłem”.

19. I dorzucił: „Muszę ze sobą porozmawiać. Możecie odejść”.

20. Aniołowie odlecieli każdy w swoją stronę i Bóg zostali sami.
* * *

1. Bóg rzekł do siebie: „Jeden z nas zejdzie do ludzi, by cierpieć i zostać skazanym na śmierć, gdyż takie jest moje przeznaczenie.

2. Teraz musimy zdecydować, który się poświęci.

3. Co do mnie, nie narzucając Wam mego zdania, uważam, że powinien to być Bóg Stworzony na podobieństwo człowieka, młody, piękny i podobający się kobietom. Jaka jest wiara żon taka i wiara mężów”.

4. Duch Święty dodał: „Też tak uważam”.

5. Syn stwierdził: „Przecież kobiety lubią gołębie”.

6. Duch Święty odparł: „Gołębica przybita do wrót stodoły – to niepoważne!”.

7. Ojciec: „Będzie tak, jak jest napisane w Księdze.

A Księga mówi: Bóg wyśle swego jedynego Syna, Mesjasza, by odkupił grzechy świata”.

8. Syn: „Tak napisano w Księdze? Nigdy tego nie czytałem!”.

9. Ojciec: „Z chwilą, gdy zaświtała mi idea, iż ma to być napisane w Księdze, słowa te były napisane od momentu powstania Księgi”.

10. Syn: „Ach, tak …

11. Ojciec: „Z chwilą, gdy to postanowiłem wszyscy prorocy od zawsze mówili o tym, a ich przemowy były pełne zapowiedzi nadejścia mego Syna.

12. Oczywiście, trzeba trochę czytać między wierszami, ale gdzież byłyby ich zasługi, gdyby przygotowywać za nich całą robotę”.

13. I dodał: „A zresztą, wiesz to tak samo dobrze jak Ja. Bo jesteś Mną. Przestań więc mendzić, bo dostaniesz w papę”.

14. Syn westchnął i przestał mendzić.
* * *

1. Syn: „Czy mogę wybrać mą mękę?”.

2. Ojciec: „Jest napisane, że będziesz ukrzyżowany”.

3. Syn: „Wiedziałem o tym, ale nigdy nie zaszkodzi potargować się. W końcu Twoja boska pamięć nie jest już taka, jak była”.

4. I dodał: „To bardzo boli być ukrzyżowanym?”.

5. Ojciec: „Eeee tam, przesada. Nie musisz o tym myśleć. To i tak nie nastąpi zaraz, masz kilka dobrych lat przed sobą”.

6. Syn: „Nie omieszkam z nich skorzystać! Już widzę, jak to się stanie: schodzę na ziemię w glorii, na złotym tronie wysadzanym kosztownościami, ubrany w purpurę, z wisiorkami z diamentów i rubinów… Albo nie, włożę raczej tę szatę z naturalnego jedwabiu z okrągłym dekoltem ukazującą ramiona i przybraną w szmaragdy i w pióra z nie narodzonych aniołków. Co prawda jest z zeszłego roku, ale gdyby ją zebrać w pasie i nieco skrócić, może robić wrażenie.

Jak sądzisz, Ojcze?”.

7. Ojciec: „No cóż, hmmm… Niezupełnie tak to sobie wyobrażałem”.

8. I dodał: „Myślałem, że będzie lepiej, gdy staniesz się człowiekiem i gdy to przejdzie normalną drogą. Rozumiesz, co chcę powiedzieć?”.

9. Syn: „Chcesz powiedzieć, że mam się urodzić tak, jak rodzą się ludzie, we krwi, śluzie i moczu, w zapachu parujących wnętrzności i przy pomocy położnej z brudnymi paznokciami?”

10. Ojciec: „Tak właśnie”.

11. Syn: „I będę musiał pozostać sam dziewięć miesięcy w ciemności?”.
* * *

12. Ojciec: „Otóż to”.

13. Syn: „I będę musiał być jednym z wielu spermatozoidów męskiego śmiertelnika chorującym na chorobę morską w kołyszących się jądrach, i będę wstrzyknięty do wnętrzności kobiety, i będę musiał płynąć z całych sił by dopłynąć pierwszy?”.

14. Ojciec: „Nie. Tu mam dla ciebie niespodziankę”.

15. Syn: „Jaką?”.

16. Ojciec: „Mit byłby nieco zbyt suchy bez szczypty cudu. Nie będziesz więc poczęty”.

17. Syn: „No, proszę. Cóż więc będę?'”.

18. Ojciec: „Będziesz wcielony”.

19. Syn: „To znaczy wrośnięty jak paznokieć?”.

20. Ojciec: „Nie kpij sobie, to poważne. To jest dogmat. Dogmat Wcielenia”.

21. Syn: „Jeden dogmat więcej, jeden dogmat mniej!” I dodał: „A kto go wypełni?”

22. Ojciec wskazał na Ducha Świętego: „On” I dorzucił: „To on złoży ciebie w łonie dziewicy, którą właśnie zauważyłem i która dzięki temu została zauważona od samego początku wieczności”.

23. Syn: „Dziewicy? Jak będę mógł stamtąd wyjść?!”

24. Ojciec: „To już twoja sprawa. Nie mogę wszystkiego robić za ciebie”.

25. I dodał: „Idź już! Już czas!”.

26. W tej samej chwili Syn skurczył się do wielkości nasienia ludzkiego, Duch Święty porwał go i poleciał w stronę ziemi, a anioł Pański Gabriel torował mu drogę, dmąc w trąby anielskie!

27. Ojciec zawołał jeszcze: „No idź, mój Mały! Staraj się jak możesz! I nie zapominaj, że to specjalna misja. Chcę być jedynym Bogiem na całej ziemi – żeby tylko mnie znali i tylko mnie czcili”.

28. I w tym momencie Syn ujrzał błyszczący wśród nocy neon z napisem: „Bóg, Ojciec, Syn i S-ka, jedyny prawdziwy Bóg”. I pomyślał: „Do licha! Cóż za trust!” i podniosło go to na duchu.
* * *

1 I wtedy anioł Pański zstąpił do miasta w Galilei zwanego Nazaret.

2. Wszedł do domu pewnej dziewicy, narzeczonej człowieka imieniem Józef z rodu Dawida. Dziewica zwała się Maria.

3. Anioł, znalazłszy się w jej domu, rzekł do niej: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna. Pan z tobą. Błogosławiona jesteś między niewiastami”.

4. Maria nie odpowiedziała, bo była nieufna. Myślała, że to jakiś domokrążca sprzedający siedzącym w domu kobietom różne świecidełka.

5. Anioł odwrócił się więc, by mogła zobaczyć skrzydła i uwierzyć, iż jest naprawdę Aniołem Pańskim. Maria pomyślała jednak, że domokrążca też może prżebrać się za anioła, i stała się jeszcze bardziej ostrożna i podejrzliwa.

6. Anioł przefrunął przez mieszkanie i Maria uwierzyła nareszcie, iż jest to prawdziwy anioł, i rzekła: „Otom służebnica Pańska. Ale proszę wziąć sukna, bo właśnie pastowałam”.

7. Anioł sfrunął na ziemię i zaczął od początku, ponieważ gdy mu przerywano, gubił wątek: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga”.

8. Maria słuchała, patrzyła na anioła i nie zauważyła gołębicy, która od tyłu wlazła jej pod spódnicę.

9. Na wszystko, co mówił anioł, odpowiadała: „Tak, proszę pana oczywiście, proszę pana, proszę usiąść. Ma pan ochotę na kieliszeczek nalewki? Zrobiłam ją sama według przepisu mamusi, nie ma w niej nic sztucznego”.

10. Nagle zmieszała się, westchnęła, powiedziała: Ach!… powiedziała: Mamo!… Dało się słychać gruchanie, Duch Święty wyfrunął spod spódnicy i odleciał.

I tyle!

11. Anioł powiedział jeszcze: „Oto poczniesz i porodzisz syna, któremu nadasz imię Jezus.

12. Będzie on wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da mu tron Dawida.

13. Będzie panował na wieki, a królestwu jego nie będzie końca”.

14. Maria zaczerwieniła się, bo nie przywykła, by jej mówiono o tych sprawach, następnie powstrzymując śmiech zapytała:

15. „Jakże to się stanie, skoro nie znam męża?”.

16. Anioł: „Wyjaśnienia to nie moja specjalność. ją spełniłem zadanie. Pozdrów wszystkich ode mnie”. I odleciał.

17. Maria pozostała w domu zamyślona i zadawała sobie pytanie: czy to znaczy, że Bóg prosi o jej rękę? I stwierdziła, że jest raczej nieśmiały, i uznała, że powinna była mu nieco pomóc, zamiast pozwolić aniołówi owijać wszystko w bawełnę, i pożałowała, że zaręczyła się z Józefem, który był stary, mało sprytny, był cieślą o nieświeżym oddechu i nie taki bardzo boski.

18. Ale w końcu pomyślała: ” Eeee, tam!…” i na wszelki wypadek kupiła niebieską wełnę i zaczęła robić na drutach śpioszki.

——————————————-

ROZDZIAŁ 2

STRESZCZENIE PIERWSZEGO ROZDZIAŁU:
Stwórca, Bóg Izraela, postanawia rozbudować swoje przedsiębiorstwo i stać się Bogiem wszystkiego na ziemi. Badanie rynku wykazuje, że czysta abstrakcja nie wzbudza zaufania u mas. Opracowuje więc mit pełen zabawnych perypetii i wysyła Syna do ludzi z misją „public relation”.

1. W owych czasach żył arcykapłan Zachariasz z rodu Abiasza. Jego żona pochodziła z plemienia Aarona, zwała się Elżbieta i była kuzynką Marii, o której mówiliśmy w poprzednim Rozdziale.

2. Elżbieta i Zachariasz byli sprawiedliwi i nieskazitelni w oczach Boga, a nawet odrobinę lizusowaci.

3. Robili wszystko, co sprawiało przyjemność Stwórcy, nawet jeśli sami nie mieli na to specjalnie ochoty, a od wszystkiego, co mu się nie podobało, powstrzymywali się, nawet jeśli miałoby im to poprawić w danej chwili samopoczucie.

4. Ich życie było dość nudne, ale pocieszali się tym, że to, co robi się dla Boga, Bóg zwraca wam po stokroć,

5. Wam albo waszym dzieciom,

6. Albo dzieciom dzieci waszych dzieci,

7. Krótko mówiąc komuś z rodziny,

8. Wystarczy być cierpliwym, cierpieć po cichu i myśleć o przywilejach i tłustych kąskach, które spłyną na was w dniu, w którym Bóg się nareszcie zdecyduje,

9. I naśmiewać się pod pierzyną z sąsiadów, którzy napychają się pieczystym, piją mocne trunki, tańczą sprośne tańce, kopulują akrobatycznie, rzygają na ledwo rozkwitłe róże, opowiadają sobie żydowskie dowcipy, sikają pod wiatr, uwodzą nieletnich, srają do akwarium ze złotymi rybkami, przeklinają Stwórcę, zlizują konfitury i wyrzucają chleb, zapalają świece z dwóch końców jednocześnie, a nawet od środka, śmieją się w piątki, pękają ze śmiechu w niedzielę i kopią sobie groby kutasami,

10. Jakby, biedni idioci, myśleli, iż są na ziemi tylko po to, by się bawić.

11. Zaufanie Elżbiety i Zachariasza do Stwórcy musiało być solidnym zaufaniem,

12. Ponieważ pomimo ich prawości i nieskazitelności Stwórca nie obdarzył ich dziećmi.

13. Brzuch Elżbiety był jałowym polem i lemiesz Zachariasza przytępił się w ciągu tych 14 975 nocy ich czterdziestoletniego małżeństwa, w które wliczone zostało dziesięć lat przestępnych.

14. Plus dwa razy w ciągu dnia w czasie sjesty,

14. bis Plus raz na wsi, ale za dużo było komarów.

15. Temperament Elżbiety był tak gorączkowy, że wydalała z siebie odchody małe i czarne jak kozie bobki, twarde i tak gorące, że spadając do wody syczały „psssss…”; w dodatku wydalała je z wielkim trudem raz w miesiącu.

16. Jej intymne miejsce było skwaszone, ściągnięte i pofałdowane jak sakwa skąpca, zrogowaciałe jak dłonie galernika i zachęcające jak sidła na wilki.

17. Pośladki Elżbiety były jak dwa zardzewiałe gwoździe, piersi jak wyschłe winogrona zapomniane pod szafą, usta jak skrawki obciętych paznokci, a odbyt jak gwizdek, ponieważ był sztuczny.

18. Oto prawdziwy portret Elżbiety, żony kapłana Zachariasza.

19. Upływ czasu nadgryzł lemiesz Zachariasza, ale nie zmiękczył poletka Elżbiety.

20. Ich nadzieje na posiadanie potomstwa nabrały posmaku kociego gówna,

21. A żal był wielkim żalem, który topili w słodkiej papce. Z wiekiem zrobili się łakomi, choć na dwoje pozostały im trzy chwiejące się zęby.

22. I stało się, że Stwórca zmienił zdanie w stosunku do Elżbiety. Posłał do Zachariasza anioła Gabriela, który powiedział: „Słuchaj, o Zachariaszu.

Stwórca kazał przekazać ci: Twoja żona Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan Chrzciciel”.

23. Zachariasz pokiwał głowa i nic nie odrzekł, i widać było, że wcale nie jest tak zadowolony, jak powinien.

24. Anioł zapytał: „Mam nadzieje, że jesteś zadowolony, Zachariaszu?”.

25. Zachariasz: „I to jeszcze jak, mój aniołku! Jestem tak stary, że skora na jajach zwisa mi do kolan i potykam się o nią,

26. Że mój kutas chowa się w fałdach brzucha i tak naprawdę nie wiem, która z fałd sikam.

27. I to teraz Stwórca obdarowuje mnie dzieckiem! Nikt nigdy nie uwierzy, że mój instrument zasiał nasienie na rżysku Elżbiety, i ludzie zaczną sobie wyobrażać nieprzyzwoite rzeczy, które wszyscy sobie wyobrażają w takich sytuacjach”.

28. I dodał: „No, a jakim mlekiem odżywiać będzie się dziecko? Jeśli jego wargi będą wystarczająco silne, by wyciągnąć coś ze zrogowaciałych piersi jego matki, to będą to najwyżej trzy lub cztery krople śliny zabarwione przeżutym tytoniem…

29. Czy widzisz mnie z mym reumatyzmem biegającego na czworakach z gówniarzem na plecach?

30. A poza tym jestem całkiem zadowolony i chwalę Pana za jego dobroć”. I Zachariasz westchnął głęboko.

31. Anioł rzekł: „Muszę ci powiedzieć, Zachariaszu, że to jest cud. Dziecko przeznaczone jest do wielkich czynów. Za karę, że nie okazałeś od razu zadowolenia, staniesz się niemową. To cię nauczy”. Anioł odleciał, bo właśnie wypadała godzina zupy u aniołów lub czegoś tam podobnego, co odpowiada godzinie posiłków u ludzi.

32. I tak się stało. Zachariasz oniemiał, a biedna Elżbieta poczęła, i wstydziła się tego, i chowała się przez całe pięć miesięcy i Zachariasz tłumaczył jej gestami, że był to cud i wola boża i że dziecko przeznaczone jest do wielkich czynów.

33. Wówczas Elżbieta poczuła się zadowolona i rzekła: „Nazwiemy go Jezus Chrystus”, ponieważ czytała proroków.

34. Zachariasz odpowiedział jej gestami: „Nie, nie taka jest wola boża”.

35. Elżbieta odparła: „Trudno. Nazwiemy go więc Mao-Tse-Tung”, ponieważ przeczytała również proroków zagranicznych.

36. Zachariasz dał jej do zrozumienia gestami: „Wola boża jest byśmy nazwali go Jan Chrzciciel”.

37. Elżbieta: „Jan jak? Kto to taki ten Jan coś tam? To nikt ważny! Znowu się dałeś zrobić w konia, ty biedny głupcze! Gdy myślę, że zmarnowałam młodość na łuskanie grochu na zupę i uprawianie smutnych stosunków z tym starcem, który śmierdzi pierdzielem i zepsutymi zębami, by w końcu stać się matką drugoplanowej postaci, statysty, figuranta…! Ach, mama zawsze mi mówiła, że nie masz żadnego polotu!”

38. W tym momencie zapukano do drzwi, była to Maria z Nazaretu, narzeczona cieśli Józefa, która wpadła z wizytą do kuzynki.
* * *

1. Maria weszła do domu Zachariasza, pozdrowiła Elżbietę i rzekła: „Witaj, kuzynko”.

2. Na co Elżbieta: „Witaj, Mario. Wejdź i nie przejmuj się bałaganem, ponieważ nie miałam czasu posprzątać, wiesz jak to jest, kiedy oczekuje się dziecka, i to takiego, jakiego ją oczekuję, prawie Mesjasza zapowiedzianego przez proroków. Będzie miał wspaniałe stanowisko, kiedy Mesjasz nadejdzie i kiedy nastąpią zmiany w polityce, mówię ci, gdy Mesjasz wejdźcie do rządu, jeśli będziesz czegoś potrzebowała, wystarczy powiedzieć, wspomnę o tobie mojemu synowi, a on swemu koledze Mesjaszowi, który nie będzie niczego mógł mu odmówić. Nie musisz mi dziękować. W rodzinie trzeba się popierać”.

3. Elżbieta spuszczając wzrok zobaczyła, że brzuch Marii jest równie okrągły jak i jej. Oburzyło ją to, gdyż Maria nie była jeszcze mężatką. I już otwierała usta, by rzec: „Ty zdziro!”

4. Ale właśnie w tym momencie dzieciątko zadrżało w jej łonie i kopnęło ją swą stópką, tak jakby chciało jej dać coś do zrozumienia.

5. Elżbieta krzyknęła: „Aj”, ale nie bardzo zrozumiała, co dziecko chciało dać do zrozumienia, i przypomniała sobie, co chciała powiedzieć tuż przedtem, i już otwierała usta, by rzec: „Ty dziwko!”.

6. Kiedy dziecko ponownie kopnęło ją nóżką, właśnie tam, gdzie najbardziej boli, a Elżbieta mogłaby przysiąc, że miało na nogach saboty podkute żelaznymi gwoździami.

7. Tym razem zrozumiała, że Duch Święty kierował nóżkami dziecka w jej łonie, i wszystko stało się dla niej jasne.

8. Podniosła głos i zawołała: „Ach, więc to tak!”.

9. I dodała: „Dobrze, dobrze. Zgoda! Pozdrawiam cię Mario. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony owoc twojego łona. Są takie, które sobie wcale nie najgorzej radzą z ich wyglądem małych niedotykalskich. Czy to znaczy, że ty i Stwórca?… Kto by pomyślał! Dziewczyna z najlepszego domu! Stwórca może sobie być Stwórca, ale jest tak samo naiwny, jak wszystkie chłopy. Trzeba mu małolat, rumianolicych, o powłóczystym spojrzeniu i małych sterczących cycuszkach

10. I żeby, proszę, były dziewicami!

11. Twierdzę, że to, czego mu potrzeba, to prawdziwej kobiety, która zna życie i rozumie mężczyzn, która potrafi utrzymać czystość w synagodze i upichcić ulubione dania. No takiej, która nauczyła się wszystkiego będąc żoną kapłana. Czy ty na przykład wiesz, jak przyrządzonego ofiarnego kurczaka lubi Stwórca na śniadanie? Z rożna czy gotowanego? No widzisz…

12. No cóż, niech będzie wola Pańska. ją przecież nic nie mówię…”.

13. I dorzuciła: „Skąd ten zaszczyt, że matka mego Pana składa mi wizytę? Jeżeli przyszłaś chwalić się i pchać mi się w oczy, wolę ci od razu powiedzieć, że tracisz czas, moja mała. Mój syn może nie jest Mesjaszem, ale pochodzi od mego ślubnego. ją mogę wszędzie wchodzić z podniesionym czołem. Ot co!”.

14. Maria myślała sobie: „Gadaj zdrowa, kuzynko, moje i tak jest na wierzchu”.

15. Potem rzekła do Elżbiety: „Ułożyłam małą kantyczkę na chwałę Stwórcy i na cześć naszej miłości. Chcesz, byśmy zaśpiewały ją razem?”. Elżbieta zgodziła się, bo lepiej nie przeciwstawiać się Stwórcy ani nikomu, kogo zaszczyca swym spółkowaniem.

16. Owa kantyczka była bardzo piękna i nosiła tytuł „Magnifikat”, co znaczy „Miłość ci wszystko wybaczy” po łacinie. Hebrajczycy w tamtych czasach uważali za bardziej szykowne tytułowanie swych piosenek po łacinie. Piosenka stała się przebojem i jeszcze dziś często można ją znaleźć w szafach grających.

17. Maria pozostała trzy miesiące u Elżbiety. To było akurat tyle, ile trzeba jej było na wymyślenie historii nadającej się do opowiedzenia Józefowi, jej narzeczonemu, dla wytłumaczenia wzdętego brzucha itd…

18. A potem powróciła do Nazaretu.
* * *

1. Józef ujrzał brzuch Marii i zapytał: „Co to takiego?”

2. Maria odpowiedziała, że nie powinien sobie wyobrażać nie wiadomo czego, że to wcale nie to, co byle dureń mógłby pomyśleć na pierwszy rzut oka, że należy wszystko rozpatrzyć na spokojnie wśród rozsądnych ludzi, a przede wszystkim, weź krzesło, usiądź, nalej sobie trochę ratafii i nie zdejmuj swetra, bo jesteś cały spocony i zaziębisz się. No co… mój Józinku, jeszcze kieliszeczek?

3. I opowiedziała mu o aniele, o Duchu Świętym, o reakcji dziecka kuzynki, o prorokach, którzy to przepowiedzieli, i mówię ci, sam możesz to sprawdzić w tym i tym Rozdziale, w tym i tym wersecie! Wy, mężczyźni, zawsze jesteście tacy sami, robicie historie o najprostsze rzeczy!

4. Józef wrócił do domu i wcale nie był pewien, czy dobrze zrozumiał. Położył się zastanawiając się czy warto było czekać tak długo z małżeństwem, by w końcu taki Stwórca – facet jeszcze starszy od niego, jeśliby tak dokładnie się przyjrzeć – sprzątnął mu narzeczoną sprzed nosa.

5. A potem zasnął. Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, wszystko, co rzekła Maria, jest prawdą. Nie wzbraniaj się wziąć ją za żonę, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło.

6. Porodzi syna, któremu nadasz imię Jezus, aby wypełnione zostało to, co powiedział Stwórca słowami Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadasz imię Emanuel, to znaczy: Bóg z nami”

7. Józef dał się przekonać. Pomyślał, że jeśli musiało się to zdarzyć, to lepiej, żeby było za sprawą Stwórcy.

8. I pomyślał jeszcze, że powiodło mu się wcale nie najgorzej, bo Prorok mógł równie dobrze napisać, że stało się tak za sprawą listonosza.

9. I z rozpędu myślał dalej – z myśleniem jest tak zawsze, wie się, kiedy się zaczyna, ale nigdy nie wiadomo, kiedy się skończy – ze cała Biblia została napisana jedynie po to, by przepowiedzieć, że on, Józef, zostanie rogaczem.

10. Oczywiście, nie wszyscy mogą coś takiego powiedzieć o sobie.
* * *

1. Józef ożenił się z dziewicą Marią

2. Z początku nieco był skrępowany dużym brzuchem młodej żony i ludźmi, którzy wytykali go palcami i śmiali się

3. Mówi im: „Widzicie, że ta kobieta, moja żona, jest wciąż dziewicą, dokładnie tak jak i w dniu, kiedy matka wydala ją na świat. ją też jej nigdy nie tknąłem, chociaż według prawa jest moja żoną.

4. Ludzie śmiali się jeszcze bardziej, a Józef ciągnął dalej: „Anioł mi to bardzo dokładnie wytłumaczył, ale nie bardzo sobie przypominam. Jeśli chcecie, mogę wam pokazać”.

5. Józef przyprowadził ludzi do domu i poprosił Marię, by pokazała swoje dziewictwo. Było to piękne dziewictwo, bo Maria była tłuściutka brunetka.

6. Ludzie zdziwili się i nie wierząc własnym oczom mówili: „Nie wierzymy własnym oczom!”

7. Józef na to: „Możecie dotknąć. Tylko nie naciskajcie za mocno, proszę”.

8. I ludzie dotknęli, i dali się przekonać.

9. I rozeszli się, by nieść dobre słowo. Ale niektórzy, z pewnością zboczeni, insynuowali, iż jest to wynik stosunku wbrew naturze, który przerwał jedną z delikatnych ścianek umieszczonych przez Stwórcę pomiędzy odbytem a wrotami błogosławieństwa. Świat jest pełen zła.

10. Jakby nie było, ludzie nadbiegali zewsząd coraz liczniej, aby oglądać i dotykać dziewictwa Marii, a Józef pokazywał im je chętnie za niewielką opłatą stanowiącą zwrot kosztów i ustaloną na jedną drachmę od osoby.
* * *

1. Cesarz August opublikował mniej więcej w tym samym czasie edykt nakazujący dokonanie spisu ludności całej Ziemi.

2. Każdy musiał udać się, dla dopełnienia formalności, do miejsca skąd pochodziła jego rodzina.

3. Józef opuścił Nazaret i pospieszył do Betlejem, gdyż stamtąd wywodził się ród Dawida.

4. Maria, jego żona, pojechała razem z nim.

5. Gdy dotarli do Betlejem nadszedł czas porodu.

6. Z powodu spisu napływ gości był tak wielki, że w żadnym hotelu nie znaleźli pokoju i musieli zamieszkać w stajence.

7. Maria urodziła w wielkich bólach, ponieważ droga nie została przetarta przez mężczyznę, tak jak to jest w zwyczaju.

8. Myślała przy tym, że jeśli Stwórca ma ochotę nieco pocierpieć ku zbawieniu ludzkości, to jego sprawa.

9. I że ona nie widzi powodu, dla którego miałaby cierpieć więcej niż trzeba; i że nikt nie pytał jej o zdanie.

10. Wszystko dlatego, że Jaśnie Pan nie miał ochoty urodzić się jak inni, bo lubi zwracać na siebie uwagę!

11. I tato ma pretensje do dzielenia losów ludzkich, do życia, cierpienia i umierania jak zwykły człowiek, a pierwszą rzecz, którą robi – rodzi się z dziewicy, tak jakby wszyscy to potrafili. Zastanówcie się tylko!

12. Ach, ci arystokraci! Bawi się to w pastuszków i zwykłych ludzi, a rezultat jest zawsze ten sam – Trianon i spółka.

13. W stajence stał osioł i wół.

14. Opatrzność boska umieściła je tam, aby niemowlę miało co jeść.

15. Opatrzność boska już taka jest – pełna dobrej woli, ale niedoinformowana.

16. Osioł i wół z całych sił starały się dać mleko, nadymały się, ile wlezie, ale i tak nic z tego nie wychodziło. Cuda zdarzają się wtedy, kiedy się ich nie potrzebuje.

17. Wokół Betlejem rozciągały się pola, na których pasterze paśli owce.

18. Owce miały miny posępne i beczały z niezadowoleniem ponieważ był to wieczór 25 grudnia, a nikt normalny nie pasie owiec w środku zimy, nie znajdowały więc nic do jedzenia prócz śniegu, a w dodatku marzły im kopyta.

19. Opatrzność boska stwierdziła w ostatniej chwili, że sielanka będzie jeszcze wyraźniejsza z pasterzami, i zorganizowała to błyskawicznie. Rzeczywiście, wszystko było cacy i trzeba mieć zatwardziałe serce, by spierać się o detale.

20. Nagle jasność ogarnęła pasterzy, a z nieba zaczęły zstępować zastępy aniołów dmących w lśniące trąby.

21. Pasterze się bardzo przestraszyli i pochowali za plecami gicze baranie upieczone po to, by w brzuchu czuć miłe ciepło gorącego jedzenia, a ci, którzy kopulowali z owieczkami, pozapinali chyłkiem rozporki.

22. Zaczęli sarkać między sobą: „Czyż nie dość, że nasi chlebodawcy, właściciele owiec, wysyłają nas na pastwiska w taka pogodę? W dodatku teraz ci podejrzliwcy napuszczają na nas pierzastych gliniarzy, chcąc przyłapać nas na gorącym uczynku, by móc odliczyć od nędznych pensji zjedzone barany i kazać płacić za czyszczenie wełny poplamionej spermą”.

23. Szef aniołów odezwał się wspaniałym głosem: „Nie obawiajcie się niczego, wypierdki mamuta, Stwórca przysyła mnie z radosną nowiną”.

24. Pasterze odparli: „Dziękujemy ci, pierzasty wypierdku, ale i tak nas nieźle nastraszyłeś. Dziękujemy za radosną nowinę. Stwórca, który wie wszystko, wie również, że jedyną radością już najedzonych biednych pasterzy są: wino i kobiety. Postaw beczkę po prawej stronie, kobiety posadź po lewej i podziękuj Stwórcy w naszym imieniu. Co się tyczy kobiet, niech mają bielutką cerę i tłuściutkie cipulki”.

25. Szef aniołów zawołał: „Ciiiii!”, uderzył potężnie w bęben i odezwał się w te słowa: „Jeśli będziecie mi ciągle przerywać, nigdy z tym nie skończymy”. Znów zagrał na bębnie, rozwinął i przeczytał pergamin dotychczas trzymany pod pachą:

26. „Odezwa. W mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel – Chrystus, Stwórca i syn Boga wiekuistego. Ludność pozna go po tym, iż zawinięty w pieluszki leży w stajence. Zaleca się spontaniczne składanie hołdu i adoracje. Godziny wizyt wypisano na wrotach. Zwolnienia nie będą brane pod uwagę!”

27. Anioł uderzył w bęben, a wraz z nim wszyscy pozostali aniołowie zadęli w dudy, zaczęli walić w puszki i zaintonowali kantyczkę, która nie wypadła sroce spod ogona: Chwała, chwała, chwała Bogu na wysokościach! A Na ziemi Pokój, pokój, pokój Ludziom, dziom, dziom, dziom Dobrej woli! Hosanna! Hosanna! Niech nam żyją rogacze! Niech nam żyje mały Jezus!
* * *

1. Gdy aniołowie odeszli do nieba pasterze spojrzeli po sobie wzdychając: „Noooo!”

2. A potem: „Ufff!” i „Zawsze możemy pójść zobaczyć, nie będzie mniej nudno niż tu!” I skierowali się do Betlejem, pozostawiając owce, by pasły się same, bo przecież nie można robić dwu rzeczy na raz.

3. W mieście zaczęli szukać stajenki. A stajenek w Betlejem nie brakowało,

4. Pełne były ludzi przybyłych z powodu spisu, którzy nie znaleźli miejsc w hotelach.

5. Wśród nich była spora liczba noworodków, bo koniec grudnia przypada dokładnie na dziewięć miesięcy po początku kwietnia – który jest uroczym okresem pierwszych kwiatów i miękkiej trawy, a także okresem, w którym podbrzusza mężczyzn pokazują rogi jak jelenie na rykowisku, a obcasy kobiet staja się okrągłe, mało stabilne i łatwo wywracają się do tylu.

6. W obliczu nadmiaru Zbawicieli pasterze poczuli zakłopotanie. Wchodzili do każdej stajenki i pytali: „Zbawiciel to tutaj? Przychodzimy w sprawie adoracji”.

7. A ludzie stłoczeni w stajenkach odpowiadali: „Znamy, znamy te numery ze Zbawicielem! Idźcie dalej, tu miejsca nie ma”. I rzucali w nich głąbami kapuścianymi lub odchodami.

8. Zniechęciło to pasterzy, ale pozostała im już tylko jedna stajenka do odwiedzenia.

9. Była to właśnie stajenka, w której zamieszkali Józef, Maria i mały Jezus. Znajdowała się na drugim końcu miasta, na przedmieściach, i dlatego nie trafili do niej od razu.

10. Gdy ją ujrzeli, natychmiast ją rozpoznali.

11. Na drzwiach widniał napis WEJDŹCIE ZOBACZYĆ z krwi i kości jedyny, prawdziwy, niepowtarzalny MESJASZ Syn boży Najprawdziwszy z prawdziwych Światłość nad Światłościami Płomień i Zarzewie zwany CHRYSTUSEM lub SŁOWEM lub BARANKIEM BOŻYM Jedyne Stworzenie na świecie zrodzone z dziewicy (Można oglądać i dotykać) Nadzwyczajny wybryk natury Wstęp: 1 drachma Wojskowi i niańki płacą połowę

12. A wokół znajdowały się nieco mniejsze napisy: „JEDYNE W SWOIM RODZAJU!” „SENSACYJNE!” „OSZAŁAMIAJĄCE!”

13. Józef przed drzwiami woła: „Wchodźcie, wchodźcie! Spektakl zaraz się zacznie!’

14. Pasterze widząc to rzekli: „Ale my nie mamy drachm! Jesteśmy biednymi pasterzami”.

15. Józef: „Acha, to wy jesteście pasterzami? Nie przychodzicie za wcześnie! Statyści proszę tylnym wejściem”.

16. Pasterze weszli do stajenki, zobaczyli Jezusa leżącego na słomie, uklękli wokół niego i ofiarowali mu prezenty, które przynieśli.

17. Jedni przynieśli ser owczy, inni wełnę, jeszcze inni rosół z barana, co poniektórzy dali mu baranie oczy do grania w kulki, owcze łożyska do robienia świńskich żartów i baranie rogi do zabawy w rogacza, byli i tacy, którzy przynieśli kiszki na prezerwatywy, owcze bobki, by mógł zastąpić nimi oliwki w martini, głowy baranie na lampki nocne i odbytnice na pierścionki zaręczynowe.

18. Młode pasterki o okrąglutkich policzkach, które nic nie przyniosły, bo owce były od nich silniejsze, zadzierały spódniczki i pokazywały Jezuskowi cipulki, by go rozśmieszyć.

19. Przechodnie płacili po drachmie, wchodzili do stajenki i oglądali następujące cuda:

20. Małego Jezusa na słomie śmiejącego się do rozpuku na widok cipulek pasterek, Świętą Dziewicę pokazującą dziewictwo – kto chciał dotknąć, płacił dodatkowo jedna drachmę – pasterzy przegrywających w pokera cudze stada, Ducha Świętego latającego jak oszalały, obijającego się o belki i usiłującego uciec sowie pragnącej go zsodomizować, oraz Józefa komentującego wszystko i mówiącego na zakończenie: „Tu kończy się zwiedzanie. Nie zapominajcie, proszę, o przewodniku”.

21. Wół i osioł, wciśnięte w kąt, miały w swych oślo-wolich głowach całkiem oślo-wole myśli, a myśli te były smutne:

22. „Temu Bogu ludzi nie brakuje tupetu, żeby tak urodzić się w zamieszkałej stajni, i to bez zapytania mieszkańców o zgodę,

23. Pobrudzić świeżą ściółkę zakrzepła krwią i łożyskiem, wiedząc świetnie, że dla zwierząt trawożernych nie ma nic bardziej odrażającego”.

24. I dodawały, że ci wszyscy ludzie, którzy depczą ich świeżą słomę brudnymi butami, którzy zabierają miejsce, którzy wrzeszczą te ich „alleluja”, którzy palą jakieś śmierdzące świństwa w czymś tam złotym, cóż by sobie pomyśleli, gdyby Bóg wołów lub osłów zdecydował się rodzić – z dziewiczej, ma się rozumieć, oślicy lub krowy – na środku czyjejkolwiek jadalni, no co?

25. Osioł rzekł do wołu w oślim języku: „Zaprawdę, zaprawdę, bracie wole, powiadam ci, to się niczym dobrym dla nas nie skończy. Gdy ludzie się cieszą i oddają hołd swoim Bogom, w pierwszym rzędzie woły ponoszą tego konsekwencje, i cielęta, i owce, i gęsi, i indyki, i kury. Osioł może być całkowicie nieczystym Stworzeniem, a i tak jego tłuszcz jest wystarczająco czysty, by używać go do wyrobu świec”.

26. wół i osioł poczuły, jak strach skręca im kiszki w brzuchach, każde z nich wydaliło odchody stosownie do swego gatunku, to znaczy: osioł bobkując swe bobki, wół łajniąc swe łajno.

27. Tłum w stajence wciąż był gęsty. Ktoś rzucił: „Ten wół i osioł zajmują za dużo miejsca. W dodatku brudzą nas swym łajnem i śmierdzą”.

28. I dodał: „Słuchajcie, o bracia, którzy wierzycie w Jezusa, mam pomysł. Zabijmy wołu, zróbmy z niego pieczyste i urządźmy bankiet”.

29. I dokończył: „Osła też możemy zabić. Co prawda jest nieczysty, ale wytopiony z niego tłuszcz będzie wystarczająco czysty do zrobienia świec”.

30. Wszyscy pozostali zakrzyknęli: „Allejuja!”, zabili wołu i osła, upiekli wołu, a osła przetopili na świece. Pasterze pobiegli po owce, pozabijali je i upiekli, jeszcze inni przynieśli różnego rodzaju drób i kasztany na nadzienie.

31. A byli i tacy, co dobiegli aż nad Słone Morze, wskoczyli w nie i zaczęli odrywać przyczepione do skał zamyślone ostrygi. Inni z kolei przytoczyli beczki wina,

32. Jedzono, pito, czkano, rzygano, przy deserze rozdano papierowe kapelusze, serpentyny, piszczałki, tarzano się w słomie, a następnego dnia wszyscy byli chorzy i przez cały rok nie wspominano o niczym innym, jak tylko o tym wieczorze.

33. był to pierwszy Wieczór Wigilijny.
——————————————-

ROZDZIAŁ 3

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Bóg uwodzi dziewicę Marię raczej z politycznego obowiązku niż z miłości i robi jej dziecko. Józef, narzeczony dziewczyny, z początku źle to przyjmuje. Ale ma dobry charakter i w końcu zgadza się na trójkąt małżeński, choć nie jest w stanie oduczyć się zaglądania do szaf, by sprawdzić czy nie ma w nich ukrywającego się Boga w kalesonach. Poród odbywa się w skandalicznych warunkach higienicznych. Mały Jezus rodzi się z nieznanego ojca. Wszystko to nie jest bardzo moralne, bo Bóg nie jest jeszcze chrześcijaninem. Cierpliwości!

1. W tym czasie, gdy rodził się Jezus w Betlejem, do Jerozolimy przybyli Trzej Królowie, spośród Trzech Króli, którzy trójKrólowali na tajemniczym Wschodzie.

2. Ci Trzej Królowie bardziej byli magami niż Królami, a ich Królestwa były malutkimi Królestwami.

3. Wciąż lubili powtarzać wschodnie przysłowie: „Moje Królestwo może nie jest duże, ale zawsze mogę je obsikać,

4. I mam w nosie, że opryskam sąsiadów”.

5. Włosy pierwszego z Trzech Króli były jak śnieg i jedwab, jego broda była jak wata cukrowa powiewająca na wietrze, oko miał błękitne jak czyste niebo ujęte w piękną czerwoną obwódkę,

6. Ponieważ był ekspertem w dziedzinie świętych likierów, aperitifów i zwykłych napojów chłodzących, które pozwalają żonatemu mężczyźnie odsuwać w nieskończoność godzinę powrotu do domu.

7. Imię jego było Melchior.

8. Drugi z Trzech Króli był młody, jędrny, o żywej twarzy, na której od makowoczerwonych policzków odcinał się nieśmiało fioletowawy, młodzieńczy trądzik,

9. Uszy miał potężne, ogromne jak całe prowincje, szlachetnie rozkwitłe i kiedy był w dobrym humorze ruszał nimi, to jednym, to drugim, lub oboma na raz, a w święto narodowe czynił to z balkonu pałacu i cały naród czcił go za tę umiejętność, ponieważ nie wszyscy Królowie tak potrafią,

10. Koronę nosił prosto,

11. Ubierał się w szaty ze złota ręcznie tkanego i że skór długowłosych lapis lazuli, które są ciepłe i dodają szyku. Guziki w rozporku miał na przemian ze szmaragdów i rubinów czystej wody, a było ich tyle, że nigdy nie zdążał się rozpiąć do końca i sikał sobie po palcach. Nigdy też nie umiał porządnie się zapiąć i przez rozporek widać było dokładnie, że nie nosił slipów.

12. Ten nazywał się Kacper.

13. Trzeci z Trzech Króli był całkiem czarnym Murzynem.

14. Chodził z tyłu, odzywał się wtedy, gdy go pytano, i nigdy nie mówił rzeczy inteligentniejszych od pozostałych, nigdy nie starał się pierdzieć powyżej swego czarnego tyłka i dlatego nie przytrafiało mu się nigdy nic niemiłego.

15. Imię jego było Baltazar,

16. Ale kiedy chciano, by przyszedł, wolano: „Hej, ty czarnuchu!”

17. Melchior, Kacper i Baltazar mocni byli w naukach astrologicznych i gwiezdnych i każdy z nich w swym państwie przyglądał się kopule niebieskiej, by wyczytać z niej przyszłość narodów i losy imperiów.

18. Mieli zwyczaj spotykać się raz u jednego, raz u drugiego i dyskutować o spostrzeżonych na niebie cudach.

19. Przynajmniej tak to wyjaśniali żonom.

20. Tym razem ujrzeli na niebie rzecz nadzwyczaj cudowną

21. Duża i błyszczącą gwiazdę przyćmiewającą wszystkie inne.

22. Gwiazda podskakiwała w miejscu, tańczyła taniec pępka mojej cioci, rozbierała się w sposób podniecający, wykonywała kabalistyczne gesty

23. I miała wygląd siedmiokroć poświęconego schaboszczaka z ziemniakami, który rozplaskał się u podnóża schodów.

24. Trzej Królowie z tych zdarzeń ułożyli horoskop, w rezultacie którego kazali w pośpiechu osiodłać wielbłądy, powierzyli berła i klucze do Królestw Królowym, swym żonom – z wyjątkiem kluczy do piwnicy – polecając utrzymywać Królestwa w czystości, nie wypowiadać głupio wojen dla olśnienia przyjaciół, nie pozwalać dzieciom bawić się haremem, nie kupować byle czego od domokrążców i starać się pozostać młodymi i apetycznymi aż do ich powrotu.

25. W końcu obiecali przywieźć z podróży mały prezencik, pozamykali na kłódki pasy cnoty,

26. Skazali na śmierć wszystkich ślusarzy w Królestwach, ponieważ strzeżonego Pan Bóg strzeże,

27. Wykastrowali wszystkich paziów, służących, kuchcików, fryzjerów, trubadurów, księży, barany i osły, ponieważ strzeżonego Pan Bóg strzeże, ale kto się sam nie ustrzeże, temu nic nie pomoże.

28. I udali się w drogę.
* * *

1. Trzej Królowie podążyli za gwiazdą, błyszczącą w dzień i w nocy, co było niewątpliwie wielkim cudem,

2. Chociaż, jeśli się nad tym zastanowić, Bóg mógłby, gdyby chciał, włożyć do głowy któregoś z Królów wynalazek busoli i ludzkość skorzystałaby z tego w następnych wiekach. Gwiazdy gasną, a busole zostają.

3. No, ale nie chciał i jeżeli nie chciał, to nie chciał, widocznie miał ku temu powody. W końcu to on jest szefem.

4. Droga była długa, a krok wielbłądów powolny. Trzej Królowie, gdy przybyli do Jeruzalem, byli bardzo zmęczeni.

5. Szyje mieli wykręcone do tyłu, karki zastygłe w jednej pozycji od pilnowania drogi i spoglądania na gwiazdę.

6. A nosy ich były spuchnięte i poobijane, gdyż nie można jednocześnie spoglądać na gwiazdę Pańską i na drzewa rosnące przy drodze.

7. Zatrzymali się więc, usiedli w koło, by dokonać podsumowania i podyskutować.

8. Melchior powiedział: „W rzeczy samej jesteśmy bardzo zmęczeni i jeszcze wiele drogi przed nami, nim dotrzemy do Rzymu.

9. A i tak przybędziemy za późno na ogłoszenie urodzin Juliusza Cezara, bo nasz horoskop mówi, że umarł czterdzieści lat temu.

10. Tymczasem gwiazda błyszczy nam nad głowami i daje znaki, by za nią podążać, i błyska niecierpliwymi błyskami, i mruga mruganiem oznaczającym, iż jesteśmy lenie, powłóczynogi i pierdziośpioszki,

11. I wiele innych rzeczy, których tu przez skromność nie będziemy powtarzać”.

12. Melchior dorzucił: „Cóż takiego powinniśmy zrozumieć? Że pomyliliśmy się? Że gwiazda oznacza narodziny Napoleona Bonaparte?”

13. „Ja – odezwał się Kacper – z pewnością nie będę jechał aż do Paryża. Mój tyłek jest tak wspaniale odciśnięty, że gdyby wlać w niego gipsu, to otrzyma się rzeźbę wielbłąda naturalnej wielkości.

14. Przez resztę życia nie będę mógł siadać na niczym innym jak tylko na grzbiecie wielbłąda. Czyż to nie smutne’?

15. W tempie, w jakim się posuwamy, dotrzemy do celu akurat na pogrzeb generała de Gaulle’a.

16. Co ty o tym sądzisz Baltazarze?”

17. „Oczywiście psze pana!” – przytwierdził Baltazar.

18. „To był żart, Baltazarze” – wyjaśnił Kacper.

19. „Och! Przepraszam, psze pana! Oczywiście, psze pana. Bardzo śmieszne, psze pana! Śmieje się, psze pana. Pękam ze śmiechu, psze pana! Hi, hi, hi, hi, hi, psze pana!”

20. Melchior: „Ja też już dużo dalej nie pojadę. Wydaje mi się, że gdybyśmy sprawdzili jeszcze raz nasze obliczenia porządnie, bardzo porządnie, to w rezultacie okaże się, iż gwiazda chce, byśmy właśnie tutaj pokłonili się nowo narodzonej, ważnej osobistości”.

21. Kacper: „Sądzę, że masz racje. Sprawdźmy rachunki”.

22. Wyciągnęli papirusy i przybory do pisania na papirusach, wręczyli wszystko Baltazarowi i kazali mu sprawdzić obliczenia. Były to nadzwyczaj skomplikowane obliczenia. Gdy skończył, zaczął liczyć od końca do początku, chcąc sprawdzić, czy wynik będzie identyczny, potem przeliczył wszystko jedną ręką, potem stojąc na jednej nodze, potem bez użycia rąk,

23. Potem sprawdził, dzieląc przez dziewięć, za pomocą majonezu filozoficznego, który warzy się, gdy mamy do czynienia z błędnym wynikiem,

24. Przy pomocy niewiernej żony, której nos porusza się, gdy przestawiono gdzieś przecinek

25. I w końcu oznajmił: „Z naszych obliczeń wynika, że to tutejszy Król się urodził. Jaki to jest kraj, psze pana?”

26. Melchior odpowiedział: „Jesteśmy w Jerozolimie. To kraj Żydów”.

27. Baltazar: „Tak, oczywiście! Nasze obliczenia jasno mówią, że gwiazda wskazuje urodzenie się żydowskiego Króla! To całkiem pewne, psze pana!”

28. Trzej Królowie poczuli się dumni, że tak dobrze odgadli, czego chce gwiazda, i w nagrodę pociągnęli po łyku z flakoników ze szlachetnego metalu i kryształu górskiego, po czym dodali: „Ale to jeszcze nie wszystko”.

29. Spojrzeli na gwiazdę, ale gwiazda mrugała gniewnym mruganiem, wirowała i pluła różnobarwnym ogniem,

30. No cóż, ponieważ się nadąsała, Trzej Królowie zagrali jej na nosie, pokazali wała i język,

31. Po czym odwrócili się do niej plecami i zaczęli wypytywać przechodniów, ponieważ ta skubana gwiazda odmawiała współpracy:

32. „Ty, – yp! – gdzie się urodził Król Ży – yp! – dow? Przybyliśmy z tajem – yp! – niczego Wschodu, by mu się pokłonić”.

33. A ludzie myśleli: „Z królów żydowskich znam; tylko naszego dobrego Króla Heroda, któremu dawno już stuknęła pięćdziesiątka”.

34. Na wszelki wypadek odpowiadali jednak, tak jak zawsze odpowiadają ludzie zaczepieni na ulicy: „Pierwsza na prawo, potem druga na lewo, następnie prosto aż do skrzyżowania, na którym schodzicie małą ścieżką w dół obok stogu siana….” I jeszcze długo coś tłumaczyli, ale nie ma potrzeby tego powtarzać.

35. Trzej Królowie zrobili dokładnie tak, jak im powiedziano, ale wpierw, dla kurażu, pokrzepili się ze swych ametystowych flakonów i bukłaków ze skór młodych tancerek wyprawianych włosem do wewnątrz, które nadają winu niezrównany smak. Ludzie zaś ciekawi, dokąd to ich zaprowadzi droga, która wskazali, podążali za nimi.

36. Wyszedł z tego wcale pokaźny orszak: na przedzie szła uzbrojona straż z trzydziestoma małymi paziami, potem szła straż uzbrojona po zęby, potem szli Trzej Królowie, a wszyscy zawodzili na trzy głosy przepiękną wschodnią kantyczkę „Trzej złotnicy z Saint-Eloi…”.

37. Prosty lud radośnie maszerował z tyłu, rozbierał napotkane kobiety do rosołu, by z ich majtek robić sztandary, a gdy przypadkiem byli to księża, zabierał im kapłańskie kalesony na proporczyki, a ropuchy nadmuchiwał zamiast czerwonych baloników.

38. Królewskie zbiry nad zbirami widząc to pobiegły zdać relację Królowi Herodowi: opowiedzieć mu o pochodzie, o Trzech Królach, o Królu żydowskim i o kalesonach. Po prostu o wszystkim.

39. Gdy Herod to usłyszał, zdenerwował się. Wezwał uczonych i zapytał ich, kim jest ten Król żydowski, który nie jest nim.

40. Uczeni w Piśmie odpowiedzieli: „Trzeba zajrzeć, co piszą o tym prorocy”.

41. Herod powiedział: „Zobaczmy więc”.

42. Uczeni zapytali: „Których proroków wolisz, o Królu? Wszyscy prorocy zapowiadali przybycie Króla Izraela, ale każdy z nich wymienia inną miejscowość”.

43. Herod: „Eee tam… Wszystko jedno”. Uczeni otwarli więc Księgę na chybił trafił i zatrzymali się na przepowiedni całkiem drobnego proroka, Micheasza, który pisał: „W Judei, mieście Betlejem, urodzi się Król Izraela”. Ów Micheasz wymienił Betlejem wyłącznie dlatego, że było to ostatnie wolne miejsce – pozostałe wykorzystali już koledzy prorocy. Więc Micheasz nie miał wyboru, a chciał być przynajmniej odrobinkę oryginalny.

44. Zbiry zaciągnęły Trzech Króli do pałacu i postawiły przed obliczem Heroda, który zawołał: „Witajcie, koledzy. Powiadają, że udajecie się do Betlejem, by pokłonić się memu następcy. Prawda to?”. Mówił to słodkim głosem i z przyjaznym wyrazem twarzy, bo był tak samo chytry jak inni.

45. Trzej Królowie, usłyszawszy te słowa, ucieszyli się niezmiernie. Sami bowiem nigdy nie wpadliby na to, że muszą jechać do Betlejem.

46. Herod mówił dalej: „Życzę wam miłej drogi, a gdy będziecie wracać na daleki i tajemniczy Wschód, wstąpcie do mnie, koledzy, wtedy ja pójdę pokłonić się memu następcy.

47. Zrozumiałe jest, że starsi ustępują miejsca młodym. Czas daje – czas odbiera. Wystarczająco natyrałem się w mym pieskim życiu, należy nareszcie pomyśleć o emeryturze. Młodzi to przyszłość i tak dalej…”.

48. Trzej Królowie pojechali do Betlejem. Gwiazdka z początku nie chciała podążyć za nimi, ale kiedy przekonała się, że nikt nie zwraca na nią uwagi, zmieniła zdanie i wlokła się daleko z tyłu, jak robią wszystkie nadąsane gwiazdy.

49. W Betlejem zaczęli wypytywać pasterzy, a ci odrzekli: „Tak, to tutaj i wskazali stajenkę. Gwiazda szybko uplasowała się nad nią, a Trzej Królowie ucieszyli się, że ich obliczenia okazały się trafne.

50. Weszli do stajenki, pokłonili się dzieciątku, złożyli mu hołd i obdarzyli prezentami, które przywieźli z odległego, tajemniczego Wschodu: złotem, kadzidłem i mirrą.

51. Gdy Melchior składał złoto w podarunku, dzieciątko wyciągnęło do niego rączki i zawołało: „Tato!” Wszyscy bardzo się śmiali, a mama była bardzo dumna, że ma nad wiek rozwiniętego synka, który z pewnością da sobie radę w życiu.

52. Maria poukładała otrzymane podarki w miejscach dla nich przeznaczonych: kadzidło do kadzielnicy, złoto do pończochy, a mirrę, o której sądziła, że jest lekarstwem na siusianie w łóżko, dala Jezuskowi do połknięcia. Na siusianie nic to nie pomogło, ale zabarwiło małego na niebiesko – co z pewnością jest bardziej estetyczne i dałoby się łatwo zaliczyć do cudów.

53. Trzej Królowie powstali z klęczek, Maria zaproponowała im po kieliszeczku, ale oni rzekli, że dziękują, że absolutnie nie, że nie chcą przeszkadzać, że wstąpili przechodząc, że muszą już iść – wiecie, jak to jest, gdy się ma Królestwo, nie ma się ani minuty dla siebie –

54. I zrobili gili-gili małemu Jezuskowi, i powiedzieli, że jest śliczniutki, całkiem podobny do ojca, tak, tak, panie Józefie niech pan nie protestuje, całkiem podobny do pana, i życzyli wszystkiego dobrego, i miłego wieczoru, i bawcie się dobrze…

55. I powrócili na daleki tajemniczy Wschód, a ponieważ we śnie ukazał im się Anioł Pański i poradził nie wstępować do Heroda, wybrali inną drogę i nikt więcej już o nich nie słyszał. Może się zgubili? Zresztą niech robią, co chcą, nie potrzebujemy ich już w naszej historii.

56. Najzabawniejsze jest jednak to, że żaden z Trzech Króli nie stał się chrześcijaninem, pomimo długiej podróży i liczby widzianych cudów. Musieli być bardzo zatwardziałymi poganami.

57. Chyba ze Opatrzność Boska znów się gdzieś pomyliła.

58. Warto odnotować, że Trzej Królowie ani razu nie zwrócili uwagi na brak opłatka. A więc łamanie się opłatkiem i życzenia to tylko głupie gadanie i mydlenie oczu.
* * *

1. Kiedy Trzej Królowie odeszli, Józefowi ukazał się we śnie anioł Pański i rzekł: „Wstań, Józefie, weź dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem, bo Herod będzie szukał Dziecięcia, by je zgładzić”.

2. Udali się więc wszyscy do Egiptu. Droga była długa, tak że nawet zaczęli żałować osła przerobionego w stajence na świece. Na szczęście napotkali jego kuzyna zmierzającego z doroczną wizytą do stajenki. Józef złapał kuzyna i dosiadł go, a Maria szła z tyłu niosąc w ramionach Jezusa i trzymając się oślego ogona. Nie ma co mówić, wszystkim jest lżej, kiedy ma się osła.

3. Herod widząc, że go Trzej Królowie zawiedli wpadł w straszny gniew.

4. Wysłał oprawców do Betlejem z rozkazem pozabijania w całej okolicy chłopców w wieku do dwóch lat, a przede wszystkim takich, którzy mieli nad główkami aureole.

5. I tak się stało.

6. Liczba zmasakrowanych niewiniątek osiągnęła dwadzieścia tysięcy. Niemało!!!

7. Szczególnie w mieście liczącym trzy tysiące mieszkańców.

8. Jest to pierwszy cud, o jaki postarał się mały Jezus i w rzeczy samej, wielki to cud, ponieważ im więcej zbiry mordowały niemowląt, tym więcej było ich do mordowania i dlatego nazywamy to cudownym Rozmnożeniem Świętych Niewiniątek.

9. Cóż za wspaniały przykład potęgi Boga i jego miłości do ludzi…

10. Bóg, gdyby chciał, znalazłby z pewnością sposób na uratowanie Niewiniątek, tak samo jak znalazł sposób na ocalenie Swego Syna z rąk Heroda,

11. Ale wówczas wszystkie te nieroby wyrastając stałyby się dorosłymi Żydami nie dającymi się oszukiwać, i śmialiby się z Chrystusa, i pluli w Jego Święte Oblicze w przydrożnych kapliczkach, i byliby na wieki wieków potępieni, a tak są pierwszymi męczennikami w Raju.

12. I co wy na to wszystko?
* * *

1. Król Herod żył jeszcze przez długie lata, w rozpuście i blasku sztucznych ogni, i żaden domniemany Król żydowski w kolebce nie zakłócał jego panowania,

2. Bo albo gówniarz zginął w czasie masakry, albo ze strachu uciekł na pustynie egipską, albo stało się z nim coś jeszcze innego.

3. Herod był zadowolony i twierdził, że jego pomysł był dobrym pomysłem.

4. Gdybyśmy sądzili, że nie chodzi o Boga, moglibyśmy mniemać, że poczuł on strach przed Herodem,

5. Ale oczywiście nie jest to możliwe.

6. W końcu Herod umarł, z kielichem przy ustach, na łożu wysłanym różami i pełnym dobrze domytych konkubin. Bóg natychmiast wysłał anioła do Egiptu.

7. Anioł ukazał się Józefowi i rzekł: „Psst!… Możesz wracać. Droga wolna”.

8. Józef udał się w drogę powrotną z Marią, małym Jezuskiem i osłem, ale tym razem szedł za osłem razem z Marią, ponieważ na ośle jechał Jezus. Dziecko było piękne i silne, a Józef stary… Ach, ta dzisiejsza młodzież, żadnego respektu dla wieku!

9. Co tu dużo opowiadać, Święta Rodzina powróciła do Nazaretu.
——————————————-

ROZDZIAŁ 4

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Okrutny Król Herod pragnie zabić małego Jezuska. Dzięki zręcznemu wybiegowi Stwórca ratuje Boskie dziecię. Wtedy Herod skazuje na rzeź dwadzieścia tysięcy niemowląt. Bóg jest uradowany, że udało mu się wykiwać potwornego tyrana.

1. Po tym, jak anioł wysłany przez Stwórcę doniósł, że tyran Herod umarł, Józef, dziewica Maria i mały Jezusek powrócili do Izraela.

2. W pierwszej chwili Józef nie chciał wracać do rodzinnej wioski, Nazaretu, gdzie wykonywał zawód cieśli,

3. Lecz raczej osiedlić się w bogatym mieście Betlejem, w tej samej stajence, w której Maria leżała w połogu,

4. By przekształcić się w pokazywacza Jezusa wszystkim, którzy mieliby ochotę zapłacić jedną drachmę.

5. Z pewnością znalazłoby się wielu chętnych, choćby dlatego, że Trzech Króli spośród najprzeróżniejszych Króli przybyło z otchłani tajemniczego Wschodu, by złożyć hołd nadzwyczajnemu dzieciątku.

6. A ci, którzy byliby skłonni zapłacić dodatkową drachmę, mieliby prawo do oglądania dziewictwa dziewicy Marii.

7. A ci, którzy zdecydowaliby się dopłacić jeszcze dwie drachmy, mogliby dotknąć go palcem.

8. A dla tych, którzy mieliby przy sobie tylko monetę pięciodrachmową, Józef przewidział odtańczenie ludowego tańca na perskim dywanie dla wyrównania rachunku i nie zawracania sobie głowy wydawaniem reszty.

9. W krótkim czasie zaoszczędziłby wystarczającą ilość drachm na kupienie stajenki i urządzenie jej tak, by móc przyjmować, za uczciwą opłatą, na mieszkanie uczonych doktorów i turystów żadnych dziwów, którzy z pewnością zbiegną się z najodleglejszych krańców imperium, by podziwiać Jezusa i dziewictwo Marii.

10. Zawiesiłby nad drzwiami wygrawerowany wspaniałymi złoconymi literami rzymskimi napis: „HOTEL POD GWIAZDĄ I TRZEMA KRÓLAMI” Przyjmujemy przybyłych pieszo, konno i na wielbłądach

11. Być może, jakiś pastuszek spośród rzeszy okolicznych pastuszków ujrzy tu kiedyś bijące źródło, padnie na kolana, a dziewica Maria podpowie mu: „Każ mi w tym miejscu wznieść bazylikę”.

12. Józef, myśląc o tych rzeczach – a były to myśli bardzo przyjemne – spieszył się do Betlejem i poganiał osła kopniakami w brzuch.

13. Osioł z bólu biegł coraz szybciej, a ze złości znaczył drogę gównem.

14. Dziewica Maria trzymająca się oślego ogona musiała biec i nie bardzo mogła omijać spadające odchody.1

15. A Jezusek śmiał się do rozpuku ssąc pierś matki.

16. Dziewica Maria myślała, że fajnie jest mieć Bożego Syna, ale taki waży dwa razy więcej niż zwykle niemowlę. Mogłoby się wydawać, że karmi się mlekiem z czystego złota, choć to, co potem znajdywała w pieluszkach, nie miało koloru, ani zapachu złota, nawet z domieszką miedzi.

17. I toto pije dwa razy więcej mleka niż inni i dwa razy mocniej ciągnie za cycuszki, zupełnie je masakrując.

18. Na szczęście, gdy zostanie Mesjaszem, wszystko zwróci się stokrotnie i mamusia stanie się Królową Matką albo czymś w tym rodzaju. Pilno jej już było zobaczyć miny sąsiadów.

19. Tymczasem nad Betlejem unosił się wielki lament od dnia Rzezi Niewiniątek, a wszystko to był płacz i jęk kobiet, którym oderwano dzieci od piersi i pomordowane rzucono na bruk.

20. Nie dawały się pocieszyć i cały czas powtarzały: „Z pewnością ci obcokrajowcy, przyczyna naszych nieszczęść, będą wracać tędy do siebie teraz, gdy Król Herod nie żyje…

21. Nie ma powodu, by ta egzaltowana baba cieszyła się swym tłuściutkim malcem, podziwiała jego dołeczki i zachwycała pierwszymi krokami, gdy nasze zostały pomordowane i rozszarpane przez sępy. O dniu posępny i czarny!

22. Zróbmy zasadzkę na drodze, wyrwijmy jej dziecko, poderżnijmy mu gardło, poćwiartujmy je i ochłapy rzućmy sępom i bezdomnym psom na pożarcie.

23. Ale najpierw zmusimy je do krzyku, by dowiedziała się, jak się słucha rozpaczliwego krzyku własnego dziecka”.

24. Wzięły stalowe narzędzia dobrze wyostrzone i zaczaiły się przy drodze prowadzącej z Egiptu.

25. Nigdy by tak nie postąpiły, gdyby wiedziały, że wymordowanie ich małych dzieci z góry było postanowione przez Stwórcę, Boga Izraela, w scenariuszu przygód małego Jezusa, jego ukochanego Syna, tylko po to, by nadać całości odrobinę pikanterii.

26. Byłyby nawet szczęśliwe i dumne, mogąc złożyć w ofierze dzieci i uczestniczyć we wspaniałym spektaklu, gdyby tylko Bóg pofatygował się i wysłał im anioła z jakim takim wyjaśnieniem.

27. Ale Bóg zapomniał wysłać anioła, możemy więc tylko żałować popełnionego niedopatrzenia.

28. Czyżby mały Jezus miał zginąć?… Ależ skąd! Wszystko, co ma nastąpić, zapisane jest u Proroków. Gdyby betlejemskie kobiety uważniej czytały Proroków, nie znalazłyby nigdzie wzmianki o tym, że mają zabić Jezusa.

29. Nie traciłyby też głupio czasu na siedzenie przy drodze, a mężowie ich nie byliby skazani na obieranie brukwi do zupy – co jest poniżające – i na kopulowanie między sobą – co zaspokaja chwilowo, owszem, ale i przyprawia o mdłości, jeśli się tego nie lubi. W dodatku uchodzi się wówczas za kogoś kim się nie jest.

30. Bóg widział to i zastanawiał się: „Cóż mam zrobić?” I wymyślił, ponieważ jest samą mądrością:

31. Posłał anioła do Józefa, który rzekł: „O Józefie!”

32. Na co Józef: „Czego jeszcze chcesz?” Był zniecierpliwiony, bo właśnie przeliczał w głowie ile drachm przyniosłaby bazylika, a były to wielkie ilości drachm, i był to już osiemnasty raz, gdy zaczynał liczyć od początku – za każdym razem wychodziło mu nieco więcej drachm i za każdym razem ktoś mu przerywał, a on gubił wątek.

33. Anioł rzekł: „Przysyła mnie Stwórca, Józefie, i każe ci powiedzieć: „Nie zatrzymuj się w Betlejem, a nawet je omiń.

34. Betlejemskie kobiety mają do Mnie żaI o drobny żarcik bez większego znaczenia i z zemsty chcą zabić Mego Syna, Jezusa. Mój plan tego nie przewiduje”.

35. Święta Rodzina zrobiła, jak jej powiedziano. Ominęła Betlejem i nie było już więcej mowy ani o „Hotelu pod Gwiazdą”, ani o Trzech Królach, ani o cudownym źródle, ani o bazylice, ani o drachmach…

36. Józef westchnął, dusza mu zrogowaciała, serce pokryło się od północy włosem, wątroba zaczęła cuchnąć, śledziona odczepiła się i spadła na dno wora brzusznego, język obwisł do piersi, a muchy zaczęły składać jaja w zapadłych oczodołach.

37. Zrozumiał, że wyprzedził swą epokę i że nie wychodzi to nigdy nikomu na dobre.

38. Zresztą nie miał pojęcia, co to jest bazylika. Pomyślał „bazylika” tak, jak myśli się „kręgielnia”. Sądził, że coś, co nazywa się bazylika, musi przynosić dużo drachm, bez względu na to, czym jest.

39. Święta Rodzina udała się do Nazaretu w Galilei i tak wypełniła się przepowiednia: „Nazwany będzie Nazarejczykiem”.

40. Józef wrócił do zawodu cieśli i za każdym razem, gdy trzepnął się młotkiem w palec, spoglądał dziwnym wzrokiem na Jezusa.

41. Kobiety betlejemskie jeszcze długo czekały przy drodze na czteroosobową rodzinę, do której zaliczał się osioł, z aureolami na głowach. W końcu znudziło im się czekanie i przeszły na i islam z chwilą, gdy Bóg stworzył tę religię.
* * *

1. Dziecko rosło, stawało się coraz mądrzejsze i łaska boża była nad nim.

2. Sąsiadki mówiły: „Jaki milutki!” I była to prawda. Gdy się jest Bogiem, nie trudno być milutkim.

3. Można się samemu obsłużyć i głupotą byłoby z tego nie skorzystać. Dobrze zorganizowana dobroczynność zaczyna się od siebie, nie może być mowy o przyjemności, gdy coś nie gra, i temu podobne rzeczy…

4. A tak między nami, to zwykłe oszustwo.

5. Bóg mógł przecież urodzić się ślepy na jedno oko albo zezowaty, lub płaskonosy, lub kulawy, albo krótkonogi lub mongoidalny,

6. Albo zwyczajnie jakikolwiek.

7. Mógł, gdyby chciał.

8. I dopiero wtedy byłoby to jakieś osiągnięcie – wszyscy ci, którzy uznaliby go za Boga i czcili, musieliby być prawdziwymi znawcami godnymi najlepszych miejsc w raju.

9. Taki Bóg z pewnością nie podbiłby serca tłumu, zainteresowałby wyłącznie snobów i intelektualistów, ale na tak marginesowej klienteli nie można budować reputacji poważnej firmy.

10. Jak na razie Bóg był zadowolony, że jest milutkim Jezuskiem i że co roku zajmuje pierwsze miejsce w konkursie organizowanym przez Lewiatana na najładniejsze dziecko i że wygrywa nie przyklejające się do zębów rachatłukum.

11. Bóg jest nieskończenie dobry, nieskończenie sympatyczny i nie całkiem moralny…

12. A może istnieją dwie moralności -jedna dla Boga, druga dla ludzi? Ale to chyba niemożliwe. To byłoby świństwo z Jego strony!

13. Bóg obdarzał potokami łask małego Jezusa, inaczej mówiąc Siebie samego – cóż za wspaniała atencja wynikająca z dobroci serca!

14. Ale której użyteczność nie jest tak zupełnie jasna.

15. Ale Bóg rozumie siebie, to najważniejsze.

16. Małemu Jezusowi przybywało mądrości i wiedzy, oczywiście nie dlatego, że mu z początku czegoś brakowało,

17. Ani w jakiejkolwiek innej chwili,

18. Ale dlatego, że Bóg jest Bogiem, jest wiecznością i w każdym momencie jest mądry pełnią mądrości i uczony do granic uczoności.

19. Takim już był w brzuchu swej matki i w genitaliach swego Ojca który zresztą nie był nikim innym, jak Nim samym.

20. Jeśliście tego nie zrozumieli, to nie mamy po co kontynuować.

21. Gdy mówił w kołysce: „Da, da, da” i śmiał się radośnie do aniołów, i ssał palce od nogi, i ślinił się swą śliną, i bawił się swą kupką, to dlatego, że raczył się poniżyć do błahostek, chcąc wczuć się w rolę zwykłego śmiertelnika,

22. Jak generał probujący żołnierskiej zupy czubkiem łyżki i wiedzący, że w domu czeka na niego bażant nadziewany kasztanami.

23. W następnych latach Jezusek wygrywał wszystkie kulki od kolegów, zawsze był pierwszy w klasie, zawsze łowił wszystkie ryby, gdy szedł na połów, a małe dziewczynki zabierały go do ciemnych kącików i zdejmowały majteczki, i pozwalały mu zlizywać konfiturę z kanapek, i przyszywały mu guziki.

24. Kiedy inni chłopcy decydowali się na spuszczenie lania temu blondaskowi o różowiutkich policzkach i zniewieściałych manierach, z pieprzoną aureolą nad głową, zawsze dostawali cięgi i nie rozumieli, jak do tego doszło, i słyszeli jak mówił: „Przebaczam wam ponieważ nie wiecie co czynicie” i wtedy dopiero wstępował w nich diabeł.

25. Mały Jezus starał się nie okazywać swej mądrości bardziej niż potrzeba, był tylko nieco mądrzejszy od chłopców w jego wieku. A i tak wszyscy wołali zdumieni: „Jakiż on mądry na swój wiek!”.

26. Kiedy wypadły mu mleczne zęby, Józef żebrał je z szacunkiem i wsadził do pudełka, w którym leżał już napletek Jezusa zabrany w chwili obrzezania,

27. I obcięte włosy Jezusa, i paznokcie Jezusa, i smarki z nosa Jezusa, i wyschnięte gówienka Jezusa, i łzy Jezusa, i oddech Jezusa, i pierdnięcia Jezusa, i tak dalej.

28. A wszystko po to, by później, gdy mały Jezus już wyrośnie, i wyjawi, kim jest, mieć pod ręką cenne i poszukiwane relikwie.

29. W rzeczy samej był to jeden z lepszych pomysłów.
* * *

1. Józef i Maria chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy.

2. Gdy Jezus miał lat dwanaście zabrali go ze sobą.

3. Święta minęły. Józef i Maria w drodze powrotnej zatrzymali się wieczorem po całym dniu marszu zaniepokojeni nieobecnością dziecka, które niosło koszyk z chlebem i jajkami na twardo.

4. Zaczęli go szukać wśród wracających ze święta, a nie znajdując zasnęli bez kolacji i następnego dnia rano wrócili do Jerozolimy szukać dalej.

5. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania.

6. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.

7. Kiedy Józef i Maria nadeszli, Jezus właśnie podnosił palec i mówił: „Odpowiadajcie mi, o doktórzy, ale zastanówcie się dobrze. Zaczynam: Gołąb?” Doktórzy odpowiedzieli: „Lata!” Jezus: „Wielbłąd?” Doktórzy nic nie odpowiedzieli z wyjątkiem rabina Simeona, najdostojniejszego i najmądrzejszego, ale któremu wiewiórka starości schrupała orzeszek bystrości. Rabin Simeon, bardzo zadowolony, zawołał: „Lata!”.

8. Wszyscy roześmiali się głośno, a Jezus wziął fant od rabina Simeona, który musiał wykupić go obiegając trzykrotnie świątynię z siedmioramiennym świecznikiem ustawionym na nosie, i pilnując, by żadna ze świec nie zgasła.

9. Następnie Jezus zadał jeszcze trudniejsze pytanie, a brzmiało ono następująco: „Szczypją i Szczypmnie płynęli łódką. Szczypją wpadł do wody.

Kto został?” Doktorzy długo się zastanawiali nad odpowiedzią, poczerwienieli, języki im zwisły na piersi i niczego nie mogli wymyśleć. Aż tu nagle rabin Jonatan, syn Uziela, którego mowa była tak płomienna, że przelatujące nad nim ptaki smażyły się żywcem, zawołał: „Wiem: Szczypmnie!”

10. I Jezus uszczypnął rabina Jonatana, i wszyscy zatrzęśli się ze śmiechu aż do granic trzęsionki, i wybuchnęli śmiechem do granic wybuchu, i poprzewracali się na plecy, choć tak naprawdę nie bardzo zrozumieli, o co chodzi.

11. Rabin Jonatan poczuł się dotknięty i zapragnął postawić pytanie Jezusowi, i szukał w głębinach pamięci pytania, na które nie mogłaby odpowiedzieć żadna śmiertelna istota.

12. W końcu odchrząknął i zadał swoje pytanie: „O ty, którego nos po naciśnięciu wydziela nadmiar mleka wydojonego z butelki, posłuchaj, pomyśl i jeśli potrafisz, odpowiedz:

13. Dlaczego Stwórca, nasz Pan, w swej nieskończonej dobroci, ulokował miejsca rozkoszy na ciele mężczyzny i kobiety tak blisko miejsc śmierdliwych i brudnych?”

14. Wszyscy doktorzy czekali niecierpliwie i myśleli, że tym razem nawet genialne dziecko nic tu nie wskóra i zrezygnuje z odpowiedzi.

15. Rabin Jonatan nie zdążył nawet skończyć, gdy Jezus odpowiedział:

16. „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że Królestwo mego Ojca jest pachnącym ogrodem, w którym wszystko jest wzniosłe, tak jak powinno być. A kim wy jesteście, o ludzie mali duchem, którzy próbujecie krytykować porządek świata i harmonię wszechrzeczy? Wolicie, by męski przyrząd kopulacyjny był umieszczony w miejscu nosa i aby przedsionek rozkoszy znajdował się na twarzach kobiet?

17. Wówczas, o zgrozo, widzielibyśmy na ulicach ukazujące się na twarzach pierwsze wyraźne oznaki chęci do spółkowania, i dobre wychowanie zmuszałoby mężczyzn do chowania twarzy w kalesonach o zapiętym rozporku i z dwiema dziurkami na oczy, gdy tymczasem kobiety musiałyby wycierać kapiące na piersi lub na dziecko trzymane przy piersiach swe miesięczne wydzieliny.

18. Widzicie więc, o stare pustogłowia, że lepiej by było, gdybyście milczeli i nie opowiadali bzdur”.

19. Rabin Jonatan zawołał: „Ty gówniarzu o ostrym języku, czyż nie jest prawdą, iż bliskość intymnych otworów między udami kobiety – tego, który prowadzi do triumfalnych drzwi miłości i tego, przez który wydalamy haniebne odchody -jest skutkiem i przyczyną okropnego grzechu w obliczu niebios?”

20. I dorzucił: „Często w ciemnościach nocy ktoś, kto obłapia żonę i wydaje mu się, że wchodzi w nią głównym wejściem, w rzeczywistości przeciska się przez kloakę pełną odchodów i popełnia, bezwiednie, po tysiąckroć ohydny grzech sodomii. Czy z tego powodu będzie potępiony?”

21. Dziecię odrzekło: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, o zbiorowisko żmij, ten, który zaspokaja swe żądze w bezecenym otworze i znajduje przyjemność w ekskrementach, ten narusza boski porządek sfer i konstelacji, jaki ustanowił mój Ojciec. W dodatku, jeśli w swej perwersji obarcza zbrodnią mego Ojca i tłumaczy drżacej ofierze, iż winę za to, że pomylił otwory, ponosi ten, kto je Stworzył obok siebie – w takim wypadku bluźni i kłamie, podły szczur.

22. Występny malżonek często woli kopulować w sposob uprawiany w Sodomie, bo w tej pozycji twarz żony wciśnięta jest w poduszkę, która tłumi głos i nie slychać komentarzy na temat zalet sąsiadki, wzrostu cen soczewicy i tego wszystkiego, o czym żona ma zwyczaj opowiadać w czasie przedłużającego się spółkowania. Może więc delektować się orgazmem w całej jego rozciągłości i koncentrować się tylko na nim. Bóg jednak widzi wszystko i sonduje tak serca, jak i łona. Rzekłem”.

23. Mały Jezus zamilkl. Rabin Jonatan zawstydził się. Twarze uczonych doktorów rozpromieniły się i zaczęli wychwalać Wiekuistego, który wlał w głowę dziecka tak wielką mądrość i dojrzałość.

24. Mały Jezus w duszy pękał ze śmiechu i tłumił go białą brodą Boga Ojca, i uważał, że żart bardzo mu się udał, a jednocześnie czuł się podbudowany zachwytem doktorów.

25. Stwierdził, że tak właśnie powinien wyglądać ideał: posiadać wszystkie ludzkie słabostki, a jednocześnie mieć nieskończoną boską wladzę, by im ulegać.

26. Zdecydowanie Bóg czuł się coraz bardziej zadowolony z nowej zabawy, którą wymyślił.

27. Józef i Maria zbliżyli się do Jezusa i Maria rzekła: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie”.

28. Józef: „Napedziłeś nam strachu, ananasie. A gdzie są jajka na twardo?” Mówiąc to wziął go za ucho i przyciągnął do siebie.

29. Jezus prychnął: „Łapy precz, moi mili! Za kogo wy się macie, wy prostacy? Wyście mnie szukali, mnie? Czyż nie wiecie, że muszę zająć się sprawami Ojca?”

30. Maria: „Ależ, dziecko, przecież sam jesteś Swoim Ojcem…”

31. Jezus: „Kobieto, to jest nasza sprawa, moja i mego Ojca. A teraz zejdźcie Nam z drogi”.

32. Maria padła mu do kolan i złożyła poklon. Ale Józef jeszcze mocniej pociągnął go za ucho, wymierzył policzek, zafundował kopniaka, i stwierdził:

33. „Jeśli do tego ma prowadzić nauka, to na próżno wypruwałem z siebie flaki i posyłałem cię do wiejskiej szkoly, łobuzie! Koniec z tym! Jutro pójdziesz do warsztatu i obcęgami o czarnych szczękach wyciągać będziesz gwoździe, które ja krzywo wbiję młotkiem. Powiedziałem”.

34. I tak się stało. Jezus został cieślą w Nazarecie. Zrobiły mu się odciski na dłoniach, trochę się nudzil i po trzydziestu latach miał trzydzieści lat.
* * *

1. Oto rodowód Jezusa, syna Dawida, syna Abrahama, syna bożego.

2. Adam był ojcem Seta, który począł Enosa, który począł Kainama, który począł Maleleela, który począł Jareta, który z kolei był ojcem Enoha, a ten z kolei był ojcem Matussali, który począł Lamecha, który począł Noego, który był ojcem Sema, który począł Arfaksada, który począł Kainama, który począł Salego, który począł Ebera, który począł Faleka, który począł Ragana, któremu urodził się Serug, który miał syna Nachora, który miał syna Tarego,

3. Któremu urodził się Abraham, Abraham był ojcem Izaaka, Izaak ojcem Jakuba, Jakub ojcem Judy, który z kolei był ojcem Faresa, któremu z kolei urodził się Esron, będący ojcem Arama, Aram był ojcem Arniego, który był ojcem Aminadaba, Aminadab był ojcem Naassona, Naasson- ojcem Sali, który był ojcem Booza, Booz z kolei był ojcem Jobeda a ten ojcem Jessego,

4. Jesse począł Dawida, ten począł Natana, który począł Mattata, który był ojcem Menny, który począł Melesza, który z kolei począł Eliakima, który był ojcem Jony, który począł Józefa, który począł Judę, który począł Symeona, który był ojcem Lewiego, który był ojcem Mattata, który był ojcem Jorima, który był ojcem Eliazara, który był ojcem Jechonasza, który począł Azora, który począł Elmadama, który począł Kosama, który począł Addiego, który począł Melchiego, który począł Neriego,

5. Który począł Salatiela, który był ojcem Zorobabela, który z kolei był ojcem Resy, który począł Jana, który począł Elinola, który począł kolejnego Józefa, który począł Semajna, który począł Matatiasza, który począł Maata, który był ojcem Naggaja, który był ojcem Chesliego, który był ojcem Nahuma, który począł Amosa, który był ojcem trzeciego z kolei Matatiasza, który począł trzeciego Józefa, który począł Jannaja, który począł Melchiego, który był ojcem Lewiego, który począł Mattata, którego synem był Heli,

6. Który począł świętego Józefa.

7. Ufff…

8. Ten rodowod jest pięknym rodowodęm, jasno z niego wynika, że święty Józef jest potomkiem Dawida i Abrahama.

9. Jezus zaś nie jest synem świętego Józefa, ponieważ sam począł się w łonie dziewicy Marii.

10. Zresztą święty Józef nigdy nie zespolił się cieleśnie z dziewicą Marią przed urodzeniem Jezusa.

11. Dlatego właśnie ma prawo umieszczać przed nazwiskiem tytuł „Święty”, tak jak jego żona może przed swoim używać formułki „Dziewica”.

12. Później nadrobili stracony czas i mieli czterech synów – Jakuba, Józefa, Szymona i Judę.

13. A także wiele córek, których imiona nie mają znaczenia, ponieważ nie będą występować w tym opowiadaniu.

14. Jak się zostaje świętym, to już na zawsze. A co do dziewictwa Marii, to było ono wyższego gatunku i odporne na wszystko.

15. Tym lepiej dla nich.

16. W każdym bądź razie Jezus nie jest potomkiem Dawida. W żadnym wypadku.

17. A więc Prorocy kłamią.

18. Albo Opatrzność znowu gdzieś się pomyliła.

19. Wszystko jedno – i tak nie ma się nad czym rozwodzić.

20. Czyżby Kościol nie mówił: „Nie bój się, nie wątp. Wierz! I wytrzyj nos, a zawsze będziesz miał czyste nogi”.

21. Dowodem na to, że rodowód Jezusa jest dobrym rodowodem, może być fakt, że kto wyrecytuje go dziesięć razy w te i dziesięć razy z powrotem, stojąc na jednej nodze i opierając łokieć na podniesionej stopie, a kciuk na nosie, ten będzie mógł zawsze twierdzić, iż nie przekroczył swych zdolności absorpcyjnych dotyczących napojów wyskokowych.

22. Co do Abrahama, Dawida i innych patriarchów, którym Stwórca obiecał, iż Mesjasz wyjdzie z ich plemienia i którzy nie są zadowoleni, to już sprawa między nimi a Bogiem.

23. W końcu Bóg jest Bogiem, i jeśli ktoś ma prawo do kłamstwa to właśnie On.
* * *

1. I stało się coś nadzwyczajnego w nieskończonej przestrzeni, w której kondensują się i nabierają ciała subtelne opary splatające się w nić czasu, kanwę dni i lat…

2. Otóż po raz pierwszy na Ziemi lata i wieki popłynęły w dobrym kierunku i zaczęły mieć cyfry dodatnie.

3. Jak dotąd liczono je na odwyrtkę – im bardziej starzał się świat, tym liczba jego lat stawała się mniejsza, co, przyznacie sami, jest wynaturzeniem.

4. Które zawdzięczamy fałszywym bogom – twórcom owego świata.

5. Wyjaśnijmy to sobie raz, a porządnie, i nie miejmy więcej kłopotów ze zrozumieniem.

6. Ludzie w owych czasach podejrzewali, że nie są stuprocentowymi ludźmi, i czuli się tym bardzo dotknięci. Bez przerwy też mylili się w datach spotkań, a jajka na miękko wychodziły im zawsze albo za bardzo, albo za mało ugotowane.

7. Te niezbyt wygodne czasy nazwano później starożytnością.

8. W starożytności słońce wstawało na zachodzie, a kładło się na wschodzie, księżyc też.

9. W klepsydrach piasek przesypywał się z dołu do góry.

10. Ludzie mieli osiemdziesiąt lat w chwili urodzin, a w przeddzień śmierci jeden dzien.

11. W końcu mieli dosyć całego tego miszmaszu i błagali Jupitera, aby wywrócił czas na prawą stronę. Ale ten, zbyt zajęty różnymi rodzajami kopulacji, nie chciał zawracać sobie głowy głupstwami.

12. Gdyby przykładal się bardziej do boskiego zawodu, nie pozwoliłby Jezusowi i jego lewicującym koleżkom na zaprzepaszczenie wszystkiego za pomocą religii pełnej popiołów i smutku.

13. Jupiter nie był jednak zbyt poważny i dał się zdetronizować byle jakim bożkom przybyłym z brudnego Wschodu. Tak to właśnie traci się stanowisko Króla bogów i spada się do funkcji drewnianego posążka drążonego przez robaki – no cóż, smutne.

14. Pomiędzy ostatnim rokiem starożytności, który był rokiem -O1 i rokiem urodzenia Chrystusa, który był rokiem +O1, był rok 0.

15. Z pewnością.

16. Ale co się zdarzyło w owym roku, tego nikt nie może powiedzieć, gdyż wygląda na to, że ten rok w ogóle nie istniał.

17. Ot, taka ciekawostka.

——————-

Uwagi:

1 Należy podkreślić tu pozorną sprzeczność zachodzącą pomiędzy tym fragmentem a fragmentem poprzedniego ROZDZIAŁU, w którym mówi się, że w czasie powrotu z Egiptu Jezus jechał na ośle, a Józef szedł piechotą. To nie jest jedyna sprzeczność jaką znajdziecie w Piśmie Świętym. Czasem lubię niewinne igraszki. Gdzież byłaby wasza zasługa. A poza tym gdyby tak łatwo było wierzyć, nie byłoby mowy o zasługach. Stworzyłem rozum tak jak i wszystko inne. Jeśli człowiek, mając do wyboru rozum lub Mnie, wybiera rozum – czyli rzecz Stworzoną – tym gorzej dla niego.
Bóg.
——————————————-

ROZDZIAŁ 5

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Jezus bardzo dobrze przystosował się do życia na Ziemi. Utył. Akcja przeciąga się. Czy nasz bohater zdecyduje się w końcu opuścić mamusię, by wcielić w życie zamierzenia Ojca?

1. W owych czasach żył na pustyni człowiek zwany Janem.

2. Wołano na niego Jan Chrzciciel, gdyż uwielbiał chrzcić ludzi.

3. Wszystkich, których złapał – hop siup! – chrzcił.

4. Jest to ten sam Jan Chrzciciel, który wyszedł zwycięsko z zapasów z klimaterium w Rozdziale 2

5. I który od środka kopał matkę, starą Elżbietę, w brzuch, by pokłoniła się Marii.

6. Potem urósł. A teraz biega z jednego końca pustyni na drugi, w tę i z powrotem, i tak dalej…

7. Biega również w poprzek.

8. Od czasu do czasu fika koziołki, robi gwiazdę i chodzi na rękach,

9. A także woła w niebo, a to wołanie jest wielkim wrzaskiem.

10. Ludzie pytają: „Janie, cóż robisz?”.

11. A on odpowiada: „Wołam”.

12. I dodaje: „Jestem głosem wołając… na pustyni”.

13. Na co ludzie: „Ach, tak… więc to to… .”

14. Jan Chrzciciel miał za całe ubranie płaszcz z wielbłądziej wełny utkany przez siebie,

15. Bo płaszcze z wielbłądziej wełny nie rosną na pustyni tak jak kaktusy, nie należy w to wierzyć.

16. Oto jak zrobił: podbiegał do każdego wielbłąda przechodzącego w pobliżu, łapał go i wyrywał mu jeden włos.

17. Kiedy już miał dosyć włoskow, utkał wszystko razem i tak powstal płaszcz.

18. Nosił też skórzany pasek do przytrzymywania płaszcza,

19. Ponieważ płaszcz nie miał guzików. Guziki nie rosną na normalnych wielbłądach,

20. Tylko na guzikowych, a na tej pustyni spotykało się wyłącznie normalne wielbłądy.

21. Wiatr podwiewał poły płaszcza, jak to robi normalnie ze wszystkimi płaszczami nie mającymi guzikow.

22. I pod płaszczem widać było nagość Jana Chrzciciela.

23. Nagość była długa i czarna

24. I zwisała bardzo nisko,

25. I bardzo ją było czuć,

26. I bały się jej małe dzieci.

27. W rzeczy samej, lepiej by było, żeby Jan Chrzciciel miał guziki.

28. Niektórzy faryzeusze – przeklęte niech będą złośliwe jęzory! – twierdzili, iż Jan Chrzciciel biega i skacze dlatego, że wielbłądzia wełna go łaskocze.

29. Niech będą przeklęte zadżumione szczury i ich insynuacje, Jan Chrzciciel biega i skacze, ponieważ ma w sobie Wiekuistego.

30. Pożywieniem Jana Chrzciciela była szarańcza i dziki miód.

31. W skoku połykał szarańcze, a opadając wypluwał nóżki.

32. Twarz miał czerwoną, a policzki opuchnięte od pszczelich żądeł.

33. Takim był Jan Chrzciciel, Prorok nad Prorokami.

34. Nosił ze sobą kubeł pełen wody i gdy dojrzał kogoś przechadzającego się po pustyni,

35. Podkradał się od tyłu i wylewał mu wodę na głowę,

36. Krzycząc: „Chrzest! Chrzest!”, co po hebrajsku znaczy: „A kuku!”

37. Ludzie śmiali się z całego serca, bo Jan Chrzciciel był silny i miał wielki kij; zaziębiali się i umierali śmiejąc się.

38. Przez pustynię płynęła rzeka, zwana Jordan. Mieszkańcy Jeruzalem lubili przychodzić nad jej brzeg, by łowić ryby.

39. Jan Chrzciciel podchodził do nich od tyłu, popychał i wrzucał do rzeki.

40. Wołając: „Chrzest! Chrzest!”.

41. A oni tonęli z uśmiechem na ustach.

42. Cóż za żartowniś z tego Jana Chrzciciela! I jakże lubiany przez wszystkich!
* * *

1. Któregoś dnia, gdy ochrzcił wielu ludzi, ci zmówili się, by go złapać.

2. I złapali go.

3. I pokazali mu, o ile skuteczniejsza jest duża liczba kijów średniej wielkości od jednej dużej pałki.

4. Kiedy odchodzili, Jan Chrzciciel wołał za nimi: „Plemię żmijowe! Ja was chrzczę wodą, lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów.

5. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.

6. I dobrze wam tak! Wtedy dopiero będę się zaśmiewał, tralala!”.

7. Pokazał im język i poszedł położyć się w cieniu, chcąc przeliczyć brakujace zęby i zastanowić się chwilkę nad tym, co mu się przytrafiło.

8. Jezus usłyszał to wszystko, spojrzał na bąble na dłoniach

9. I na drzazgi,

10. I na ślady młotka na paznokciach.

11. I też zaczął rozmyślać.

12. I udał się w stronę, gdzie przebywał Jan Chrzciciel. Szedł przed nim, zwrócony do niego plecami, i pogwizdywał.

13. Ciągle był przed nim, nie widział go, bo był zwrócony do niego plecami, i gdyby Jan Chrzciciel go ochrzcił, byłby z pewnością bardzo zdumiony.

14. Ale Jan Chrzciciel tego dnia nie miał ochoty na chrzczenie kogokolwiek. Z Prorokami tak jest zawsze.

15. Jezus w myśli poprosił Ojca, by temu zaradził. A ojciec mu odparł: „Pomóż sobie sam, a niebo ci pomoże.

16. Jezus odparł ojcu: „Ależ mi rada!” Wzruszył ramionami i pomyślał: „Coraz to starszy i coraz leniwszy”.

17. Podszedł do Jana Chrzciciela i rzekł: „No, ochrzcij mnie .

18. Jan Chrzciciel pomyślał: „To pułapka. Bądźmy ostrożni”. I odparł Jezusowi: „Kpisz sobie chyba! To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”.

19. I w myślach dorzucił: „No i co Ty na to?”.

20. Jezus: „Spokojnie, spokojnie! Nie nazywam się przecież Jezus Chrzciciel”.

21. Jan Chrzciciel: „Oczywiście… Patrząc pod tym kątem… ”

22. Jezus: „Dość tych grzeczności” i wyciągnął z kieszeni monetę: „Wybieraj!”.

23. Jan Chrzciciel: „Reszka!” i klasnął w ręce, gdyż był namiętnym graczem.

24. Jezus podrzucił monetę, a ta upadła orłem do góry.

25. Jezus powiedział: „Wygrałem! Musisz mnie ochrzcić”. Przyjrzał się monecie i zobaczył, że z obu stron miała orła, i ucieszył się, bo zrozumiał, że Ojciec pomógł mu z chwilą, gdy sam sobie pomógł.

26. Tak więc Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa.

27. Gdy Jezus wychodził z rzeki Jordan, natychmiast otwarły się niebiosa i ukazał się w nich Duch Święty pod postacią gołębicy.

28. Jednocześnie dał się słyszeć głos mówiący: „Ten jest Mój syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

29. Wszyscy inni jak tu jesteście, możecie wyzdychać”.

30. Gołębica trzymała w dziobku ręcznik, okryła nim Jezusa i dobrze wytarła.

31. Jezus ucieszył się z takiego obrotu sprawy, ponieważ czuł lekki chłodek, i rzekł do Ducha Świętego: „Mogłeś przynieść mi grogu, jak już tu przyleciałeś.

32. Wszystko trzeba Wam pokazywać palcem. Wylegujecie się tam na górze, gdy ja tu odwalam całą robotę.

33. Nie mówiąc już o tłuszczy, od której zajeżdża potem i źle wymytymi tyłkami. Nigdy się do tego nie przyzwyczaję”.

34. Ci, co tam byli, widzieli to wszystko i byli oczarowani. A kiedy przekonali się, że na tym koniec, rozeszli się do domów akurat na kolację.
* * *

1. Wtedy Duch Święty wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła.

2. A gdy Jezus przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód.

3. Ludzie przychodzili z daleka, by zobaczyć, jak pości, obsiadali go w koło, a sprzedawcy gofrów i gorących kiełbasek przechadzali się wśród tłumu,

4. Który pełnymi ustami powtarzał: „Ten jest jeszcze lepszy od Jana Chrzciciela, nie je ani szarańczy, ani miodu”.

5. Potem wracali do siebie zastanawiając się: „Coś w tym musi być, to pewne”.

6. Oczywiście, coś w tym było, po prostu Jezus był Bogiem.

7. Jezus jako Bóg mógł łatwo nakazać swemu żołądkowi, by nie był głodny przez czterdzieści dni, nic w tym nie ma dziwnego!

8. Dziwne jest raczej, że po czterdziestu dniach zaczął czuć głód.

9. Ponieważ Jezus i Bóg to jedno, wyraźnie widać, że potęga boska nie przekracza drobnych czterdziestu dni postu

10. I że Bóg nie jest tak wielkim Bogiem, jakby się wydawało.

11. Z pewnością są bogowie, którzy potrafią głodować przez czterdzieści jeden dni, albo i sto, albo i więcej.

12. Albo głodować na jednej nodze, lub bez pomocy rąk czy z zawiązanymi oczyma, a choćby nawet grając na organkach. To dopiero są bogowie.

13. W końcu każdy ma takich bogow na jakich zasłużyl.

14. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz.

15. I temu podobne.

16. Jezus skończył głodówkę, ukłonił się widowni, zwinął dywanik i zaczął kwestę.

17. Wówczas podszedł do niego diabeł aż podskakując z ochoty do kuszenia.

18. Głodny facet to gratka dla czarta. Zatarł pazury i pomyślał: „Dobry interes!”.

19. Rzeczywiście, trzeba być niespełna rozumu, by kusić Boga.

20. Bóg to sama perfekcja. Nie może grzeszyć, nawet gdyby chciał.

21. Diabeł jest więc tak głupi jak i zły.

22. Gdyby było inaczej, byłby Bogiem.

23. A będąc Bogiem, byłby doskonały, i wtedy ten Drugi musiałby być diabłem, w efekcie ten czy tamten – wszystko jedno.

24. Diabeł myślał sobie w swym diablim sercu: „Gdyby mi się udało zmusić go do popełnienia śmiertelnego grzechu, hop! i do piekła!…”.

25. I wzdychał: „Bóg w piekle – to warte zobaczenia!”.

26. Rzekł do Jezusa: „Głodnyś, nieprawdaż? A więc jeśli jesteś Synem bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”.

27. Było to zupełnie niewinne kuszenie, nawet nie powszedni grzeszek. Jezus zakończył bowiem swoj rytualny post i mógł jeść co mu się żywnie podobalo.

28. Będąc synem bożym wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, kim jest, i diabeł również to wiedział.

29. Więc jakiż on był głupi, ten diabeł!

30. Jezus odrzekł: „Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust bożych. Ot co!”.

31. Wszyscy aniołowie, którzy przyglądali się owej scenie z wyżyn niebieskich liżąc lody, zaczęli poszeptywać między sobą: „Brawo! Brawo! Bardzo dobrze! Dziś jest w formie!”.

32. Diabeł poniósł Jezusa do Jeruzalem i postawił na narożniku świątyni,

33. I rzekł Mu: „Jeśli jesteś Synem bożym, rzuć się w dół! Anioły pochwycą cię w swe ręce”.

34. Syn boży nie potrzebuje aniołów do podtrzymywania! W czasach, gdy Bóg nie Stworzył jeszcze aniołów, czy istnial ktoś podtrzymujący go, gdy wracał pijany do domu?

35. Mój Boże, jakiż ten diabeł był głupi, jakiż był głupi!

36. I Jezus odparł: „Jest napisane: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.

37. I to powinno było zamknąć dyskusję.

38. Ale diabeł rzucił: „A gdybym tak mimo wszystko spróbował?”.

39. Jezus: „Hmmm… no tak… Wtedy będziesz się smażył w wiecznym ogniu”.

40. Diabeł roześmiał się i odparł: „Jeśli o to chodzi, to nic mi nie grozi. I tak już dostałem maksimum.

41. No i co ty na to, żółtodziobie?”.

42. Jezus nic nie odpowiedział. A aniołowie w niebie westchnęli: „Eee tam…”.

43. Natomiast diabły pod ziemią zaśmiały się piekielnym śmiechem.

44. Bóg Ojciec, choć z niechęcią, ale musiał wydać wyrok: „Jeden – jeden” I dodał: „Remis. Chyba tego tak nie zostawicie?.

45. Szatan, w pełni formy, rzucił: „No tak jak, rewanżyk?”

46. Bóg do Jezusa: „Obudź się, chłopcze! W jakim stawiasz nas świetle? Rodzina musi zachować twarz!”.

47. Diabeł zastanowił się głęboko, wziął Jezusa pod ramię, zaprowadził go na bardzo wysoką górę i pokazał Mu wszystkie Królestwa świata oraz ich przepych.

48. I rzekł: „Dam Ci to wszystko jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”

49. Jezus pomimo powagi sytuacji wybuchnął śmiechem. Ofiarowywać Bogu to, co do niego należy! Proponować Bogu, by kogoś czcił! I to czcił kogo? Diabła!

50. Być tak głupim to nawet diabłu nie przystoi.

51. Rzekł więc: „Idź precz, szatanie, jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.

52. Odpowiedź ta nie była majstersztykiem, ale Jezus powiedział tak naumyślnie.

53. Szatan wyzwał go od szachrajów, maminsynków, kopnął kilka przydrożnych kamieni i poszedł sobie; zaraz potem nadbiegło kilku aniołów, rozstawili stół i Jezus mógł zasiąść do homara.
* * *

1. Jan Chrzciciel, chrzcząc Jezusa, zadrżał dokładnie tak samo jak wówczas w brzuchu matki, gdy przyszła do nich brzemienna Maria.

2. To drżenie dało mu do myślenia.

3. Za każdym razem, gdy spotykał Jezusa, drżenie powtarzało się.

4. Pomyślał więc, że Stwórca zsyła na niego drżenie, by mu o czymś ważnym przypomnieć,

5. Na tej samej zasadzie, na jakiej niektórzy zawiązują węzełek na chusteczce. Gdyby Jan Chrzciciel miał chustkę, Bóg z pewnością zawiązałby na niej supeł, choć gdy zastanowić się nad tym głębiej, to zawiązanie supełka na chustce schowanej w cudzej kieszeni tak, aby właściciel kieszeni tego nie poczuł, jest cudem o wiele trudniejszym niż nasłanie na kogos drżączki.

6. Zresztą Jan Chrzciciel w brzuchu matki nie mógł mieć chusteczki.

7. A tym bardziej na pustyni, gdyż jego płaszcz z wełny wielbłądziej nie miał kieszeni, a nos wycierał w dwa kaktusy, co zawsze jest bardziej kulturalne niż wycieranie go palcami.

8. No, zresztą nie mówmy już o tym.

9. A więc Jan Chrzciciel drżal coraz mocniej, gdy Jezus był w pobliżu, i przechodziło mu, gdy odchodził.

10. Za każdym razem czuł, że już, już przypomina sobie to, co ma sobie przypomnieć, i że już ma to na końcu języka.

11. I znowu nic.

12. Tak już jest z pamięcią. Raz się ją ma, raz nie.

13. Stwórca w niebie widział owe wysiłki i że złości nabrzmiewały mu gruczoły aż do granic opuchlizny.

14. W końcu któregoś dnia zesłał na Jana Chrzciciela ogromne drżenie, chwałę i zwieńczenie wszystkich drżeń – przyszłych i dotychczasowych.

15. Drżenie przenikające z dołu do góry, z prawej strony na lewą, po przekątnej, w kółko, zygzakiem, a potem na wszystkie strony na raz.

16. I nagle odblokowały się kanaliki mózgowe Jana Chrzciciela.

17. I okruchy wspomnień poodrywały się i popłynęly przewodami pamięci i wpadły w otwory słów i zaczęły napędzać język Jana Chrzciciela.

18. Jan Chrzciciel podszedł do Jezusa, wskazał go ludziom i zawołał: „Oto Baranek boży, który gładzi grzechy świata!

19. Hurrra!…”

20. Dwaj uczniowie Jana Chrzciciela, jeden zwany Andrzejem, drugi Janem, odezwali się: „Ach, tak?…” I podążyli za Jezusem stając się jego uczniami-

21. Surowa szarańcza to pożywienie wzniosłe na początku, ale potem człowiek ma już go dosyć.

22. Następnego dnia Andrzej przyprowadzil brata i Jezus powiedział do niego: „Nazywasz się Szymon, ale ja będę cię zwał Piotr, ponieważ mam pewien kalambur do wykorzystania w siódmym Rozdziale i jest on możliwy wyłącznie z imieniem Piotr”.

23. Następny przyszedł Filip. Przyprowadził Natanaela. Nataneal nie wierzył, że facet z Nazaretu może być kimś innym niż zwykłym wsiokiem – to hebrajskie słowo znaczy: „małorolny przygłup”.

24. Jezus rzekł do Natanaela: „Nigdy cię nie spotkałem, a jednak wiem, co robiłeś pod figowcem. Widzialem cię łobuzie!”

25. Otóż Jezus spostrzegł na szacie Natanaela ślady płynu nasiennego,

26. A także wiedział, że na pustyni, oprócz kaktusów, stoi jedno jedyne drzewo figowe dające odrobinę cienia,

27. Tak więc było to jedyne miejsce, w którym można się było nabawić plam z płynu nasiennego.

28. Natanael usłyszawszy to, pełen respektu, padł do nóg Jezusowi mówiąc: „Rabbi, ty jesteś Synem bożym, Królem Izraela!”

29. Na co Jezus: „Dlatego, że widziałem cię pod figowcem? Wiele ci nie trzeba! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że zobaczycie jeszcze wspanialsze rzeczy!”

30. A oni zapytali: „Cóż takiego zobaczymy, Rabbi?”

31. On: „Jeśli będziecie grzeczni, ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.

32. Uczniowie zaklaskali w ręce i zaczęli pokrzykiwać z radości na samą myśl o tak wspaniałym spektaklu.
* * *

1. W trzy dni później odbyło się wesele w Kanie Galilejskiej koło Nazaretu. Zaproszona była tam Matka Jezusa,

2. Jezus i jego uczniowie.

3. Gdy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła mu: „Nie ma już wina”.

4. Spojrzal na nią jak na gówno leżące przy drodze i powiedział: „Kobieto, czy my się – hyp! – znamy?” A potem odwrócił się plecami.

5. Maria przełknęła zniewagę i nawet się nie udławiła. Wiedziała bowiem, że gdy sobie popije, uważa się za Pana Boga.

6. Kielich Jezusa był pusty. Więc zaczął walić nim w stół i wołać: „Pić! Pić, do cholery!”

7. Nikt mu jednak nie nalewał wina. Maria pociągnęła go za mankiet mówiąc po cichu: „Kochanie, właśnie chciałam ci wytłumaczyć: zabrakło wina”.

8. Jezus: „Co chcesz, żebym – hyp! – zrobił, kobieto?”

9. A ona odparła pieszczotliwie: „O, gdybyś tak naprawdę chciał…”

10. Jezus: „Ha, ha… Rozumiem – hyp! – do czego zmierzasz. Chcesz, żebym dokonał cu – hyp! – du, co?”

11. Ona: „Malutkiego….”

12. On: „Nie. Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. I dodał: „Jeśli nie ma już nic do picia, to ja idę. Hej, ucz – hyp! – niowie! Zdaje się, że gdzieś tu w okolicy jest inna zabawa”. Na co uczniowie odrzekli: ” I – hyp! – dziemy!” I wypełzli spod stołów.

13. Maria ciągnęła Jezusa nieśmiało za szatę, prosząc: „Tylko taki mały, jeden…”

14. Na co Jezus: „No dobrze, dobrze… Jeśli tego chcesz. Puścił oko do uczniów i powiedział: „Zabawimy się!”

15. Wówczas Maria, uradowana, rzekła do służby: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

16. A do kobiet, swych przyjaciółek: „Zaraz zobaczycie, co się stanie!”

17. Na podwórzu stało sześć kamiennych stągwi służących do mycia nóg w przeddzień święta Paschy.

18. Nigdy w nich nie zmieniano wody, ponieważ mył w nich nogi Mojżesz po czterdziestoletniej wędrówce przez pustynię i woda ta stała się święta.

19. Od czasów Mojżesza cała rodzina z ojca na syna myła w nich nogi, pełna dumy.

20. Jezus rzekł do służących: „Nap – hyp! – ełnijcie to coś wodą”. I napełnili je aż po brzegi.

21. „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”.

22. Mówiąc to usiłował ukryć śmiech, zakrywając usta ręką, tak jak i jego uczniowie.

23. Starosta zamoczył usta nie wiedząc, co mu proponują, potem wypił do końca, wytarł wąsy i rzekł: „Jeszcze!”

24. Zawołał pana młodego i wypomniał mu: „Szkoda, że na początku zabawy kazałeś podać marne wino, a dopiero teraz, na samym końcu, proponujesz ów wspaniały nektar. Te pijane świntuchy nie będą w stanie poznać się na nim.”

25. Weselnicy widząc, iż znowu jest wino, rzucili się w stronę stągwi, pili, pili, rzygali, i pili, i pławili się w nich, i polewali się winem, i nalewali sobie w buty, by zabrać choć trochę do domu.

26. I im dłuzej pili, tym więcej było wina, i było coraz chłodniejsze i delikatniejsze, i coraz lepszego rocznika, i wszyscy upijali się nim radośnie i na wesoło.

27. A następnego dnia nie mieli kaca.

28. Jezus nie mógł się temu nadziwić, tak jak i jego uczniowie.

29. I żałowali, że żart im się nie udał.

30. Gdy się jest Bogiem, naprawdę trudno jest powstrzymać się od robienia cudów.

31. Bóg Ojciec patrzący z góry widział to i myślał, że Syn na swój pierwszy cud mógł wybrać coś wznioślejszego niż cud dla pijaków.

32. Kwestia symbolu.

33. A potem doszedł do wniosku, że ludzie są na tyle głupi, że będą czcić ten cud jak każdy inny i że go przystroją w całą masę wzniosłych symboli. Należy mieć zawsze głębokie zaufanie do głupoty ludzkiej.
* * *

1. Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy.

2. W świątyni napotkał handlarzy baranów, wołów i gołębi, którzy sprzedawali swój towar ludziom pragnącym złożyć ofiarę na ołtarzu Wiekuistego.

3. Byli tam również sprzedawcy świętych medalików, i bardzo ładnych siedmioramiennych złoconych lichtarzyków,

4. I sprzedawcy scyzoryków o rączkach z masy perłowej, na których było napisane: „Pamiątka z Jerozolimy”,

5. I rylców do pisania z otworkiem na końcu, w którym, przykładając oko, można było zobaczyć służącą Hagar podczas reanimowania męskości starego Abrahama; lub córki Lota gwałcące tatusia; albo Mojżesza cierpiącego na chorobę morską podczas przeprawy suchą nogą przez Morze Czerwone i wiele innych budujących scen z życia Patriarchów.

6. Jezus, widząc to wszystko, sporządził bicz ze sznurków i zaczął okladać handlarzy krzyczac: „Wynoście się stąd, złodzieje! Dom mego Ojca jest domem modlitwy, a wy czynicie z niego melinę bandycką!”

7. Uczniowie powywracali stoły, odwiązali woły, pootwierali klatki z gołębiami i zerkali w otworki w rylcach do pisania.

8. Żebracy żebrzący nieopodal natychmiast zaopiekowali się wołami, owcami i gołębiami, i poprowadzili je w odosobnione miejsca, by dokonać cudu przeobrażenia wołowego, baraniego i gołębiego mięsa w mięso żebracze.

9. Żydzi zwrócili się do Jezusa: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?”

10. Jezus odparł: „To proste. Zburzcie tę świątynię, a ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”.

11. Żydzi zakrzyknęli: „Czterdzieści sześć lat budowano te świątynię, a jeszcze nie jest skończona…

12. Ty zaś twierdzisz, że odbudujesz ją w trzy dni?”

13. Jezus: „Zawsze możecie na początek ją zburzyć. Zawiadomcie mnie, kiedy to będzie zrobione. Jeśli po trzech dniach nie skończę odbudowy, przyznam publicznie, że mieliście rację”.

14. Żydzi popatrzyli po sobie, spojrzeli na słońce, które ostro przygrzewało, spojrzeli na kilofy, które z pewnością były ciężkie, i pomyśleli: „Eee tam!…” i odpowiedzieli Jezusowi: Wierzymy ci na słowo. Jesteś Synem Boga żywego”. I wrócili do przerwanej sjesty w cieniu drzew.

15. Ale wśród nich był Żyd, który jak na Żyda miał nieczyste myśli w głowie. A te myśli były następujące: „Jeśli ten facet jest tym, za kogo się podaje, dlaczego potrzeba mu aż trzech dni na odbudowanie świątyni?”

16. I kontynuował myślenie: „Trzy dni to nie najgorzej, ale gdyby to było w mgnieniu oka, to jeszcze lepiej. Jedno z dwojga – albo ten gość jest Synem bożym, albo nie jest. Dobrze. Przyjmijmy, że jest. No i co – trzy dni? W takim wypadku Bóg Izraela nie jest pierwszoplanowym Bogiem. To po prostu drugorzędny bożek, który nie był prymusem w szkole bogów. Jeśli tak, to decyduję się zostać Rzymianinem. Ich Jupiter to dopiero Bóg!”

17. I zrobił jak powiedział, i był to pierwszy przechrzta w Jerozolimie.
* * *

1. Po tym wszystkim Jezus zdecydował, iż nadeszła pora.

2. I powiedział matce: „Kobieto, nadszedł czas”.

3. Rzucił hebel i piłę, a także pozbył się drzazg i pęcherzy,

4. Wziął pod pachę kociołek z resztką zupy,

5. I poszedł w świat głosić Królestwo boże.

6. Matka na odchodnym rzuciła mu: „Uważaj na siebie, mój Zusku”.

7. I dodała: „Weź sweterek, noce są chłodne. Na pustyni trzymaj się prawej strony. Włączaj kierunkowskaz skręcając. Nie wyprzedzaj pod górę. Nie jedz za dużo cukierków – masz delikatny żołądek. Bądź dobrze wychowany i grzeczny dla panów zbirów ze służb porządkowych. Myj nogi co wieczór, wiesz, że ci się pocą – to rodzinne, twój ojciec był taki sam. Strzeż się kobiet strojnych w biżuterię, gdyż zawracają one w głowie i zwodzą. Jeśli zobaczysz sępy krążące nad głową – zmierz temperaturę. Nie słuchaj niegrzecznych dzieci, które będą ci wmawiać, iż to twój ojciec, a nie święty Mikołaj kladzie prezenty pod choinkę. Jeśli jakiś anioł będzie chciał cię nabrać na Zwiastowanie, powiedz mu, że znasz się na tym i wyzwij go od starych pedałów. Nie chodź po falach zaraz po jedzeniu. Wstrzemięźliwość to zdrowie: nie więcej niż litr wody zmienionej w wino dziennie. Myj dokładnie ręce po uzdrowieniu trędowatego. Nie mnóż za bardzo ryb, choć wiem, że są najłatwiejsze do mnożenia, ponieważ masz skłonność do pokrzywki. Gdy zobaczysz Ojca, powiedz mu, że mama o nim pamięta i że od czasu do czasu mógłby dać o sobie znać -kobieta nie żyje przecież samą wiarą, a noce na Wschodzie są tak upojne, że odrobina Ducha Świętego w niepokalanym poczęciu nie jest zbyt wygórowanym zadaniem i na pewno dobrze by zrobiła na moje wapory! A zresztą, niech się stanie wola Jego. A tak a propos – dostałeś pensję, nie wykręcaj się! Co tam chowasz pod szatą? No, oddaj mnie! Tak… dobry chłopiec. No, masz tu drachmę, czuj się jak panisko, tylko nie próbuj się upijać, i kiedy tylko zostaniesz Mesjaszem, Królem Żydow – daj mi znać, przyjadę, by prasować ci bieliznę”.

8. Jezus zszedł całą Galileę nauczając w synagogach, uzdrawiając chorych, a za nim podążał tłum. Z tłumu wybrał dwunastu, którzy zostali apostołami.

9. Oto imiona tej dwunastki:

10. Pierwszy szedł apostoł Szymon, Zwany Piotrem, lub dwojga imion.

11. Bartłomiej podążał jako drugi, był czarny, suchy i długi,

12. Filip dreptał jako trzeci W stroju wyjętym ze śmieci,

13. Czwarty Andrzej – ust nie otwierał, Bo cwany był jak cholera.

14. Piąty Jakub – syn Zebedeusza Nie wiekszy od kapelusza…

15. A Mateusz, o duszy celnika, Zawsze środkiem się przemykał…

16. I Tomasz podążał szybko – Cały pokryty wysypką.

17. Drugi Jakub – na buzi tłusty – Dreptał jako ósmy.

18. I Szymon, zwany Kananejczykiem, Urodzony pod Prudnikiem

19. I Lebe, zwany Tadeuszem, Lubiący sałatkę z gruszek.

20. I Jan, drobna chudzina, Uważany za kretyna.

21. A pochód jak zawsze zamykał Judasz – amator śledzika.

22. Takie były prawdziwe imiona dwunastu apostołów.

23. Jeśli ktoś wyrecytuje dwanaście razy te świętą listę w momencie, gdy zegar wybija południe, i jednocześnie zje dwanaście święconych jaj na twardo – bez popijania – ten wygra miejsce w Raju.

24. Chyba że gdzieś się pomyli,

25. Albo że jajka będą nieświeże.

——————-

Uwagi:

2 Pobożny czytelnik z pewnością nie zapomni porównać subtelnych rad matki bożej żegnającej odchodzącego Syna Bożego, z radami Sary skierowanymi do Izaaka prowadzonego na ofiarę (porównaj ROZDZIAŁ 7 ST). Dowodzi to jasno, że Izaak jest archetypem Chrystusa, jak to ślicznie wywodzą chrześcijańscy teologowie.
——————————————-

ROZDZIAŁ 6

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW
Uczniowie Jezusa po kacu, jakiego nabawili się na weselu w Kanie, stanęli wobec dylematu, który później nazwano założeniem Pascala: albo ten facet jest Synem bożym, albo nim nie jest. Niezależnie od wyniku rozmyślań sikacz, jaki wyprodukował, miał co najmniej trzynaście procent mocy, więc nie ma nad czym się zastanawiać.

1. W owym czasie Jezus, widząc tłum, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie.

2. Jezus był całkiem na górze, a ludzie byli całkiem na dole, a dwunastu apostołów siedziało kręgiem nieco poniżej Jezusa, ale nie tak nisko jak lud, i wyraźnie było widać, że to jego kumple.

3. Jezus otworzył usta, by rozpocząć nauczanie ludu, a apostołowie wrzasnęli: „Słuchajcie go! Słuchajcie!”

4. Jezus zaczął tak: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, dajcie mi dwa rymy męskie i dwa rymy żeńskie, a zobaczycie, co będzie do zobaczenia”.

5. Apostołowie powtórzyli: „I zobaczycie, co będzie do zobaczenia!”

6. Jakub, syn Zebedeusza, pięknie zagrał na bębnie, Bartłomiej zadął w trąbkę, drugi Jakub uderzył w kotły i zagrał na dźwięczących cymbałach.

7. A Judasz Iskariota, skarbnik pobożnej kohorty, potrząsając żebraczą miseczką zwrócił się do ludzi donośnym głosem:

8. „Panie i panowie! Będę miał zaszczyt i przywilej przejść wśród was. Proszę na początek dwadzieścia drachm na prawo, wyraźnie mówię – dwadzieścia drachm na prawo i dwadzieścia na lewo. Kto zawoła mnie pierwszy? Proszę o zbożny gest! Pozwalam sobie zauważyć, panie i panowie, iż to, co zobaczycie za chwilę, jest niezmiernie niebezpieczne – wymaga nadzwyczajnej koncentracji krwi i pożywienia w zakamarkach mózgu – i może się zdarzyć, że artysta padnie martwy u waszych stóp jak byk u rzeźnika. Tych, co nas chyłkiem opuszczają, nie boję się nazwać leniami i mięczakami. No, mateczko, dajcie drachmę, by usłyszeć słowo Boże!”

9. Lud wzdragał się trochę, ale w końcu dawał drachmy, a kiedy tych drachm była wystarczająca liczba, Jakub syn Zebedeusza, znów walił w bęben i wszyscy milkli.

10. A Jezus prosił ponownie o dwa rymy męskie i dwa rymy żeńskie.

11. Lud podsuwał mu więc rymy na przykład: „duch” i „niebiosa”.

12. Jezus: „Ale to się nie rymuje!”

13. Lud: „No właśnie, dlatego jest trudniejsze!” i pełno było śmiechu i trącania się łokciami.

14. Jezus zakrył ręką oczy, zmarszczył brwi, twarz upodobniła mu się do rozkwitlego bakłażana, uszy zaczęły parować, aureola poczerwieniała i zaczęła skwierczeć jak żeliwna patelnia, w której masło oczekuje na omlet, a trzy stare muchy odpoczywające na niej przypaliły sobie łapki!

15. Widać było, że natężal umysł do granic możliwości.

16. W końcu podniósł głowę i rzekł: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie”

17. Apostołowie zakrzyknęli: „Udało się, udało!”

18. A lud zachwycił się do granic zachwytu.

19. Drugi Jakub triumfująco uderzył w cymbały, a Judasz zwrócił się do ludu: „Oklaski, proszę!” i lud klaskał bardzo mocno.

20. Jezus: „A teraz wszyscy razem!” I wszyscy zaśpiewali razem:

21. „Błogosławieni! błogosławieni! O tak, błogosławieni! Po tysiąckroć błogosławieni Ubodzy duchem, Albowiem Królestwo, Królestwo Królestwo Niebieskie należy do nich!”

22. I rytmicznie wyśpiewywali ów psalm na klęczkach, że wzrokiem utkwionym w niebo.

23. I kiwali się z tyłu na przód, i bili się w piersi.

24. A apostołowie tańczyli i klaskali w ręce, nadając rytm.

25. I śpiewali coraz szybciej, i kiwali się coraz szybciej, i coraz mocniej bili się w piersi, i coraz głośniej wrzeszczeli,

26. I piana plynęła im po brodach.

27. A niektórzy padali na ziemię wrzeszcząc: „Widzę je, widzę! Królestwo boże! O mamo, mamo!… Odjeżdżam! Ach…”

28. I leżeli na ziemi krzyżem, i niech im tam!…

29. Po tym wszystkim lud zawołał: „Jeszcze! jeszcze!” Jezus zażądał nowych rymow i otrzymał je.

30. Judasz: „Będę miał zaszczyt i przywilej przejscia wśród szanownego zgromadzenia. Ci, co teraz się wymykają, to kutwy i poronieńcy”.

31. Jezus z podanych rymów za każdym razem układał piękne słowa.

32. Na przykład: „Błogosławieni ci, którzy są w biedzie, Bo mogłoby im być jeszcze gorzej”.

33. Lub: „Błogosławione niech będą psuje, A także szuje, niechluje, szczeżuje, Burżuje, chuje, pajacuje, – Końcowka -uje się nie kreskuje…”

34. „Błogosławieni ci, którzy placzą, Gdyż być może będą pocieszeni. Ci bowiem, którzy nie placzą, Niczego nie mogą oczekiwać”.

35 „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, Gdyż będą mieli policję, A to prawie to samo”.

36. „Błogosławieni miłosierni o włochatych łapach”.

37. „Błogosławieni czystego serca, Albowiem oni Boga oglądać będą w kalesonach w kwiatki”

38. „Błogosławieni pacyfiści z wyjątkiem odmawiających służby wojskowej”.3

39. „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, gdyż trzeba dać życ również prześladowcom”. Za każdym razem lud powtarzał i kiwał się, i bił się w piersi, i uczniowie płci męskiej przysuwali się do uczniów płci żeńskiej, i nastrój robił się coraz bardziej interesujący…

41. Pewien beznogi zapytał Jezusa: „A co z tymi bez nóg?”

42. A Jezus odparł: „Błogosławieni beznodzy, Ponieważ mogą spać w kocim koszyku”.

43. Ktoś z zajęcza wargą zawołał: „A co z nami, mającymi zajeczą wargę?”

44. Jezus odparl: „Błogosławione wszystkie zajęcze wargi, Mogą bowiem wycierać nos językiem”.

45. Rogacz zapytał: „A rogacze?”

46. Jezus: „Błogosławieni rogacze, Gdyż mogą sypiać z dziwką, nie płacąc za to”.

47. Jezus długo jeszcze improwizował w podobny sposob, gdyż lud podsuwał mu dużo trudnych rymow, takich jak: dziadek, sufit, siostra, ubijanie masła, i zawsze udawało mu się wymyślić coś na temat każdego z nich.

48. Wszystko to nazwano błogosławieństwami, co po hebrajsku oznacza: „na pierwszy rzut oka wydaje się kompletnie zwariowane, ale gdy się nad tym zastanowić głębiej, jest jeszcze głupsze”.
* * *

1. Jezus: „Błogosławieni będziecie, boście mnie poznali. Z mego powodu będziecie lżeni, ścigani, wyzywani od leni, łachmaniarzy, dupków żołędnych, seksualnych kompleksiarzy, będą was bić, torturować a nawet troszkę mordować. Cieszcie się więc i radujcie w onym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie”.

2. Apostołowie: „W niebie, co?” Słuchali, głowili się i pytali: „Ojciec wysłał cię po to, byś poinformował nas o tym?”

3. Jezus: „Tak. Ale to tylko początek. Poczekajcie na dalszy ciąg. Zobaczycie, będzie jeszcze weselej”.

4. Apostołowie: „Och, dziękujemy ci, Panie! Rozpieszczasz nas, Panie!” I czekali na dalszy ciąg z łakomym wyrazem twarzy.

5. Jezus ciągnął dalej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, wy jesteście sól ziemi, a sól, która nie jest słona, jest jak lampa zasłonięta nocnikiem.4

6. Oczywiście zupę można trzymać w nocniku, ale od tego nie będzie bardziej słona. Chyba ze nocnika używano do odsalania śledzi.

7. W każdym bądź razie zupa nabierze smaku oliwy z lampy… o, do diabła, zupełnie zapomniałem wyjąć lampę z nocnika!…

8. Nie przeciwstawiajcie się prawom i Prorokom! Prorocy są brygadzistami, ja jestem szefem.

9. Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż” A ją wam powiadam: Każdy kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. A w dodatku nie będzie miał przyjemności. No i dobrze! Teraz wiecie, czego macie się trzymać.

10. Jeśli prawe twoje oko jest Ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie5.

11. Gdy dobrze będziesz celował, wpadnie do zupy i posoli ją, ponieważ oko zawiera w sobie słone łzy. I ot, jedna sprawa załatwiona, zostaje problem lampy, ale do tego wrócimy za chwilę.

12. Skoro już wyrwałeś prawe oko, jeśli nie zezujesz, wyrwij i lewe, bo ono również miało udział w grzechu.

13. Jeśli potem nic nie będziesz widział, nie martw się – to normalne. Obijając się o ściany – nie bluźnij albo wyrwij sobie również język.

14. Jeśli prawa twoja reka jest ci powodem do grzechu odetnij ją i odrzuć od siebie. Zawsze będziesz mógł spokojnie grzeszyć lewą. Tej nie będziesz w stanie sobie obciąć.

15. Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Zajęty biciem nie zwróci uwagi, że opróżniasz mu kieszenie. Niech lewica nie wie, co czyni prawica.

16. Nie troszczcie się o to, co macie jeść i pić. Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną, a Ojciec wasz niebieski je żywi i kiedy są tłuste, można je łapać i piec.

17. A o odzienie też się zbytnio nie troszcie. Przypatrzcie się liliom na polu – nie pracują ani przędą…

18. Nawet Salomon w całym swoim przepychu i w swym niedzielnym ubraniu wyglądał przy nich jak stara łajza.

19. Z jednym wyjątkiem – Salomon sikał na polne lilie, a lilie nie mogą sikać na Salomona. Oznacza to, że im szersze są gacie, tym silniejszy jest mężczyzna, i temu podobne głupoty.

20. Jeśli zwracasz się do swego brata: „Pozwól, że usunę slomkę z twego oka”, a beli we własnym oku nie dostrzegasz, nie niepokój się, to normalnie – cóż można zobaczyć, gdy się ma belkę w oku. Ale brat twoj, który ją widzi i nie proponuje ci swej pomocy, jest wart mniej niż łyk piwa.

21. Nie rzucajcie swych pereł przed świnie, to psuje smak wieprzowiny.

22. Nie budujcie na piasku. Wchodząc przez ciasną bramę, sciskajcie dobrze pośladki. Strzeżcie się fałszywych proroków; łatwo ich poznaćie: wszyscy, którzy nie są mna – są fałszywi. Ubierajcie się ciepło – w marcu jak w garncu. Nie pierdźcie wyżej niż tyłek. Nie zapominajcie dorzucić główki czosnku do giczy.

Nie pozwalajcie dzieciom bawić się zamkami… Czy możecie przestać spółkować, gdy do was mówię?”

23. I tak mówił długo, a naród był zachwycony jego naukami.
* * *

1. Gdy Jezus zszedł z góry, podszedł do niego trędowaty, upadł przed Nim i prosił go: „Panie, jefli fcefs, mofef mnie fylefif ‚. ‚

2. Co znaczy: „Panie, jeśli chcesz możesz mnie wyleczyć”, ale trędowaty mówił niewyraźnie, ponieważ z powodu choroby miał obrzmiałe usta.

3. Jezus źle go zrozumiał. Ale zdawał sobie sprawę, że człowiek ten czegoś od niego oczekuje. Głowił się więc nad tym, co by mu mogło sprawić przyjemność.

4. I znalazł. Obdarzył trędowatego darem ruszania uszami.

5. Gdy trędowaty powstał z kolan, uszy mu się ruszały i drgały, a tłum widząc to zakrzyknął: „Cud, cud!”

6. Trędowaty chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Jezus przerwał mu: „Nie dziękuj mi. Zrobiłem to z dobroci serca. Idź i bądź szczęśliwy! Nie jedz za dużo truskawek, powodują wysypkę”.

7. Trędowaty poszedł swoją drogą drapiąc się i radośnie ruszając uszami. Jezus zas podążył w swoją drogę i wieczorem doszedł do Kafarnaum, ładnego małego miasta leżącego nad jeziorem Genezaret.

8. Gdy wchodził do miasta, zaczepił go setnik:

9. „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi.

10. Do niczego się nie nadaje. Rano bylem zdecydowany wyrzucić go na miejski śmietnik, ale…

11. W mieście mowi się, że jest u nas Syn boży, który leczy chorych.

12. Pomyślałem sobie, że gdybyś chciał, mógłbyś wyleczyć mego sługę, a ja dam ci coś za fatygę.

13. Zawsze to będzie taniej niż kupić nowego”.

14. Jezus odparl setnikowi: „Mam bardzo napięty rozkład zajęć, ale jak tylko będę mógł, wstąpie do ciebie”.

15. Setnik: „Panie, od kiedy ten wałkoń jest chory, w mym domu panuje bałagan, nikt w nim nie sprząta, sterty brudnych talerzy podobne są do kolumn w świątyni Salomona.

16. Przecież nie musisz się fatygować. Jesteś Synem bożym, powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie”.

17. Jezus pomyślał: „Tak, rzeczywiście, ma racje, nigdy o tym nie pomyślałem”.

18. Odwrócił się do tych, co szli za nim, i powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary.

19. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie powinienem Stworzyć religii bardziej dla Rzymian niż dla Żydow”.

20. I rzekł setnikowi: „Idz, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”.

21. Setnik wrócił do domu i zawołał: „Raduj się, sługo, jesteś uzdrowiony!”

22. Zrzucił go z łóżka, wcisnął mu w rękę szczotkę i scierkę…

23. … sam stanąl za nim i przyspieszał rekonwalescencję za pomocą bata, który handlarze niewolników dorzucają przy kupnie co najmniej dwunastu niewolników.

24. Zewsząd donoszono Jezusowi chorych i Jezus ich leczył.

25. Sprawiał, że kulawym wyrastała trzecia noga, ślepym dawał w prezencie hemoroidy, na gruźlików spuszczał dezynterię, by nie odważali się więcej kasłać, 26. A beznogich obdarzał uchwytem na głowie, by mogli zarabiać na życie w charakterze żelazka.

27. Lud widząc to wierzył w niego coraz mocniej i czuł się zbawiony. Nie trudno jest uwierzyć, gdy Syn boży osobiście, codziennie na waszych oczach czyni kilkaset ślicznych cudów.
* * *

1. Tymczasem Jan Chrzciciel ciągle chrzcił na swej pustyni.

2. To zajęcie pozostawiało mu wiele czasu na przyjemności, gdyż lud wolał podążać za Jezusem czyniącym rozliczne, a interesujące cuda.

3. Jan Chrzciciel powtarzał: „Dobrze, bardzo dobrze. I dorzucał: „Spełniłem me zadanie na ziemi, które polegało na przetarciu dla niego szlaków.

4. Teraz mogę odejść, opuścić pustynię i dokonać żywota ziemskiego w małym domku z kawałkiem ogródka, w którym będę hodował melony i arbuzy – te niezwykle orzeźwiające jarzyny.

5. Tyle cierpiałem z pragnienia na pustyni, że nie zaspokoję go przez resztę życia. Jeśli chodzi o surową szarańczę, będę ją jadał wyłącznie w dni świąteczne”.

6. Tak sobie myślał Jan Chrzciciel. A myśli te nie były zgodne z planami Wiekuistego.

7. Wiekuisty ukazał się Janowi Chrzcicielowi we śnie i rzekł: „Janie, czyż nie jesteś głosem wołającym na pustyni`?”.

8. Jan Chrzciciel: „Oczywiście, że jestem, Panie!”. Stwórca: „Wiec kontynuuj, Janie”.

9. Jan Chrzciciel: „Ale nie wiem, co wołać, z chwilą, gdy zjawił się Ten, który miał przyjść”.

10. Stwórca: „Czyżby nie było już nieprawości na ziemi?”. Jan Chrzciciel: „Ależ, Panie, nie do mnie należy zajmowanie się tymi sprawami, z chwilą gdy Twój Syn tu jest”.

11. Stwórca: „Każdy ma swoje zadanie. Twoim zadaniem jest wołać. Wołaj wiec!”. Jan Chrzciciel: „Niech będzie wola Twoja, o Panie”. I westchnął głęboko.

12. Zapytał jeszcze: „Co mam wołać, Panie?”. A Stwórca odrzekł: „Wieścić będziesz mój gniew przeciwko Herodowi’, ponieważ świntuch hołduje bezczelnie niesprawiedliwości”.

13. I Jan Chrzciciel wieścił gniew boży.

14. Były to czasy, w których Herod władał Galilea i był tetrarchą z ramienia Rzymian.

15. Ożenił się z Herodiadą, piękną kobietą, która robiła mu takie rzeczy, jakich nikt mu nigdy nie robił.

16. Herodiada była jego bratanicą, corką brata, czyli krwią z krwi jego.

17. Co było obrzydliwe.

18. Herodiada wpierw była żoną Filipa, również brata jej ojca. Z łóżka stryja Filipa przeszła do łóżka stryja Heroda.

19. Co było obrzydliwym obrzydlistwem.

20. Lud nazywał ją Rhodzina Rhura, co oznaczało: „Powiedz mi, z kim się pieprzysz, a powiem ci, kto jest twoim stryjem”.

21. Jan Chrzciciel pomstował więc na pustyni przeciwko Herodowi i Herodiadzie, a jego pomstowanie było potężnym pomstowaniem.

22. Wezwał Heroda w imieniu nieba do zerwania tego małżeństwa po siedmiokroć cudzołożnego i po siedemsetkroć kazirodczego, bo wznieciło ono gniew boży przeciwko Izraelowi.

23. Gdy Królowie dopuszczają się występków, to na lud spada deszcz ognia i siarki.
* * *

1. Pomstowanie Jana Chrzciciela doszło do uszu Herodiady, która poprosiła Heroda: „Każ złapać tego krzykacza i zamknąć w więzieniu”.

2. I tak zrobiono. Zbiry pochwyciły Jana Chrzciciela i oznajmiając, że jest winien zbrodni obrazy głowy państwa, wrzuciły go do ciemnicy.

3. Jan Chrzciciel pomstował w więzieniu, a jego pomstowanie przenikało przez mury i dotarło do uszu Herodiady.

4. Herod usłyszał je również. Więzienie znajdowało się tuż obok pałacu, po przeciwnej stronie ulicy, i głos Jana Chrzciciela słychać było tysiąckroć lepiej niż przedtem. Herodiada zaczęła się zastanawiać, czy jej pomysł był naprawdę dobrym pomysłem, i doszła do wniosku, że należy skończyć z Janem Chrzcicielem.

5. Powiedziała Herodowi: „Każ mu obciąć głowę”.

6. Lecz pomstowanie Jana Chrzciciela nie przeszkadzało Herodowi, a nawet lubił, kopulując z Herodiadą, wsłuchiwać się w nie, bo przypominało mu, iż kopuluje z siostrzenicą, krwią z krwi swych rodziców; co podniecało jego sprośne instynkty do granic możliwości i naprężało jego strunę do granic wytrzymałości,

7. I przyjemność, jaka odczuwał, była nadzwyczajna,

8. Gdyż Herod miał duszę artysty.

9. A także dlatego, iż obawiał się, że obcinając głowę Janowi Chrzcicielowi stanie się niepopularny.

10. Lud bowiem wypisywał po nocach smołą na murach pałacu: „Uwolnić Jana Chrzciciela . Lub: „Herod bandyta lud skończy z tobą, i kwita!”.

11 Doradził więc Herodiadzie by zatkała sobie uszy watą, i nie ustapił nawet wtedy, gdy robiła mu takie różne rzeczy, na które przedtem się nie zgadzała.

12. W jakiś czas potem obchodzono dzień urodzin Heroda. Córka Herodiady – Salome – tańczyła dla zgromadzonych.

13. Spodobała się Herodowi, choć tańczyła jak krowa przed cieleniem,

14. Ale potrafiła odkrywać w tańcu intymne miejsca.

15. Jej tłuściutkie przyrodzenie było jak maślana bułeczka, tyłeczek jak nietknięty klejnot – co prawda nie najlepiej wytarty w zagłębieniach, a pachy wydzielały zapach rui i gwałtu.

16. Herod patrzył łakomie i próbował usytuować ją na drzewie genealogicznym. Wyobrażał sobie przy tym, jakie to będzie wspaniałe kazirodztwo.

17. I rzekł do Salome: „Proś mnie o co chcesz, a dam ci. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz”.

18. Herodiada szepnęła coś małej na ucho i Salome odparła: „Chcę żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”.

19. Herod zasmucił się, ale przez wzgląd na przysięgę rozkazał, by stało się, jak zażądała.

20. Posłał kata, by uciął głowę Janowi Chrzcicielowi i polecił, by położono ją na drogocennym półmisku i dla ozdoby przybrano dziurki w nosie pietruszką.

21. Podarował ją Salome, która wzieła głowę, przez chwilę się nią bawiła zamykając i otwierając jej oczy, ciągnąc za język, aż w końcu powiedziała: „Eeee!” I rozkazała, by wyrzucono ją na śmietnik.

22. Pomyślała sobie nawet, że głupio zrobiła, nie prosząc o pluszowego misia.

23. I tyle o Janie Chrzcicielu.

——————-

Uwagi:

3 Wszystko to potwierdza, iż Żydzi zasłużyli na to, co ich spotykało przez wieki i że wcale nie należy się nad nimi litować.
4 W hebrajskim tekście mamy do czynienia ze słowem „korzec”, co tylko pozornie brzydko się kojarzy, ponieważ „korzec” jest cześcią hektolitra, a system dziesiętny został wynaleziony dopiero dużo później przez Rewolucję Francuską, dzieło Szatana (przypis tłumacza).
5 W myśl tego słynnego chrześcijańskiego przykazania, jesteśmy zmuszeni uznać, że albo wszyscy chrześcijanie są jednoocy, albo nigdy nie grzeszą. Nie widzimy naprawdę żadnej innej możliwości.

——————————————-

ROZDZIAŁ 7

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Po odtańczeniu tanga z Salome, swą siostrzenicą, Herod upojony ostrym zapachem małej ladacznicy, dyskretnie proponuje jej wycieczkę na siano. Ona żąda w zamian głowy Jana Chrzciciela, na co Herod przystaje. Ten hańbiący epizod nie ma nic wspólnego z naszym bohaterem. Czy historia ta stanie się w końcu bardziej składna i mniej zawiła? Może najbliższy rozdział odpowie na to pytanie.

1. Jezus siadł z początku nad brzegiem morza, po którym zachodni wiatr spienione gonił fale…

2. … Ale przed napierającym tłumem schronił się do łodzi, pozostawiając licznych wiernych na brzegu.

3. Tłum śmierdział brudnymi nogami, sraczkowatymi pierdnięciami, jak każdy tłum, który podąża na piechotę, by słuchać słowa bożego i żywi się niedogotowanymi mącznymi potrawami.

4. Jezus mówił do nich długo, operując przenośniami. A mówił tak: „Przytoczę wam pewną przypowieść”. A oni odpowiadali: „O tak! tak!”

5. Ale niektórzy pytali: „Co to takiego przypowieść?”

6. Na co on odpowiadał: „To zagadka, ale jeszcze ładniejsza”. A oni: „Fajnie! Lubimy zagadki!” Zadowoleni siadali na ziemi i wydłubywali sobie wosk z uszu, żeby lepiej słyszeć.

7. Jezus roztaczał przed nimi alegorię:

8. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, Królestwo mego Ojca jest większe od kapelusza mej siostry, ale mniej elastyczne niż szelki mego stryja.

9. Kto ma uszy, niech słucha!”

10. A innym razem alegoria była taka:

11. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, Królestwo Niebieskie jest jak siewca, który wyszedł siać.

12. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je.

13. Inne padły na miejsca skaliste i spaliło je słońce.

14. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je.

15. Inne w końcu, padły na ziemię żyzną i plon wydały, ale nie było tego wiele.

16. No i co wy o tym myślicie?”

17. A oni odparli: „Myślimy, że siewca był do dupy

18. I że musiał być zalany w trupa.

19. No, bo czyś słyszał o siewcy, który rzuca trzy czwarte swego zboża na kamienie, na drogę i w ciernie? Od razu widać, że nie jesteś ze wsi!

20. Ta przypowieść nie była najlepsza. Wymyśl nam szybko inną, bo nic nie wrzucimy do kapelusza”.

21. Jezus zaczął więc opowiadać o marnotrawnym synu powracającym do domu i marnotrawnym ojcu, który zamiast go po prostu spoliczkować zabija tłustego cielca. Ludowi podobała się ta przypowieść, a szczególnie dzieciom.

22. Natomiast nie podobała się krowom, i to wcale, pozrywały swe powrozy, połamały ogrodzenia, natarły na Jezusa wystawiając w jego stronę ostre rogi i głośno rycząc.

23. Uczniowie rozbiegli się na wszystkie strony, a część kobiet została stratowana.

24. Tym razem nie należało dużej pozostawać w owej wiosce.
* * *

1. Pewnego dnia uczniowie zapytali go: „Dlaczego mówiąc do ludzi używasz przypowieści?”.

2. On im odpowiedział: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano.

3. Czyż Prorok Izajasz nie powiedział: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie”.

4. Wtedy Judasz Iskariota – mądrala, dyskutant i nudziarz – odezwał się: „Czy nie lepiej byłoby w ogóle nic nie mówić? Z pewnością byłoby to mniej męczące”.

5. Jezus: „Ojciec wysłał mnie, bym spełnił proroctwa. A one mówią, że ją będę mówił, a lud nie będzie rozumiał. Więc muszę do nich mówić tak, by mnie nie rozumieli.

6. Gdybym im wykładał w prosty sposób, wszystko by rozumieli, nie wybałuszaliby oczu, bez kłopotu byliby zbawieni i Ojciec nie byłby zadowolony.

7. W swej nieskończonej dobroci Stworzył człowieka zdolnego do zbawienia się samemu, ale nie tak znowu od razu, gdzież by była przyjemność?

8. Wiedzcie, że lud docenia tych, których nie rozumie. Gdyby rozumieli, co do nich mówię, nie ceniliby mnie, nie przynosiliby pasztecików i karmelowego kremu.

9. Wiedzcie też, że w przyszłości ich księża będą bardzo się wysilać co niedzielę, by im wytłumaczyć, co chciałem powiedzieć przez to, co powiedziałem, a oni będą płacić księżom, gdyż ci też muszą z czegoś żyć.

10. Wy, moi ukochani uczniowie, rozumiejący ukryty sens przypowieści, cieszcie się, że wasze oczy widzą i że z waszych uszu sterczą włosy!

11. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, wielu sprawiedliwych pragnęło widzieć to, co wy widzicie, ale nigdy tego nie ujrzeli; i słyszeć to, co wy słyszycie, ale nigdy tego nie usłyszeli!”

12. Apostoł Jan rzekł: „Uszy więdną…” Jezus popatrzył na niego surowo, ale ponieważ Jan był najmłodszy i najładniejszy z apostołów, Jezus ograniczył się do zrobienia gestu oznaczającego: „Dziś wieczór – bez wazeliny!”1

13. Uczniowie czuli się bardzo zadowoleni, że rozumieją rzeczy, których pospólstwo nie rozumie.

14. Przybrali mądre miny i spoglądali na tłum z wysokości swych zadartych nosów.

15. Judasz Iskariota, jak zawsze on, rzekł do Jezusa: „Jestem rad, że zrozumiałem przypowieść, bardzo rad, Panie.

16. Ale czy nie zechciałbyś w swej dobroci wytłumaczyć mi ją, tak jak bym jej wcale nie zrozumiał…

17. Żeby się przekonać, czy zrozumiałem ją tak, jak ty ją rozumiesz”.

18. Jezus: „Wytłumacz najpierw ty”.

19. Judasz: „Nie, najpierw ty”.

20. Jezus: „Dobrze. Zagrajmy w orła i reszkę”.

21. Judasz: „Dowcipny jesteś, grać w orła i reszkę z facetem, który czyni cuda!”

22. Jezus: „No widzisz! Nie każ się więc prosić. Wytłumacz, a zobaczymy, co zrozumiałeś”.

23. Judasz: „Moim zdaniem, ta przypowieść to świństwo”. I poczerwieniał na twarzy.

24. Jezus: „A to znasz?” I szepnął mu coś na ucho, aż Judasz zrobił się cały niebieski.

25. I ciągnął dalej: „A tę o dziesięciu nierozważnych pannach, które upuściły swe lampki i szukały ich na czworakach po ciemku, i o dziesięciu osłach, które myślały, że to oślice i…” Ale Judasz nie słuchał, zrobił się całkiem czarny i zaczął uciekać krzycząc: „Zgoda, zgoda, Panie, jesteś Mesjaszem, Synem Bożym!”

26. Czterech spośród wszystkich uczniów pilnie spisywało wszystkie wypowiedzi.

27. I każdy z nich usiłował zerżnąć, co napisali pozostali. I każdy zasłaniał łokciem to, co pisał, by inni nie widzieli.

28. Byli pewni, że dużo, dużo później ten „rhephorthaż”2 wart będzie mnóstwo pieniędzy, i nawet wiedzieli, jak go nazwą.

29. I nazwałi go „Ewangelią”, co po hebrajsku znaczy „Przygody małego Jezuska”.
* * *

1. Któregoś wieczoru uczniowie podeszli do Jezusa mówiąc: „Mistrzu, pełno tu ludzi, a nic nie ma do jedzenia. Każ im się rozejść. Niech idą do wsi i zakupią sobie żywność”.

2. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić, wy dajcie im jeść”.

3. Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb, a ludzi jest ponad pięć tysięcy”.

4. Wówczas Jezus wziął chleb i ryby, i połamał je, i rozdzielił, i wszyscy jedli i zaspokoili głód, a tym, co zostało, napełniono jeszcze dwanaście koszy.

5. Uczniowie zdumieni pytali: „Jakżeś to zrobił?”

6. A Jezus odparł: „Powiem wam, ale nie powtarzajcie nikomu – pomnożyłem je”.

7. A oni: „Ho, ho…” I dodali: „Ale jakiego użyłeś mnożnika, by z dwóch pstrągów w sosie migdałowym otrzymać pięć tysięcy wędzonych śledzi?”

8. I pytali jeszcze: „Dlaczego potrzebne ci było pięć chlebów i dwie ryby? Czy nie mogłeś Stworzyć chlebów i ryb z niczego? Czyżby to był za trudny cud? Ojciec nie nauczył cię tych sztuczek? Dlaczego rozmnożyłeś też ości? Dlaczego rozmnożyłeś smarki piekarza, które były w jednym z chlebów? Dlaczego nic nie mówiłeś, gdy żebraliśmy o jedzenie u ludzi, którzy sami nic nie mają, jeśli potrafisz czynić takie cuda?”

9. Tymczasem w tłumie wzmógł się rumor i Jezus rzekł do uczniów: „Słyszycie, jak krzyczą z radości i dziękują mi?”

10. Ale uczniowie odparli: „Panie, krzyczą, bo ryby były za słone i teraz pieką ich języki, i palą wnętrzności, i wołają pić”.

11. Jezus: „Jak zawsze niezadowoleni! Daje im się jedno, to chcą drugiego! No jeśli tak, to nic nie dostaniecie, bando niewdzięczników!”

12. I poszedł sobie, a uczniowie za nim. Spragniony tłum pozostał na pustyni, i wszyscy, rozdziawiając gęby i wywalając jęzory, poumierali z pragnienia.
* * *

1. Jezus przemierzał Galileę, sypał przypowieściami i oddawał drobne usługi.

2. Jedni mu mówili: „Panie, mój syn jest paralitykiem” albo „Mój stary ojciec za dużo je jak na swój wiek”, albo: „Mam zatkany zlew”.

3. A Jezus czynił, co trzeba – uzdrawiał chorych i odtykał zlew, a oni wołali: „Jesteś naprawdę Synem Bożym! Daj grabę, chłopie, niech cię uścisnę! Chodź ze mną na kielicha. Nie odmawiaj, obrazisz mnie”.

4. Jezus nie odmawiał, żeby ich nie obrażać, i kiedy wypił, pięknie improwizował.

5. Pewnego dnia rzekł: „Zarzućcie sieci na połów”. I zrobili tak, i złowili tyle ryb, że zakrzyknęli: „Cud!”

6. Tylko Judasz twierdził: „To wcale nie cud złowić rybę. Krzyczałbym „cud!”, gdyby w sieciach znalazł się fortepian.

7. Mówię fortepian ot tak sobie, bo przecież i tak nie wiem, co to takiego albo kto to taki, w każdym bądź razie wyłowienie tego czegoś jest dużo bardziej cudowne niż złowienie ryby”.

8. Ten Judasz rzeczywiście był mędrkiem i nudziarzem, i widać było, że źle skończy.

9. Innym razem Jezus przybył do kraju Gerazeńczyków o dużych uszach i ujrzał zbliżającego się ku niemu człowieka opętanego przez ducha nieczystego.

10. Mieszkał on w grobie, kruszył łańcuchy, dniem i nocą wciąż krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.

11. Gdy ujrzał Jezusa z krzykiem upadł przed Nim, a demon z jego wnętrza zawołał: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zajmij się swymi sprawami i nie wtrącaj się do moich”. I zmuszał do podskoków i piruetów nieszczęśliwego opętańca.

12. Jezus zapytał demona: „Jak ci na imię?” A ten odparł: „Na imię mi Legion, bo jest nas dwa tysiące”.

13. Jezus: „A zatem, Legionie, trzeba się wynosić”. A diabły odrzekły: „A gdzie pójdziemy? Tu nam dobrze”.

14. Jezus rozejrzał się wokoło i ujrzał na wzgórzu stado świń. Świń było akurat dwa tysiące. Jezus pozwolił więc demonom opętać świnie.

15. Diabły wykonały polecenie, opętaniec poczuł się lepiej, a opętane świnie zaczęły wrzeszczeć, podskakiwać, kręcić się, aż w końcu wszystkie na raz pobiegły do morza i utopiły się. Taki był ich koniec.

16. Ci, co pilnowałi świń, zdziwili się nieco, bo nikt ich nie pytał o zdanie. Ale tłum był oczarowany i wołał: „Jeszcze!”

17. Judasz patrzył na to i myślał: „Skąd wzięły się te tysiące świń? Dla kogo je tuczono? Przecież Prawo karze śmiercią każdego Żyda, który śmiałby zjeść wieprzowinę?” Ale nie powiedział tego głośno, żeby znowu nie uchodzić za rozrabiakę.
* * *

1. Któregoś dnia Jezus poszedł wskrzesić zmarłą, by sprawić przyjemność jej rodzinie. Jakaś kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na okropne hemoroidy, zbliżyła się do niego od tyłu i dotknęła jego płaszcza.

2. Natychmiast ból ustał i wyzdrowiała.

3. Jezus poczuł, że jakaś część mocy Go opuściła i nie mógł doliczyć się wszystkich cudów. Zapytał: „Kto mi podwędził jeden cud?” A widząc kobietę zwrócił się do niej: „Czy to ty, cwaniaczko?”

4. A ona padła mu do nóg i wyznała prawdę. Na co Jezus: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, ale na przyszłość nie myl mnie z nasiadówką”.
* * *

1. Kiedy indziej chodził po falach, co dziwiło uczniów, powiedział więc: „Nie przyszedłem zmieniać prawa Mojżeszowego, ale przyszedłem zmienić prawo Archimedesa”.

2. Gdy uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili mu kobietę złapaną na cudzołóstwie twierdząc: „W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamieniować. A ty co na to mówisz?”

3. Jezus zaczął się zastanawiać, i odparł: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.

4. A oni: „Zabiłeś nam ćwieka”. I skryli się w cieniu drzew popijając niezdrowe trunki w towarzystwie wyfioczonych panienek i faryzeuszek o apetycznych piersiątkach.

5. Innym znów razem, gdy leczył chorych, jakaś kobieta zaczepiła go, a on zapytał: „Na co jesteś chora?” A ona odparła: „Jestem nimfomanką”. A on rzekł: „Jeśli wierzysz, będziesz uzdrowiona”. Na co ona: „Ale ją wcale nie przyszłam po to. Wcale nie!” I oczy jej błyszczały, i zabrała go do siebie, i tak zaczęła się przyjaźń między Jezusem i Marią Magdaleną. Pewnego razu przyprowadzono mu kogoś z puchliną wodną. A on zmienił w wino wodę, która wzdymała mu brzuch, tak że wystarczyło wybić szpunt i zamontować kurek.
* * *

1. W końcu Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon udał się w stronę Jeziora Galilejskiego.

2. Przyprowadzono mu głuchoniemego, który się jąkał. To znaczy, jąkałby się, gdyby mówił.

3. Jezus wziął go na bok, włożył palce w jego uszy, co bardzo łaskotało i wywołało śmiech.

4. Jezus splunął mu wtedy w szeroko otwarte usta, uniósł oczy w górę i powiedział: „Effata!” to znaczy: „Nawet jeśli ci to nie pomoże, to z pewnością nie zaszkodzi”.

5. Nagle głuchy niemowa-jąkała wzdrygnął się i zawołał: „Pfu!…” Zwymiotował całe śniadanie do stóp Jezusa i uciekł. I nigdy więcej go nie zobaczono.

6. Jezus odwrócił się do tłumu i zapytał: „Poczuł on me palce w uszach?” Tłum odpowiedział: „Poczuł!” Na co Jezus: „Zatem nie jest już głuchy”.

7. Po czym spytał: „Zaczął wydawać dźwięki ustami?” Tłum odparł: „Tak, powiedział: pfu!…” Jezus: „Nie jest więc już niemową”.

8. I chcąc się upewnić: „Powiedział: pfu! co najmniej dwa razy?” Tłum na to: „Nie, tylko jeden raz”. Jezus: „A więc już nie jąka się”.

9. Wszyscy byli zachwyceni i zadowoleni z Syna Bożego i radowali się, że zstąpił między nich, bo gdyby od czasu do czasu nie odwiedzał ich jakiś Syn Boży czy handlarz zajęczymi skórami, to na wsi można byłoby zdechnąć z nudów.
* * *

1. W okolicach Cezarei, Jezus zapytał uczniów: „No, powiedzcie, za kogo mnie uważacie. Możecie mówić szczerze, jesteśmy sami”.

2. Oczywiście wszyscy znali odpowiedź, bo nietrudno ją było zgadnąć – powtarzał ją im sto razy dziennie, a może i więcej. Zgodnym chórem odpowiedzieli: „O Panie, Ty jesteś Mesjaszem i Synem Boga żywego!”

3. Ale Szymon, zwany Piotrem, był szybszy od wszystkich i krzyknął: „O, Panie, Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego!”

4. Ujął tym Jezusa, który popatrzył na niego z zadowoleniem i rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”.

5. I dodał: „Jestem z ciebie zadowolony, Piotrze, dostaniesz nagrodę. Posłuchaj!” Piotr nadstawił uszy, a serce zaczęło mu skakać z radości.

6. Jezus powiedział: „Oto ładniutki kalambur, który wymyśliłem specjalnie dla ciebie: toczący się kamień nie porasta mchem’. Dobre, co?”

7. Wszyscy apostołowie śmiali się do rozpuku wołając: „Dobrze, Panie, dobrze! Jesteś nie do pobicia! Dobre, zaraz się posikam ze śmiechu…”

8. Piotr również się śmiał, ale widać było, że trochę się zmusza.

9. Jezus: „Pomyliłem się. To, co wam powiedziałem, jest zupełnym idiotyzmem. Niech no sobie przypomnę… już mam! Teraz dopiero będziecie się śmiać do rozpuku, łobuzy!”

10. Odchrząknął i powiedział: „Piotrze, jesteś skałą, na której zbuduję Kościół mój. To dopiero kalambur!” I roześmiał się donośnie, i zatrząsł się, i zapłakał z radości, i smarki mu pociekły z nosa, i zaślinił się z wesołości, i skręcił się ze śmiechu, i przewrócił na plecy, i zaczął gryźć palce u nóg i walić głową w ziemię.

11. Apostołowie robili dokładnie to samo, ale jeszcze głośniej i mocniej. W końcu powiedzieli: „Po tym kalamburze żaden inny mu nie dorówna, Panie!”

12. Piotr śmiał się również, ale Jezus zauważył jego zmarszczone czoło i powiedział: „Mam nadzieję, że jesteś zadowolony?” A Piotr odparł: „Bardzo zadowolony, wprost pękam ze śmiechu, Panie!”

13. I dodał: „Ale, ale, co to takiego Kościół?” Jezus: „To rodzaj świątyni z takim czymś spiczastym na czubku”.

14. Piotr zamyślił się, westchnął i stwierdził: „Wszystko, co robisz, Panie, jest dobrze zrobione”. I dorzucił: „Będę wyglądał jak żółw z czymś takim na plecach, no nie?”

15. Jezus: „To tylko taki obrazek”. Piotr: „Oczywiście, obrazek”. Jezus podrapał się w głowę: „Wyobrażałem sobie to zupełnie inaczej. Zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście jesteś facetem nadającym się na pierwszego papieża. A z resztą!… jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. Widać było, że jest nieco rozczarowany.

16. Piotr zapytał Jezusa: „Papież? To znaczy, Panie, że będę szefem?” Jezus: „To znaczy, że spośród wszystkich apostołów, którzy będą najbiedniejsi z biednych i najpokorniejsi z pokornych, ty będziesz najbiedniejszy i najpokorniejszy.

17. Piotr: „Wszystko zrozumiałem, Panie. I żeby rzeczywiście było widać, że jest najbiedniejszy i najpokorniejszy, włożył sobie na głowę czapkę najbiedniejszych i najpokorniejszych – dużą, wysoką, całą pokrytą złotem, rubinami i szmaragdami, i nazwał ją tiarą, co po hebrajsku znaczy „czapka”.

18. Zamówił też fotel papieski – złoty, z lakierowanymi drążkami do noszenia – który pozostali apostołowie nosili na swych barkach, a Piotr rozpierał się w nim i ogarniał tłum papieskim spojrzeniem.

19. Tłum spoglądał na Piotra i zapomniał patrzeć na Jezusa.

20. Jezus widząc to zastanawiał się, czy pomysł Ojca był dobrym pomysłem i czy przypadkiem nie lepiej było powtórzyć Potop.

——————-

Uwagi:

1 Pod pretekstem, że wazelina została wynaleziona w 1877 roku przez amerykańskiego chemika Chesebrougha, kanonik Osty w swym najnowszym tłumaczeniu Ewangelii uznał za słuszne nadać temu zdaniu następującą formę, według niego lepiej pasującą do realiów historycznych: „dziś wieczór – bez margaryny”. Nie będziemy go naśladować na tej drodze godnej potępienia. Jeśli Bóg, który zna przeszłość i przyszłość, uznał za stosowane użycie słowa „wazelina”, swojskiego dla człowieka dwudziestego wieku, to znaczy, że miał ku temu powody.
2 Postanowiliśmy zostawić w tym miejscu hebrajskie słowo, nie mogąc oddać jego znaczenia w mowie współczesnej.

——————————————-

ROZDZIAŁ 8

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW
Mam czkaweczkę. Pi-pisioreczkę. Jezusie maleńki. Już nie mam czkaweńki (Powtórzyć dziesięć razy wstrzymując oddech. Jeśli czkawka nie mija, zapisać się do partii komunistycznej.)

1. Jezus zaprowadził Piotra, Jakuba i jego brata Jana na górę wysoką.

2. Tam przemienił się wobec nich. Twarz jego zajaśniała jak słońce, a siedzenie zabłysło jak księżyc.

3. Nos rozświetlał noc jak czerwona latarnia, a uszy mrugały jak robaczki świętojańskie w czas rui, oczy zaś wirowały i strzelały iskrami.

4. Z nozdrzy wystrzeliły żółte i zielone fajerwerki, a z palców fioletowe bengalskie ognie.

5. Uniósł się w powietrze, niezbyt wysoko, i pozostał tak zawieszony jakby na nitce, ale w rzeczywistości nitki wcale nie było. To był kolejny cud.

6. Trzej apostołowie padli na kolana i zaczęli wychwalac Pana za to, iż tylko im było dane oglądać takie cudeńka.

7. Myśleli, że już koniec, ale nie: nagle spod szaty Jezusa wystrzeliła niebieska raca, najpiękniejsza ze wszystkich, uniosła się w niebo i rozprysła wśród gwiazd jak bukiet niebieskich kwiatów.

8. Apostołowie klasnęli w ręce i zawołali: „Hosanna!”, co znaczy po hebrajsku: „Och, jaki piękny niebieski!”

9. Niebiosa rozwarły się i wyszli z nich majestatycznie dwaj starzy i bardzo dystyngowani dżentelmeni, podeszli do Jezusa i stanęli z obu jego stron – jeden po prawej, drugi po lewej.

10. I powiedzieli: „Cześć, panie. Wszystko gra?” Jezus pomachał im ręką na dzień dobry. Widać było wyraźnie, że ci dwaj durnie są niezmiernie dumni z możliwości zwracania się per ty do syna szefa, nawet jeśli starali się nie dać tego poznać po sobie.

11. Jednym z nich był Eliasz, drugim Mojżesz. Obaj już od wieków nie żyli, ale w swej młodości byli sławnymi zuchami.

12. Eliasz kładł wszystkich na rękę, a Mojżesz potrafił zgnieść w ręku dwanaście orzechów za jednym zamachem.

13. Teraz siadywali po prawicy Pańskiej. Eliasz całymi dniami mocował się na rękę z Abrahamem, a Mojżesz gniótł orzechy, i tak zabawiali Boga.

14. Ich samych to już nie bawiło, ale mieli do wyboru albo to, albo przypiekać się w piekle. Co byście wybrali na ich miejscu?

15. Jezus wdał się z nimi w uroczą pogawędkę.

16. Trzej apostołowie, z początku zdumieni niepomiernie, przyzwyczaili się po chwili do swego zdumienia. Wiecie, jak to jest-do wszystkiego można się przyzwyczaić. Czas zaczął im się dłużyć, szczególnie dlatego, że nikt nie zwracał na nich uwagi.

17. Zagrali więc w karty, czekając aż Jezus załatwi swe sprawy.

18. Po jakims czasie Piotr, chcąc pokazać, że nie jest byle kim i że potrafi rozmawiać z wysoko postawionymi osobami, poprawił papieską czapeczkę i grzecznie wtrącił: „Hmmm…”

19. Na co Jezus: „Słucham, Piotrze. Piotr: „Panie, robi się późno i zaczyna być chłodno. Gdybyśmy tak rozstawili trzy namioty – jeden dla siebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza?”

20. Powiedział to, żeby wykazać się dobrym wychowaniem, ale oczywiście był to kompletny idiotyzm, bo nie zabrali ze sobą namiotów na poobiednią przechadzkę.

21. Mógł równie dobrze zaproponować naleśniki lub cokolwiek innego, co by mu przyszło do głowy.

22. Jezus: „Nie trzeba, Piotrze. Ci panowie nie zostają na noc i proszę cie, byś na przyszłość nie zawracał nam głowy głupotami”. Piotr: „No ja tak… myślałem…” i wrócił do kart.

23. Nagle świetlany obłok osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.

24. Apostołowie pomyśleli: „Dobra, dobra znamy to na pamięć”. Grali dalej w karty, a gra stawała się coraz ciekawsza, ponieważ Piotr przegrał już swoją wspaniałą czapeczkę, koszulę, żonę, dwoje dzieci, i został sam na świecie z biedną, starą mamusią. Zaproponował, by stawiając wszystko na jedną kartę, zagrać o mamusię, ale pozostali roześmiali mu się w nos.

25. Jezus podchodząc odezwał się do nich dobrotliwie: „No, dzieci, nie bójcie się”.

26. Popatrzyli na niego i odrzekli: „Cooo?…”

27. Jezus powtórzył: „Nie obawiajcie się tego potężnego głosu wypływającego ze świetlanego obłoku. Już dobrze, już nie ma brzydkiego, grubego głosu, nie bójcie się”.

27 bis A oni odpowiedzieli chórem: „O, Panie, jakże my się boimy! Co za wstrętny gruby głos! Co za wstrętny, świetlany obłok! Ojojoj!… Jesteś pewien, że możemy się przestać bać?”

28. I popatrzyli w niebo, ale Mojżesza i Eliasza już nie było, i zamiast nich ujrzeli wysoką górę otoczoną kołem gwiazd i napisem: „Paramount Pictures” i słowami: „The End”.

29. Wrócili do domu, a po drodze Jezus opowiadał im o swej śmierci, o zmartwychwstaniu i temu podobnych smutnych i wzruszających rzeczach, ale im chciało się spać.
* * *

1. W Galilei wśród mieszczan żył pewien burżuj.

2. Ten burżuj był najgrubszy wśród grubych i najbardziej brzuchaty wśród brzuchatych.

3. Nazywał się Szymon Faryzeusz, ponieważ po hebrajsku „faryzeusz” znaczy burżuj, a „Szymon” znaczy Szymon.

4. Ów Szymon Faryzeusz wdychał wieczorną bryzę na progu swego domu i spostrzegł przechodzącego z uczniami Jezusa.

5. Rzekł do niego: „Czy ty przypadkiem nie jesteś Chrystus, Syn Boga żywego?” a Jezus na to: „Prawdę mowisz, jestem”.

6. Wówczas Szymon Faryzeusz zaprosił go do domu, Jezus wszedł a Szymon powiedział:

7. „Widzisz, oto moja najmłodsza latorośl, która nie chce jeść zupki i złości się, a jego matka, moja żona, pogroziła mu w ten sposob: jeżeli nie będziesz jadł zupki, niedobry Chrystus, brodaty i włochaty, Syn Boga żywego, przyjdzie po ciebie i zabierze cię w swym dużym worku!

8. No i właśnie przechodziłeś! Proszę, powiedz mu, że go zabierzesz, i pokaż mu całą swoją sierść, w zamian za to dostaniesz talerzyk zupki”.

9. Jezus zgodził się, ale dzieciak uśmiechnął się kpiąco, bo był złym chłopcem i odezwał się do Jezusa: „Zjem zupę, jeśli ty ją będziesz jadł ze mną”.

10. Za każdym więc razem, gdy matka wkładała mu do ust łyżkę zupy, pluł nią w talerz Jezusowi powtarzając: „Jedna łyżka dla Tothka, jedna łyżeczka dla małego Jezuska!”

11. W ten sposób zupa została zjedzona, a wszyscy zakrzyknęli: „Cud!” i od tego czasu tak właśnie karmi się małe dzieci.

12. Zaraz potem zjawiła się kobieta złego prowadzenia.

13. Uklękła u stóp Jezusa, ucałowała je i zrosiła łzami.

14. Oblizała po kolei każdy z palców u nóg, przejechała językiem między palcami, a język miała chłodny i drżący jak mała rybka.

15. Następnie wylizała Jezusowi stopy, powygryzała odciski, zmiękczyła kurzajki.

16. Wyostrzonymi paznokciami zaczęła go delikatnie drapać tam, gdzie sprawia to największą przyjemność,

17. Włosami zaczęła ocierać się o stopy Jezusa, a włosy jej były jak fale morskie…

18. Piersiami zaczęła je polerować, a piersi jej były delikatne i ciężkie, i świetnie dopasowane – dwie piersi, każda na jedną nogę.

19. A nawet było tak, że prawa pierś przypadała na prawą nogę, a lewa pierś na lewą nogę, ponieważ wszystkie twory boże są bezbłędne3.

20. Piersi jej były brązowe jak dojrzałe daktyle, a sutki szerokie i niebieskawe jak duże figi.

21. Na lewej piersi miała pieprzyk w miejscu, w którym skóra jest na tyle przezroczysta, że widać zebrane w środku mleko.

22. Piersi gładzące jednostajnie stopy Jezusa podobne były do muskularnych nóg frotera w czasie pracy.

23. A tyłek przypominający lody z kremem rozpościerał się nad nią jak duży parasol i falował, jak faluje śmietana więziona w misie na grzbiecie osła.

24. Chcąc ogrzać Jezusowi stopy włożyła je wysoko między uda,

25. I na koniec skropiła je perfumami, które przyniosła w wielkiej, alabastrowej amforze.

26. Zapach ich był bardzo silny, gdyż drogo kosztowały, ale ona dostała je po cenie hurtowej.

27. Szymon Faryzeusz widząc to wszystko skrzywił się, znał ową kobietę i wiedział, że była największą prostytutką wśród nierządnic.

28. Często korzystał z niej bowiem w chwilach, gdy jego żona nie mogła być uhonorowana kopulacją.

29. Już otwierał usta, by powiedzieć: „Ty dziwko!” kiedy Jezus zabrał głos.

30. „Szymonie, posłuchaj, co mam ci do powiedzenia.

31. Pewien wierzyciel miał dwóch dlużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, drugi pięćdziesiąt.

32. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwóm. Powiedz teraz, którym z nich chciałbyś być? Za dziesięć minut zbieram wypracowania”.

33. Szymon Faryzeusz zastanawiał się długo, ale nic nie wymyślił i w końcu powiedział: „W dniu, w którym przerabialiśmy lekcje o odsetkach, miałem świnkę.

Czy nie możesz mi dać jakiegoś zadania o kranach? Z kranów jestem lepszy”.

34. Jezus: „Taaak!” A potem stwierdził: „To była metafora, Szymonie. Miała oznaczać, że ani mi nie umyłeś nóg łzami, ani ich nie wysuszyłeś włosami, ani nie gladziłeś piersiami, ani nie grzałeś udami, i nie wyperfumowałeś…

35. A ta kobieta zrobiła to”.

36. I Jezus zwrócił się do kobiety: „Twoje grzechy są odpuszczone”.

37. A ona zawołała: „Fajnie!” Zaklaskała w ręce i poniosła pustą amforę, ponieważ dała za nią zastaw.

38. „No, dobrze, zrozumiałem”, powiedział Szymon. „Jeśli o to ci chodziło w tym zadaniu z kranami, to lepiej było mówić otwarcie. Nadstaw nogi, wyliże ci je jeszcze lepiej niż ona, a nawet polakieruję paznokcie. No, powiedz, odpuścisz mi moje grzechy?”

39. Jezus: „Eeee!… Moje stopy już nie potrzebują pielegnacji. Zafunduj nam biesiadę – mnie i tym, którzy są tutaj – i naszykuj prowiant na drogę, a ją zobaczę, co mogę dla ciebie zrobić”.

40. Jezus odszedł z Marią Magdaleną – ponieważ to była właśnie ona! – prowadząc ją pod ramię, a Szymon Faryzeusz poważnie zaczął się zastanawiać, czy dać się ochrzcić, czy też zostać faryzeuszem.

41. To ci numer ta Maria Magdalena!
* * *

1. Maria Magdalena miała siostrę, zwana Martą, która mieszkała w Judei, w mieście Betania.

2. Któregoś dnia Jezus wstąpił do Marty z całą swoją bandą w momencie, gdy krzątała się przy kuchni przygotowując obiad.

3. Maria Magdalena usiadła u stóp Jezusa i wsłuchana w życiodajne słowa delikatnie masowała palce u nóg Zbawiciela.

4. Marta podeszła i rzekła: „Panie, czy ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie sama przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”.

5. Jezus odrzekł: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele. Ale ja potrafię czytać w twym sercu, ty również chciałabyś lizać mi stopy, prawda?”

6. Marta: „Och, tak, Panie, tak!”

7. Jezus: „Posłuchaj, co ci powiem, Marto: Maria obrała najlepszą cząstkę…”

8. Marta: „No, pod tym względem masz racje, Panie”.

9. Jezus, kontynuując: „…której nie będzie pozbawiona.

10. Ponieważ wargi Marii są delikatne, a twoje są spierzchnięte i poraniłyby me delikatne stopy”.

11. Maria Magdalena: „Dobrze jej tak!”

12. Jezus dodał: „Marto, Marto, zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, nie wsadzaj nosa do cudzego garnka, gdy w twoim kipi”.

13. Marta zajęła się garnkami, łzy kapały jej do sosu, a siostra od tyłu pokazywała jej język i figę z makiem.

14. Uczniowie zastanawiali się głęboko, jaki morał z tego wynikał.

15. Ale to był bardzo trudny morał.

16. A oni nie byli pewni, czy dobrze zrozumieli, i tak formułowali swe wątpliwości: „Jeżeli w ten sposob będziemy nauczać w naszych kościołach, to nabawimy się guzów od garnków uczciwych kobiet, które w dodatku wydrapią nam pazurami oczy”.

17. I zaczęli wątpić, gdyż ich wiara była lękliwa, ale byli w błędzie.

18. Nieco później powstały pięknie wydane książki, w których kazania o tych rzeczach były z góry przewidziane. Wystarczyło, by ksiądz nauczył się ich na pamięć i co niedziela recytował na mszy.

19. Ale ci, którzy stawiają pytania, to niedowiarki i złośliwcy.

20. Jezus ulitował się w końcu nad Martą i przyszedł ją pocieszyć mówiąc: „Wieczorem będę na ciebie czekał za stodołą. Tylko przed tobą roztoczę Królestwo boże”.

21. Marta otarła łzy, zaczęła lepiej doglądać garnków i biesiada udała się wspaniale.

22. A to było najważniejsze!
* * *

1. Nadszedł czas udania się do Jerozolimy, by mogło wydarzyć się to, co miało się wydarzyć, i by zostało wycierpiane, co miało być wycierpiane, aby spełniły się słowa Pisma Świętego.

2. Wiekuisty przypomniał Synowi, że wlóczenie się po drogach w towarzystwie kobiet złego prowadzenia to nie wszystko, że trzeba też pomyśleć o poważnej pracy, dla której został Stworzony.

3. I nawet nie musiał zbyt głośno krzyczeć, by go usłyszano, bo sam był swoim Synem, co w gruncie rzeczy jest najlepszym sposobem na harmonijne stosunki rodzinne. Choć co prawda czasem konflikt pokoleń może przyprawić o poważną kolkę.

4. Jezus wziął osobno dwunastu apostołów i powiedział: „Oto idziemy do Jerozolimy; tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom uczonym w Piśmie. Oni skażą go na śmierć.

5. I wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie, by odkupić grzechy świata, a jego agonia będzie jedną z najstraszniejszych agonii”.

6. A oni ucieszyli się: „Idziemy do Jerozolimy? Fajnie! Fajnie! Czy ładna jest Jerozolima? I w dodatku przypada święto Paschy! Będzie pełno girland, lampionów, sprzedawców gofrów, treserów niedźwiedzi i tańcerek tańczących taniec brzucha! Fajnie!”

7. Udali się więc w drogę, a razem z nimi szła Maria Magdalena niosąc neseser z przyborami do pedicure, i Marta dźwigająca garnki i miski…

8. I Joanna, żona Chuzy, i Stuknięta Zuzia, i Lusia-Beczułeczka, i Romcia-Spiżowy Zad, i wiele, wiele innych świętych kobiet.

9. Jedne z nich były bogate, drugie piękne,

10. Jedne potrafiły wyjmować drzazgi, drugie umiały rozgniatać dwoma paznokciami wszy,

11. Jedne trącały melancholijnie struny lutni, drugie potrafiły przyrządzać cielecinę w potrawce, niektóre mogły skakać przez kozioł codziennie przez cały miesiąc dzięki Tham–Pakh’som.4

12. Co poniektóre potrafiły uzdrawiać wstydliwe choroby, a wszystkie umiały je przekazywać.

13. Jednym słowem, każda robiła, co umiała najlepiej, i niech im będzie.

14. Szedł z nimi Łazarz, brat Marty i Marii Magdaleny, którego Jezus wskrzesił po czterdziestu dniach przebywania wśród umarłych i który wciąż miał lekko zapadnięte policzki, cerę nieco zielonkawą i nozdrza zapchane robakami.

15. I szły też Samarytanki, i kobiety cierpiące na krwotok, i głuchoniemi, i ślepcy,

16. I kulawi, i idioci, i trędowaci, i zadżumieni, i świerzbowaci, i zasmarkańcy, i szczymajtki, i ospowaci, i zniedołężniali, i zasrańcy, i słabowici, i zezowaci,

17. I opętańcy, i wściekli, i wariaci, i pięknisie, i zapaleńcy,

18. I marnotrawni synowie, i niegodni ojcowie, i burdel-mamy, i dziewki uliczne, i bracia syjamscy, i małe foczki, i skruszone diabły, i wielbłądy, które probowały przejść przez ucho igielne,

19. I faryzeusze, i poborcy, i socjal-radykałowie, i pederaści, i niebieskie ptaki, i urzędnicy państwowi, i torreadorzy, chłystki, postrzygacze psów, trzebiciele kotów, rzezacy przysięgli, antysemici, gogusie, smakosze, mesjasze, którzy próbowali swych sił lecz im nie wyszło,

20. I utracjusze, i naiwniacy, i niskokarosowani, i pieczeniarze, i podglądacze, i opoje, i obsraluchy, i impotenci, i mający jęczmienie na oczach, i masochiści, i małoszczyny, i ewki-kurewki,

21. A także, ci którzy wyszli kupić zapalki, i ci którzy mieli zamiar się utopić.

22. Wszyscy oni szli za Jezusem śpiewając „Hosanna” i „AIleluja”.

23, Doili krowy na polach, skubali kury w kurnikach, zapładniali pasterki, nadmuchiwali żaby, sikali w miski dziadków, bekali, pierdzieli, a po ich przejściu trawa zamieniała się w tłusty papier i w sprężyny od materaca.
* * *

1. Gdy się zblizyli do Jerozolimy, Jezus wysłał dwóch spośrod uczniów mówiąc:

2. „Idźcie do wsi, która jest przed wami, znajdziecie w niej oślicę z osiołkiem. Odwiążcie osiołka i przyprowadzcie do Mnie.

3. A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie, że to dla Stwórcy i proszę mi to wszystko zapisać”.

4. I tak się stało, by mogły się spełnić słowa Proroka: „Porusza się to wolniej od konia, ale i spada się z mniejszej wysokości”.

5. I Jezus siedząc na osiołku wjechał do Jerozolimy.

6. Tłum wiwatowal, potrząsał lisciami laurowymi, walił w garnki, a niektórzy pytali: „Co się dzieje?”, na co odpowiadano im: „To cyrk”.

7. Wszyscy wołali: „Hosanna!”, ponieważ tacy już są Żydzi, zawsze krzyczą „Hosanna”, nawet nie wiedząc dlaczego.

8. Jezus jechał ulicami Jerozolimy, sypał przypowieściami, czynił cuda, zjadł osiem kiełbasek, dwanaście pączków i uznał, że jego triumfalny wjazd był całkiem udany.

9. Ale faryzeusze, saduceusze, rzezaczkowcy, uczeni w Piśmie i kapłani prychali po kątach powtarzając: „Poczekaj no tylko!”
* * *

1. Następnego dnia Jezus zobaczywszy przy drodze drzewo figowe zapragnął zjeść figę.

2. Ale nie znalazł nic prócz liści, bo nie był to czas na figi. Przechodnie natrząsali się z Syna bożego, który o tym nie wiedział.

3. Jezus urażony rzekł do drzewa: „Przeklinam cię!” I drzewo figowe natychmiast uschło.

4. Uczniowie popatrzyli po sobie pytając: „Jakżesz on to zrobil?”

5. Na co Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę, to sami potrafcie to zrobić, a nawet jeśli powiecie tej górze Podnieś się i rzuć się w morze stanie się”.5

6. Uczniowie ukontentowani z tej nauki obiecali, że poćwiczą.

7. Jednakże Judasz Iskariota w swoim kąciku zgrzytał zębami, tupał ze zniecierpliwienia i powtarzał: „Ten facet zaczyna mnie denerwować z tym swoim: zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam…

8. …czuje, że długo z nim nie wytrzymam, zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam”.

——————-

Uwagi:

3 W dziewiętnastym wieku ograniczeni krytycy racjonaliści nie omieszkali zauważyć, że w pozycji, w jakiej znajdowała się grzesznica – na kolanach przed Jezusem -jej lewa pierś przypadałaby na prawą nogę, a jej prawa pierś na lewą nogę, i kpili z tego! i triumfowali! i krzyczeli o „bzdurach” zawartych w świętej Księdze! A przecież nigdzie w Ewangelii nie jest powiedziane, że owa kobieta klęczała przodem do Jezusa. Jest więc oczywiste, że klęczala za nim i by całować mu stopy oraz z wprawą zajmować się nim, trzymała głowę między rozsuniętymi nogami Syna bożego. W ten sposób wszystko powraca do normy, co łatwo sprawdzić. Pismo Święte nigdy się nie myli.
3 Tham-Phaks: – u starożytnych Hebrajczyków Anioł Stróż kobiecego przyrodzenia (Opat Soury: „Wvbór kazań na wszystkie dni miesiąca”).
5 Pan nasz i Stwórca osobiście wskazuje najlepszy sposób na odróżnienie prawdziwych chrześcijan – tych, których wiara jest niepodważalna. Wystarczy poprosić ich, by kazali jakiejkolwiek górze rzucić się do jakiegokolwiek morza (praktycznie jest wybrać najbliższe morze, żeby nie robić niepotrzebnych trudności). Jeśli to nie wychodzi lub jeśli góra robi to niechętnie, można wywnioskować, że mamy do czynienia z chrześcijaninem wątpliwego pochodzenia. Test ów jest niezawodny lub Jezus jest kłamcą.

——————————————-

ROZDZIAŁ 9

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Witany jak Król Żydowski, Jezus wjechał triumfalnie do Jerozolimy. Czy potrafi pozostać skromnym i nie wbije się w pychę?… Zamiast iść piechotą, dosiada już przecież osła.

1. Judasz Iskariota, siedząc w cieniu i gryząc pestki dyni, zastanawiał się nad tym wszystkim. Myśli jego były poważne, a rezultat ich następujący:

2. „Odkąd weszliśmy do Jerozolimy z pompą i paradą, nasz Pan nie przestaje jeździć po ulicach na osiołku, tak nawiasem mówiąc biednym Stworzeniu, któremu kręgosłup zaczyna wyginać się ku ziemi i upodabniać do tropikalnego pożywnego owocu o dziwnym kształcie zwanego przez beztroskich czarnuchów bananem;

3. Tak, że nogi ukochanego Zbawcy ciągną się po ziemi i raczej idzie on niż jedzie. Właściwie osiołek biegnie między jego rozkraczonymi nogami, bez pożytku dla nikogo, ale oczywiście wygląda to dużo bogaciej, niż gdyby osła nie było.

4. Radosny tłum nazywa go Królem Żydow, Synem bożym i Tym-Tamtym

5. I wznosi okrzyki, i wielbi go, i posyła mu całuski i pokazuje wała, i rzuca orzeszki…

6. A on, zadowolony i radosny, rozsiewa garściami cuda jak landrynki,

7. Leczy garbatych, dotykając garbów pięciodrachmową monetą,

8. Leczy hemoroidy, dmuchając na nie boskim oddechem,

9. By dostać się do hemoroidow wewnętrznych używa słomki,

10. Oddaje Cesarzowi, co należy do Alfreda, by sprawdzić, czy Cesarz nie jest przypadkiem odrobinę zlodziejaszkiem,

11. Żeni się z pięcioma pannami roztropnymi, a kiedy przychodzi kolej na pięć panien nierozsądnych, od razu znajduje pretekst, by się wymówić,

12. Hula z dupodajkami, które wylewają na niego beczki perfum, a on im rozdaje ulgowe bilety do Królestwa swego Ojca,

13. Gdy jest pijany, wyzywa faryzeuszy od wyblakłych grobowców i połykaczy wielbłądów,

14. Robi pijackie zakłady, jak na przykład zmusić wielbłąda do przejścia przez ucho igielne, i temu podobne,

15. Następnego dnia, gdy boli go czupryna, twierdzi, że to powietrze miejskie i nerwowy tryb życia wielkich współczesnych metropolii tak źle na niego wpływa; przeklina Jerozolimę i przepowiada, że nie pozostanie z niej kamień na kamieniu.

16. No dobrze, można powiedzieć, że żegna się z kawalerskim stanem.

17. I ma zupełna rację, najtrudniejsze jeszcze przed nim.

18. A może Prorocy kłamią?

19. Ja powinienem być wzruszony i smutny, myśląc o tym, co go czeka – mój boże, mój boże, taki śliczny młodzieniec skoszony w kwiecie wieku jak lampa bez oliwy. Jeśli tego nie nazwiemy nieszczęściem… ach, na wszystkie zardzewiałe gwoździe jakże niewiele znaczymy…

20. Otóż nie, ja jak głaz. Nic. Twardy i niewzruszony. Muszę mieć parszywą naturę, ot co!

21. A w dodatku bolą mnie nogi!

22. Odkąd łazimy po tych cholernych żydowskich drogach, pełnych ostrych kamieni… Przecież to nie moja wina, że mam delikatne stopy.

23. No dobrze, zgoda. Przestańmy zrzędzić, mam parszywą naturę, ale już taka mam, i tyle! Na ile się znam, to go zdradzę. Widzę to jasno jak na dłoni. Ale co ja takiego mogłem zrobić Bogu, by mieć tak złą naturę? No cóż, trzeba lubić, co się ma.

24. Ale dlaczego Stwórca, który wszystko wie, wybrał właśnie. mnie z moją parszywą naturą? Nikogo o nic nie prosiłem. Zdradzałem spokojnie w kąciku od poniedziałku do piątku, nie przynosiło to majątku, ale zawsze dało się żyć.

25. Coś wydaje mi się, że właśnie dlatego mnie wybrał. Tylko po to, bym go zdradził. Specjalnie! Ponieważ w przepowiedniach jest napisane, że zostanie zdradzony przez najgorszego łajdaka, jakiego tylko można sobie wyobrazić. Więc musi taki istnieć. No i proszę, ja nim jestem.

26. Ale mógł mnie uprzedzić. Przypuśćmy, że powiedziałby: Judaszu, mój stary świntuchu, ty będziesz zdrajcą. Rozważyłbym wszystkie za i przeciw. Powiedziałbym tak albo zastanowię się jeszcze. Być zwykłym apostołem lub zdrajcą ekstra klasy to nie to samo.

27. Być może zapytałbym, czemu ja, nie ma przecież powodu, może odliczymy, enedue rabe, połknął bocian żabę, i kto zostanie ostatni na tego wypadnie. Uczciwe, prawda?

28. Ale nie. Słodziuteńki, chodź ze mna Judaszu, mówił, chodź, mój mały, tobie zostanie objawione to, co przed innymi jest ukryte. Będziesz jednym z mojej dwunastki, bajerował, jednym z tych, którzy są prawie Mną.

29. A w rzeczywistości to od początku wiedział, że go zdradzę. Przecież wie wszystko.

30. Ale w każdym razie to jest nie fair – ot, co myślę. To nawet świństwo.

31. Jeśli tak robi dobry Bóg, to albo nie jest dobrym Bogiem, albo jest zwyczajnie świnią. Nie ma innego wyjscia. Udowodnijcie, że jest inaczej.

32. Do dobrego Boga, który jest świnią, zawsze możecie się modlić, budować mu świątynie, przez całe wasze pieskie życie czynić dobro, a i tak nie przeszkodzi mu to w trzymaniu was we wrzącej smole przez całą wieczność, ot tak, dla żartu. I jeśli, jak durnie, uwierzyliście w jego obiecanki, żart jest jeszcze lepszy. Na archanioła, ale się hihram!… Cały mój różowy obłoczek obsikam z radości!

33. Nie, tak nie będzie! Uwaga! Ty świński Synu Dziwki bożej z Burdelu na Kółkach, jazda! Rzygam tobą! Niech tam, zdradzę cię!

34. Jeśli to nie będę ja, to będzie inny. Pismo Święte nie żartuje. Być może ten inny nie będzie miał tak wspaniałej geby zdrajcy jak ja. Nie chwaląc się, jego Ojciec w niebiesiech dogodził mi tą gębą!

35. A być zdradzonym przez kogoś mniej zdolnego to spartaczona robota, nie zniósłbym tego.

36. Rzekłem. Będziesz zdradzony, parszywcze”.

37. Judasz, łyknąwszy sobie zdrowo, bo pestki dyni były bardzo słone, udał się zawadiackim krokiem na poszukiwanie uczonych w Piśmie arcykapłanów.
* * *

1. Judasz stanął przed pałacem arcykapłana Kajfasza i zażądał widzenia się z właścicielem.

2. Zapytano go, czy ma umówione spotkanie, na co odparl: „Nie”.

3. Zapytano więc, w jakiej sprawie przychodzi, powiedział, że w sprawie zdrady.

4. I dorzucił: „Zdrady wyjątkowo nikczemnej.

5. Wskazano mu drogę: „Tędy proszę” i okienko, nad którym wisiał napis: „Zdrady wyjątkowo nikczemne”.

6. Judasz zbliżył się do okienka, ale ktoś zawołał: „Do kolejki, jak wszyscy!”

7. Judasz zajął miejsce na końcu niezmiernie długiej kolejki.

8. Na marmurowych ścianach wykute były napisy: „Zdradząjcie, my zajmiemy się resztą”, „Prosimy spisywać zdrady w porządku alfabetycznym, to oszczędza czas”.

9. Gdy nadeszła jego kolejka, uczony w piśmie siedzący w okienku powiedział: „Proszę się streszczać”.

10. Judasz: „Przychodzę zdradzić Jezusa, zwanego Mesjaszem, Synem bożym i Królem Żydowskim”.

11. „I tylko tym zawracasz mi głowę?” – zapytał uczony dorzucając: „Gdybyśmy mieli zajmować się wszystkimi mesjaszami, wszystkimi synami bożymi, wszystkimi Królami żydowskimi i tymi wszystkimi, którzy są okiem-patrzącym-zza-grobu-na-Kaina i którzy wykrzykują swe przepowiednie w miejscach publicznych, to nigdy byśmy sobie nie poradzili. Wyrastają w Judei jak grzyby po deszczu. W Galilei jest ich więcej niż pluskiew.

12. Nie wiem, jak to jest u pogan, ale nam, dzieciom Izraela, wychodzi to dziurkami od nosa. Wszyscy wariaci uważają się za mesjaszy. Gdybyś mi przyprowadził choćby jednego, który podawałby się dla odmiany… bo ja wiem… za wiatrak, dałbym ci za to nawet trzydzieści srebrnikow. Nie masz czegoś takiego na podorędziu?”

13. Judasz: „Właśnie mam! Mam wspaniały wiatrak”.

14. Na co uczony zawołał: „Fajnie! Oto trzydzieści srebrników. Podpisz tutaj. Dostawę omów z setnikiem, który jest dzisiaj na służbie.”

15. Judasz pożegnał uczonego bardzo z siebie zadowolony – nie tylko oszukał Jezusa, ale również i uczonego w piśmie. Jak na wiejskiego sprzedawczyka, ledwo co przybyłego do miasta, wcale nieźle!

16. Odszukał setnika; był nim jeden z rzymskich oficerów sił okupacyjnych.

17. Setnik, ustami pełnymi spagetti, zapytał, kim jest zdradzony. Na co Judasz odparł: „Jezus”. Na co setnik: „Który Jezus? Oni wszyscy zwą się Jezus”.

18. Judasz usciślił: „Jezus z Nazaretu”. „A to ten!” – przypomniał sobie setnik.

19. I dorzucił: „No jak myślisz, co ja mam zrobić z tą twoją zdradą?” Tu nawet nie ma mowy o żadnej zdradzie. Wszystko, co on mowi i robi, ten twój Jezus, jest nam dobrze znane. Już od dawna mamy na niego nakaz aresztowania z powodu skargi kupców ze świątyni. O, popatrz, mam go tu w kieszeni.

20. Dokładnie wiemy, gdzie go można znaleźć, zbiry mają go ciągle na oku i nikt nie jest nam potrzebny do rozpoznania jego twarzy.

21. Ociągaliśmy się z aresztowaniem tylko dlatego, że nam się nie spieszy i że nie lubimy wsadzać ludzi za kratki w czasie święta Paschy. To zasmuca naród i nie przynosi korzyści handlowi.

22. Zawsze go znajdziemy. Ci nawiedzeni nigdy nie uciekają, a wręcz przeciwnie. Więc po cóż mamy się dodatkowo pocić, no po cóż?

23. Mówię ci to, stary, gdyż nie bardzo rozumiem za co uczony w piśmie dał ci trzydzieści srebrników. Wszyscy oni są tacy sami: dziewczynki i pijaństwo.” I setnik splunął na zakończenie.

24. I dodał: „No i teraz, dzięki twojej – tfu! – zdradzie, którą – tfu! – uczony w piśmie zarejestrował pod dzisiejszą datą, jestem zmuszony iść go zwinąć, tego…

jak mu tam, twojego… (nigdy nie przywyknę do tych żydowskich nazw bogów), i w dodatku podczas święta Paschy, cholera!”

25. „Zjeżdżaj stąd!” dodał. „Na sam twój widok dostaję wysypki”.

26. Judasz: „A więc tej nocy w Ogrodzie Oliwnym”.

27. Setnik: „Tak jakbym nie wiedział! Co noc chrapie tam ze swymi uczniami.”

28. Judasz: „Ten, którego pocałuję – to on”.

29. Setnik: „Nic mnie nie obchodzi, co się dzieje między wami – pedałami.”

30. I wrócił do miski z kluskami, a Judasz poszedł odnaleźć Jezusa.
* * *

1. Pierwszego dnia święta Prząśników, przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: „Gdzie chcesz, żebyśmy przygotowali świąteczny posiłek?”

2. Na co Jezus: „Idźcie do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami. Ty natomiast, z całą rodziną, możesz przygotować sobie piknik na trawie. Chcemy być sami.”

3. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus i przygotowali Paschę.

4. Z nastaniem wieczoru Jezus zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami.

5. A gdy jedli, rzekł: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi”.

6. Wszyscy popatrzyli po sobie: „Można powiedzieć, Panie, że masz dar rozweselania towarzystwa w czasie bankietu!” I śmiali się, ale śmiech ten brzmiał dziwnie.

7. Jezus nie śmiał się. Zaczęli więc pytać jeden przez drugiego: „Chyba nie ja, Panie?”

8. On zas powiedział: „Ten, który ze Mna rękę zanurzy w misie, on mnie zdradzi”.

9. Na co oni: „Panie, teraz wiemy o tym, będziemy się pilnować, by nie zanurzać ręki w misie razem z tobą. A szczególnie będzie się pilnował ten, który ma cię zdradzić”.

10. Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ludzie małej wiary, skoro wam mówię, że tak będzie, to znaczy, że tak będzie.

11. Słuchajcie i patrzcie. Wypowiem zaklęcie związane z magią ręki w misie i wsadzę dłoń do misy, a zdrajca natychmiast włoży swoją, gdyż nie będzie mógł zrobić inaczej. Moje czary to prawdziwe czary.”

12. I Jezus wypowiedział zaklęcie, i włożył rękę do misy, i co się stało? – wszyscy jednocześnie wsadzili rękę do misy – cała dwunastka, naprawdę!

13. Judasz, widząc to, wzruszony rzekł: „O dobrzy, kochani towarzysze! Nawet biernie nie chcecie uczestniczyć w tej wstrętnej maskaradzie, nieprawdaż? Nie chcecie być widzami i wspólnikami upodlenia. Nie chcecie nawet widzieć, kto jest tą czarną owcą, gdyż to dotyczy policji i naszego Mistrza. Wmieszać się to odgrywać rolę gliny i lizusa, upaść niżej niż plugastwo pełzające wśród kamieni i błota.” I Judasz uronił łzę przyjaźni.

14. Odparli mu jednogłośnie: „Ależ nie, o Iskarioto! Skąd ci to przyszło do głowy? Wszyscy postępujemy jak gliniarze, lizusy i plugastwo, gdy tylko nadarzy się okazja”.

15. I próbowali wyciągnąć dłonie z misy, i słychać było pobrzękiwanie srebrników w ich kieszeniach.

16. Jezus spojrzał surowo na Judasza.

17. I rzekł: „Biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”.

18. Judasz: „Do mnie to mówisz, o Panie? Zwracam ci uwagę, że nie jestem sam”.

19. Jezus: „Potrzebny nam jest tylko jeden zdrajca, Judaszu, a Ojciec mój, w swej nieskończonej dobroci, zdecydował, że ty nim będziesz”.

20. Judasz: „W takim razie, głupi byłbym, gdybym się krępował. Gdy pomyślę, jakich doznałem upokorzeń! Jak się znam, gotów jestem jeszcze mieć wyrzuty sumienia…”

21. Jezus: „Dobra. Nie owijajmy w bawełnę. Mamy już opóźnienie względem harmonogramu. Stawiasz w końcu to swoje pytanie?”

22. Judasz westchnął: „Ufff…” I postawił pytanie, a brzmiało ono tak: „Czyż nie ja, o Panie?”

23. Jezus: „Rzekłeś, zarozumialcze.

24. I dodał: „No widzisz, nie było to takie trudne, głuptasie”.
* * *

1. Gdy skończyli zakąski, na które składały się krewetki i inne owoce morza, przyniesiono miskę z wodą do płukania palców.

2. Jezus wziął miskę, postawił na ziemi i zaczął obmywać nogi uczniom.

3. Zdziwiło to ich, ale pomyśleli, że to kolejna parabola, tym razem mimiczna.

4. Gdy nadeszła kolej Piotra, ten stwierdził: „Panie, nigdzie nie jest napisane, że będziesz mi mył nogi”.

5. Jezus: „Piotrze, to jest symboliczne mycie nóg”.

6. Piotr: „O, panie, ale ja mam łaskotki. Czy to bardzo łaskocze, jeśli to jest symboliczne?”

7. Jezus: „Jeśli nie obmyję ci nóg, nie będzie między nami duchowej wspólnoty”.

8. Na co Piotr: „W takim razie, o Panie, myj nie tylko nogi, ale i ręce, głowę i całą resztę”.

9. Złapał miskę, oblał się wodą, wsadził głowę do środka i wypił resztę, w której rozpuszczony był brud ze wszystkich nóg. Zawsze musiał robić lepiej niż inni, taki z niego był wazeliniarz!
* * *

1. A gdy jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał go i dał uczniom mówiąc: „Bierzcie i jedzcie, to jest Cialo moje”.

2. Wzięli i jedli i mlaszcząc mówili: „Wcale nie najgorsze, jeszcze bym dobrał, o Panie, trafiła mi się kość” albo: „A ja miałem mniej niż nic, to niesprawiedliwe” 3. Następnie Jezus wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im mówiąc: „Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja krew”.

4. Oni wypili, stwierdzając: „W pierwszej chwili to nieco zaskakuje, o Panie. Jest jakby… odrobinę bez smaku. Naszym zdaniem, trzeba byłoby wypchać tym flak, dodać cebulę, kaszę, tłuszcz pokrojony w kostkę i przysmażony na patelni. To taka sobie propozycja, jeśli nie chcesz, nie musisz z niej korzystać”.

5. Jezus: „Będzie się to nazywać świętą ofiarą lub mszą. Będziecie ją odprawiać codziennie w mej intencji. W niedzielę natomiast macie się postarać o bardziej świąteczny wystrój.”

6. Skończyli jeść i przy deserze śpiewali za stołem piękne kantyczki, aż w końcu udali się do ogrodu oliwnego, by tam spokojnie bekać.
* * *

1. Wiekuisty, Ojciec, Przedwieczny, Wszechmocny, widział to z wyżyn niebiańskich.

2. Krzywił się i myślał: „Tego nie było w Moim programie. Dzieciak wykazuje za dużo inicjatywy, nie podoba Mi się to.

3. W dodatku chce zrobić z Mego ludu ludożerców! Co ja mówię? Bogożerców! Mógł przynajmniej zapytać, czy się zgadzam.

4. Zawsze było w zwyczaju, że Stworzenie samo ofiarowuje się w ofierze Swemu Bogu. Był do dobry zwyczaj, subtelny, rycerski. Przynajmniej tak mi się wydaje. A teraz? Bóg ma się ofiarowywać w ofierze Swemu Stworzeniu? Do czegóż to podobne? Nie leży to w niczyim interesie. Pomyślcie tylko…

5. Gdyby to jego dotyczyło… Ale nie należy zapominać, że jesteśmy Trzej w jednym. Trzech Bogów w jednych gaciach. I zęby wbite przez jakiegoś łakomczucha w jego cialo wyraźnie odczuwam w swoim ciele!” I Wiekuisty podrapał się tam, gdzie Bogowie zazwyczaj są najdelikatniejsi…

6. I pomyślał: „A ten pomysł z piciem Naszej krwi! Skąd mu to mogło przyjść do głowy? To odpychające! Rozumiem, że jest symboliczne, ale na samą myśl zbiera Mi się na wymioty. Ble… Nigdy to coś nie przyjmie się wśród Mego wybranego ludu, któremu wpoiłem od zarania strach przed nieczystą krwią.

7. Mam wrażenie, że synalek pracuje na własny rachunek. Wydaje Mi się, że dałem się nabrać jak nowicjusz”.

8. I Wiekuisty zmarszczył brew, podrapał się w trójkąt i wezwał Michała i Gabriela: „Przyjmijmy, wyraźnie mówię – przyjmijmy, że dzieciak tam na dole zmajstrował jakąś zupełnie cudaczną religię dla bab i mazgajów, rozumiecie, o czym mówię, i że Ja, nie zgadzając się, chciałbym wycofać się ze spółki, pozostając – jak dawniej – tylko Bogiem Izraela.

9. Rozumiecie? Dobrze. Co się stanie, gdy będąc Bogiem Izraela, nie będę Bogiem Chrześcijan, będąc jednocześnie Bogiem Chrześcijan jako wspólistniejący i niepodzielny z moim Synem zrodzonym z dziwki z piekła rodem, którego sobie Stworzyłem pewnego pięknego dnia, dnia w którym musiałem być w niezłym stanie, by zadecydować, że istniał od początku wieczności? No, odpowiedzcie mi dzieci”.

10. Na co Michał i Rafael odrzekli jednogłośnie: „Niech stanie się wola twoja, o Panie, jesteś szefem. Jeśli istnieją sytuacje, które wprawiają w zakłopotanie Boga, to jak prości archaniołowie mają sobie z nimi poradzić”.

11. I dorzucili: „Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, o Panie, kiedyś tworzył swoją logikę. Nie należało tworzyć sprzeczności. Prawdą jest, że w takim wypadku nie istniałbyś, i my razem z Tobą. Ojejej… Nie zawsze można robić co się chce.

12. Podsumowując – to są wyłącznie Twoje kłopoty, o Panie. Jeśli o nas chodzi, to pokornie prosimy cię o udzielenie nam pozwolenia, by mieć to wszystko w dupie.

13. Zdecydowaliśmy opuścić cię i wstąpić na służbę do Twojego Syna. Ten chłopiec ma przyszłość przed sobą. Twoich zjełczalych Żydow z pejsami mamy powyżej dziurek od nosa. W każdym bądź razie i tak będziemy z Tobą, gdyż Ty jesteś zarazem Synem i jego koleżką. Bye, Bye!”

——————————————-

ROZDZIAŁ 10

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Czytelniku, jeśli potrzebne ci streszczenie, to znaczy, że nie przeczytałeś uważnie poprzednich rozdziałów. Zatem pocałuj się w nos.

1. W owych czasach w okolicach Jerozolimy, na Górze Oliwnej, było miejsce zwane Getsemani. Jezus miał zwyczaj nocować tam z uczniami.

2. Po Ostatniej Wieczerzy też tam poszli. I rzekł im: „Dzieci, nie mogę powiedzieć, że nudzę się z wami, ale niedługo nadejdzie czas, że będę musiał was opuścić, by udać się tam, gdzie nie możecie pójść ze mną”.

3. Mały Jaś, ten pieszczoszek, zapytał: „Nawet ja, o Panie?” Jezus: „Nawet ty, Jasiu”. Jas nadął się: „Brzydula!….”

4. Piotr: „Ja, Panie, pójdę za Tobą wszędzie!”

5. Jezus: „Piotrze, jesteś najstarszy z apostołów, najgłupszy, najbrudniejszy, najbardziej łysy, najbardziej leniwy, najbardziej tchórzliwy i najbardziej pyszałkowaty.

6. Jesteś też najwiekszym wazeliniarzem. Właśnie dlatego obdarzyłem cię zaufaniem i postawiłem na czele Kościoła.

7. Na dowód moich wzgledów mam dla ciebie prezent. Ten prezent to nieomylność papieska”.

8. Piotr zaklaskał w ręce, podskoczył i zawołał: „Och, jaki piękny prezent! Jaki wspaniały prezent! Jak się ciesze, Panie! Właśnie tego pragnąłem! Jakżeś się domyślił?”

9. A następnie: „Tak naprawdę, co to jest nieomylność?”

10. Jezus: „Nieomylność oznacza, że twa wiara nigdy nie pozwoli ci się pomylić. Ty będziesz nieomylny i twoi następcy będą nieomylni. Co powiesz i co oni powiedzą, będzie aktem wiary dla twych braci przez wieki wieków.

11. Myślę, że jesteś zadowolony?”

12. Piotr: „Dziękuję, Panie, dziękuję, dałbym się zabić dla Ciebie!”

13. Jezus: „No, no, Piotrze, nie podniecaj się tak bardzo, o nic takiego nie proszę”.

14. Piotr: „Powiedziałem, że dałbym się zabić dla Ciebie i podtrzymuję to, Panie. Chciałbym zobaczyć tego, który mnie przed tym powstrzyma. No, gdzie jest taki śmiałek? Pokaż się, jeśliś taki odważny! Ty, który usiłujesz przeszkodzić w oddaniu życia za Stwórcę!”

15. Piotr napiął muskuły, napełnił płuca powietrzem i zaczął się walić pięściami w piersi, a w cichą noc hałas ten podobny był do gniewu Wiekuistego rzucającego z nieba pioruny. W oknach ukazali się faryzeusze, przecierając zaspane oczy i wypróżniając nocniki na Jezusa i jego uczniów, wyzywając ich ze złością od cholernych heretyków i łachmaniarzy.

16. Jezus rzekł do Piotra: „Piotrze, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”.

17. Piotr wysilił umysł do granic możliwości i rzekł: „Ależ, Panie, przecież jestem nieomylny. Nie mogę więc powiedzieć czegoś, czego nie było. Jak mogę wyrzec się Ciebie i twierdzić, że cię nie znam?”

18. Zastanowił się jeszcze głebiej i dodał: „Ależ tak, rozumiem. Jeśli się Ciebie wyrzekam będąc nieomylny, oznacza to, że nigdy Ciebie nie znałem. A więc w tej chwili rozmawiam nie z Tobą. Albo to nie ja rozmawiam z Tobą. No tak, teraz jakoś lepiej rozumiem.

19. Ale jeśli to nie ja tu jestem, któż to może być?”

20. I zakłopotany do granic zakłopotania szedł za innymi, a jego wzrok nigdy już nie był taki jak przedtem.
* * *

1. Jezus idąc, gwarzył o tym i owym z uczniami, mówił przypowieściami i zadawał szarady takie jak ta:

2. „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, ujrzycie Mnie. Po upływie pewnego czasu znów mnie nie będziecie widzieć, potem znów mnie ujrzycie po jakims czasie… Co to takiego?”

3. Uczniowie popatrzyli po sobie, mówiąc: „Ojejej! Ale to trudne!” A do Jezusa: „Poddajemy sie”.

4. Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, można rozegrać to trzema kartami, z których dwie są czarne, a jedna czerwona. Patrzcie na moje ręce, a kto znajdzie czerwoną kartę, dostanie dziesięć drachm. Widzę, nie widzę, faites vos jeux, messieurs, dobry wzrok i odrobina wyczucia, każdy może wygrać, każdy może stać się bogaczem. Kto chce zagrać ze mną? No, szcześciarze? Widzę, nie widzę, hopsa! Tę, proszę Pana? Na pewno? No, popatrzymy… Nie, to nie ta. Nie szkodzi, będzie pan miał więcej szcześcia następnym razem. No, kto zagra ze mną? Widzę, nie widzę, grajmy, Panowie!…”

5. A oni zawołali: „Zrozumieliśmy! To Gra w Trzy Kharty!”6 I zakwilili jak stado wróbli.

6. Nareszcie doszli do miejsca zwanego Getsemani. Jezus zwrócił się do uczniów: „Usiądźcie i zaczekajcie na mnie”.

7. Wziąwszy ze sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, odszedł na stronę i powiedział: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci. Zostańcie przy mnie”.

8. Upadł na twarz i modlił się tymi słowami: „Ojcze, mój, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”

9. Wiekuisty usłyszał go i wysłał mu anioła, który go pocieszył mówiąc: „Ojciec każe ci przekazać: Tysiąckrotne dzięki za pozwolenie, ale w sprawie kielicha goryczy nie przewiduję żadnych zmian w programie.

10. I jeszcze to: Gdy wydałeś nasze ciało na pastwę ludzi i ich brudnych łap, nie pytałeś mnie o zdanie. Niech więc wypełni się los. W końcu to tylko jedna przykra chwila. Śpij dobrze, mały”.

11. Jezus powrócił do uczniów i zobaczył, że wszyscy śpią.

12. Obudził ich kilkoma dobrze wymierzonymi kopniakami tam, gdzie budzenie jest najradykalniejsze, i powiedział: „Czyżby to było możliwe, żebyście nie mogli nawet jednej godziny czuwać ze mna, kiedy ja odczuwam trwogę i Ięk przed agonią, wy świntuchy!”

13. Jakub, syn Zebedeusza, odparł: „To z pewnością żołądek, Panie. Ja też nie czuję się najlepiej. Nie powinienem był dobierać twego ciała, Panie. Nie obrażając cię, jesteś raczej ciężki i sytny, szczególnie wieczorem”.

14. Jezus powrócił do modlitwy, ale przychodził do nich jeszcze dwa razy i za każdym razem zastawał ich chrapiących na trzy głosy, musiał ich budzic i strofować.

15. Za trzecim razem, drugi syn Zebedeusza, Jan, poprosił: „Zrozum, Panie, my jutro pracujemy. Dla ciebie wszystko skończy się za kilka godzin, wrócisz do Ojca, zasiądziesz na dobrze wypchanym obłoku, będziesz jadł lody truskawkowo-ananasowe i aniołowie będą cię wachlować skrzydłami.

16. Tymczasem my dopiero rozpoczniemy nasze nędzne życie usłane kamieniami i soczewicą. Cokolwiek by ci się przytrafiło, to i tak wiesz, że zostaniesz Bogiem. Proszę cię więc, daj nam trochę odpocząć”.

17. Jezus: „Popatrzcie, chcę wam pokazać coś bardzo ładnego”. Westchnęli i z trudem otworzyli oczy, podtrzymując powieki palcami.

18. Wówczas wystąpił na Jezusa krwawy pot i spływał po nim, a z uszu wytrysnęły mu dwie małe fontanki krwi i wszystko to migotało czerwienią w świetle księżyca.

19. Apostołowie stwierdzili: „No, tak… I dorzucili: „A nowe sztuczki z kartami znasz?”

20. Ale wtedy właśnie nadeszła zbrojna grupa ludzi, a wśród nich Judasz Iskariota.
* * *

1. Dowodzący setnik szybko podszedł do Jezusa, a jego ludzie otoczyli go.

2. Judasz, raczej brzuchaty, sapiąc pozostał daleko w tyle i wolał: „Poczekajcie, poczekajcie! Beze mnie nic nie możecie zrobić!”

3. Jezus zapytał setnika: „Czy przypadkiem mnie szukacie?”

4. Setnik: „Ty jesteś Jezus z Nazaretu, zwany Mesjaszem, Synem bożym, Królem Żydowskim?”

5. „Ja jestem”, odparł Jezus

6. Setnik: „W imieniu prawa i Proroków – aresztuję cię”. I związał mu ręce sznurem.

7. Wtedy nadszedł Judasz, zasapany i z wywalonym językiem wołając: „Zaraz cię tu zdradzę, i to szybko!”

8. Wspiął się na palce, by pocałować Jezusa, był bowiem nieco niski w zadzie, ale Jezus zawołał:, Tylko nie w usta Judasz więc pocalował go w policzek trzy razy, cmokając głośno, bo lubił dobrze wykonaną robotę.

9. Odezwał się też: „No, proszę, oto sprawa załatwiona definitywnie. Nie jestem już wam potrzebny? A więc pomyślności. Wy dopiero zaczynacie pracę, ja już moją skończyłem. Każdy ma swój zawód, nieprawdaż? Żegnam towarzystwo. Jeślibyście mieli kogos do zdradzenia, polecam się. Oczywiście kogoś dobrze postawionego. Zajmuję się wyłącznie bogami lub synami bożymi”.

10. I Judasz poszedł zadowolony, marząc o tym, jak za te trzydzieści srebrników kupi sto jaj, będzie miał potrójny przychówek, będzie hodował kury wokół domu, a lis, choć bardzo zręczny, pozostawi mu ich tyle, że będzie mógł sobie za nie kupić świnię do tuczenia wymagającą niewielkiej ilości otrąb. Któż by mu też zabronił posiadania w stodole krowy i cielaka hasającego wokół stada?

11. Na tę myśl Judasz podskoczył radośnie i doszedł do wniosku, że trzeba to uczcić i że na ten cel może poświęcić jeden srebrnik zostawiając go u sprzedawcy win.

12. Sprzedawca win zważył srebrnik w ręku, spróbował zębami i powiedział: „Jest zrobiony z ołowiu”. Judasz pokazał mu wszystkie trzydzieści srebrników i wszystkie okazały się zrobione z ołowiu.

13. Judasz zebrał ołowiane srebrniki i ponieważ miał słaby charakter, a mocny pas – poszedł i powiesił się. I tyle.
* * *

1. Tymczasem Piotr usłyszał hałas, obudził się, wyciągnął miecz z pochwy i poczekawszy, aż Jezus spojrzy na niego, uderzył sługę arcykapłana z wielkim gniewem, uważając przy tym, by uderzyć jak najbardziej z boku, bo po cóż przeciwstawiać się temu, co napisane u Proroków?

2. Sługa, zwany Malchosem, miał odstające uszy, które rozkwitały wokół jego głowy jak dwa czerwone maki.

3. Miecz Piotra, minąwszy głowę Malchosą w dużej odległości, odciął mu jednakże ucho. Zdumiało to Piotra.

4. Jezus zawołał surowo: „Tylko nie to, Piotrze! Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.. I dodał: „Czy myślisz, że gdybym chciał się bronić, to

potrzebowałbym twego małego mieczyka? Wystarczyłby jeden gest w stronę Ojca, a on wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów”.

6. Wiekuisty w niebie pomyślał: „Acha, obyś się nie przeliczył”.

7. Piotr: „Dobrze, dobrze. Już nigdy nie dam się złapać na nadgorliwości!” I odrzucił miecz, gdyż obawiał się skaleczyć.

8. Jezus podniósł ucho Malchosa, splunął na nie i przyłożył mu do głowy wypowiadając słowa, i ot: ucho wyglądało jakby nigdy nie było odcięte, a nawet lepiej – ani nie odstawało, ani nie było czerwone, ani nie poruszało się na wietrze jak liść rabarbaru.

9. Stało się jednym z najpiękniejszych uszu wśród wszystkich Stworzonych uszu, a mimo to Malchos nie był całkiem zadowolony.

10. Jego drugie ucho pozostało nie zmienione i ciążyło na jedną stronę. Malchos chciał, by ono również ładnie przylegało do czaszki, więc poprosił Piotra, by mu je obciął.

11. Piotr jednak zawołał: „Ach, nie! Nie chcę już być opatyczany z powodu byle ucha”. No i do końca swoich dni Malchos chodził z głową przechyloną na jedną stronę.
* * *

1. Po tym wszystkim, Jezusa doprowadzono do Kajfasza, najwyższego kapłana i ofiarnika.

2. Zebrała się tam Wysoka Rada, by go osądzić.

3. Arcykapłani i cała Wysoka Rada nadaremnie szukali fałszywych świadectw przeciw Jezusowi – znajdowali tylko prawdziwe.

4. W końcu zbliżyło się dwóch świadków, którzy stwierdzili: „Ten człowiek powiedział: Zburzcie świątynię boża, a ją ja wam odbuduję w trzy dni”.

5. Co było absolutną prawdą i co najmniej tysiąc świadków mogło przysiąc, że to słyszeli.

6. Na podstawie owego zeznania Jezus mógł być całkiem sprawiedliwie skazany. Ale przecież chodziło o niesprawiedliwe skazanie, dlatego potrzebni byli fałszywi świadkowie, nawet składający prawdziwe zeznania.

7. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieco skomplikowane, ale oczywiście Jezus rozumiał, co w tym wszystkim jest najważniejsze.

8. Kajfasz zwrócił się do Jezusa: „Cóż masz do powiedzenia?”

9. Jezus nic nie odpowiedział, ponieważ w swym boskim przeczuciu domyślił się, że to pułapka.

10. Wówczas Kajfasz powiedział na boku członkom Rady: „Zobaczycie zaraz, jak zmuszę go do mówienia”.

11. I zwracając się do Jezusa, rzekł: „W imię Boga żywego, wzywam cie, byś nam powiedział, czy ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?”

12. Jezus stanął na baczność i odparł: „Ja jestem”.

13. A to wyłącznie dlatego, że jego boskie przeczucie zajęte było czym innym i odpowiedziała za nie jego ludzka natura.

14. Kajfasz zawołał wówczas: „Słyszeliście bluźnierstwo!”

15. I wszyscy czlonkowie rady zawołali: „Bluźni! Tralala!”

16. Kajfasz rozdarł szaty, i członkowie Rady rozdarli szaty,

17. Aż ukazała się ich nagość, a ich tyłki po raz pierwszy od dnia urodzenia ujrzały światło dzienne.

18. Były to smutne, chude, stare tyłki, pożółkle i pomarszczone, i nie zawsze na tyle czyste, na ile można było się tego spodziewać u osób wysoko postawionych.

19. Owłosienie ich było rzadkie, szare i nastroszone, a genitalia ciągnęły się za nim po ziemi.

20. Przerażeni sobą nawzajem zakrzyknęli: „Winien jest śmierci!”

21. I plunęli mu w twarz, i rzucili się na niego z pięściami, a nawet z kijami.

22. Zawiązali mu oczy i zapytali: „No zgadnij, kto cię uderzył?”

23. Skazywanie ludzi na śmierć samo w sobie jest dosyć smutne, jeśli nie można więc pośmiać się przy tym ani odrobiny, to już koniec świata.
* * *

1 Piotr podążał za Jezusem w dużej odleglości, udając gapiącego się łazika.

2. Gdy sądzono Jezusa, siedział na dziedzińcu. Podeszła do niego jakaś służąca i rzekła: „Poznaję cię! Należysz do bandy Jezusa!”

3. Piotr odparł: „Kto taki? Ja? Ohoho, miałbym za swoje!”

4. Nieco później przyszła inna służąca, przyjrzała się Piotrowi i powiedziała żołnierzom: „Jestem pewna, że ten typek był z Jezusem”.

5. A on odparł: „No, tego za wiele! Na tyle to ja go nie znam!”

6. Jeszcze nieco później jakiś żolnierz powiedział: „Z pewnością jesteś jednym z tych galilejskich obdartusów, masz taki śmieszny akcent, prosto stamtąd!”

7. Na co Piotr: „Niech zamienię się w źle strawione gówno, jeśli mam cokolwiek wspólnego z tymi skurwysynami! Niech język pokryje mi się rzeżuchą, a nos komiksami, niech nozdrza me smarkają smołą i piórami, a pępek wskazuje dokładną godzinę, niech kutas zamieni mi się w salsefię, pecherz niech rodzi jeże morskie, jądra niech przybiorą kształt drabinki sznurowej, a odbyt patelni do frytek, niech ta dziwka, moja matka, zaspokoi trzydzieści sześć tysięcy osłów w rui, a matka mojej matki niech zostanie nabita na trzy tysiące słoniowych chujów związanych w wiązkę, a matka matki mojej matki…”

8. Żołnierz przerwał mu w końcu: „Reasumując, nie znasz Jezusa z Nazaretu?”

9. Piotr: „Reasumując, nie znam Jezusa z Nazaretu”.

10. Gdy tylko to powiedział, zapiał kogut.

11. I właśnie w tym momencie Jezus, prowadzony przez żołnierzy przechodził przez dziedziniec. Spojrzał na Piotra, a jego wzrok był znaczący.

12. Piotr wzruszył ramionami i rzekł tak, by tylko Jezus go usłyszał: „No zgoda, Panie, wygrałeś”.

13. Jezus: „Jesteś mi winien dziesięć drachm”.

14. Piotr: „A nie! Nie zakładaliśmy się o pieniądze!”

15. Jezus westchnął i odparł: „Nigdy nie szkodzi spróbować”

16. Piotr poczuł, jak wyrzuty sumienia łapią go za serce, wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał. Jego wyrzuty sumienia były ogromne.

17. Zaczął rozglądać się za sznurem, by móc się powiesić, lub za jakimś ostrym kawałkiem żelaza, by sprawić sobie ból, i rozglądając się tak zobaczył koguta, który dopiero co skończył piać i przechadzał się dumnie, zadowolony ze swego pięknego głosu, złapal go, ukręcił mu szyję, upiekł, zjadł, beknąl, i już miał mniejsze wyrzuty sumienia. I tyle o kogucie.
* * *

1. Wczesnym rankiem zaprowadzono Jezusa do pałacu Poncjusza Piłata, rzymskiego namiestnika Judei.

2. Od czasów gdy Ziemia Święta podlegała Rzymowi, wyroki trybunałów żydowskich przedkładano do zatwierdzenia reprezentantom Miasta.

3. Poncjusz Piłat przesłuchal Jezusa i stwierdził, iż w jego przypadku nie można się do niczego przyczepić, i poczuł litość.

4. Dowiedziawszy się, że Jezus pochodzi z Galilei, odesłał go do Heroda, tetrarchy Galilei, który właśnie w tym czasie przebywał w Jerozolimie.

5. Piłat pomyślał: „Nareszcie spokój” i dobrał sobie pasztetu ze słowiczych języków,

6. Który na zimno jest nic nie wart.

7. Jezusa zaprowadzono przed oblicze Heroda. Ten bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał cudowne opowieści o Jezusie i spodziewał się, że zobaczy choćby jeden cud w jego wykonaniu.

8. Ale Jezus nie chciał uczynić żadnego cudu, nawet takiego tyciego, jak zamiana na czyste złoto hemoroidów żony Heroda… Herod rozzłościł się…

9. I odesłał Jezusa z powrotem do Poncjusza Piłata, ubrawszy dla śmiechu i szyderstwa w białą szatę, w którą przystrajano wariatów.

10. Tak więc Poncjusz Piłat ujrzał powracającego Jezusa, któremu towarzyszył tłum domagający się kary śmierci.

11. Nie był z tego zbytnio zadowolony, ale zarządził, by odstawiono do spiżarki sałatę z mrożonych jagód i oczu niebieskookich skandynawskich dziewic w bialym miodzie – specjalność neapolitańskiego kucharza – i zwracając się do żony, powiedział: „To potrwa tylko chwilę”.

12. Udawszy się do pretorium, poklepał Jezusa po policzku, zapytał najwyższego kapłana i otaczający go tłum: „No i co zrobimy z tym chłopaczyną?”

13. Wszyscy zakrzyknęli: „Skarzemy go na śmierć!”

14. Na co Poncjusz Piłat: „Posłuchajcie, każę mu spuścić lanie, a on nam obieca, że będzie grzeczny i że nie będzie się upierał. No, jak? Obiecujesz, mój mały?”

15. Wszyscy uznali pomysł za dobry i zawołali: „Tak, tak! lanie!” I dorzucali: „A po laniu – śmierć!”

16. Ta krwiożercza postawa Żydow zaskoczyla Poncjusza Piłata. „Słuchajcie, powiedział, jest w zwyczaju, by w święto Paschy darować winę jednemu więźniowi, którego najbardziej lubicie.

17. Pozwalam wam wybrać między Jezusem i bandytą zwanym Barabaszem”.

18. Kazał sprowadzić Barabasza, który był okropnym draniem o szpetnej mordzie, i rzekł: „Decyduj, o ludu Jerozolimy, kogo mam uwolnić?”

19. Tłum jednogłośnie zawołał: „Barabasza! Barabasza!”

20. I dodał: „Ośmielasz się proponować nam pierwszego lepszego łajdaka w zamian za Syna bożego? Chyba jesteś niespełna rozumu`.'”

21. Piłat zapytał: „Czemu zależy wam tak bardzo na skazaniu go na śmierć?’

22. Jedni zawołali: „Ponieważ ma długie włosy”. Inni rzekli: „Ponieważ ma przedziałek z boku”. A jeszcze inni dodali: „Ponieważ ma pieprzyk na prawym policzku”.

23. Jeszcze inni: „Ponieważ nasze żony wzywają jego imienia, gdy z nimi kopulujemy, zamiast uważać, co robią”. Byli i tacy, co mówili: „Dlatego, że ma wygląd cioty” i tacy, którzy twierdzili, że wie za dużo. No i w końcu ci, co uważali, że jego morda pasuje do krzyża.

24. Jacyś tam wołali: „Ponieważ u nas nie ma Murzynów”. A inni „Ponieważ ukrzyżowanie Rzymian byłoby zbyt niebezpieczne.

25. Byli sadyści twierdzący: „Ponieważ lubimy krzyżować ludzi”. I tacy co wzdychali: „Już znudziło nam się wbijanie ich na pale”.

26. „To daje dobry przykład młodzieży” – twierdzili co poniektórzy.

27. „Krzyż wygląda ładniej, gdy na nim ktoś wisi” – wołali jeszcze inni.

28. „Ponieważ jesteśmy przy zdrowych zmysłach i nie zestresowani” – odpowiadali jedni. – „Ponieważ młodość musi się wyszumieć” – twierdzili inni. – „Umrzeć od tego czy od czegoś innego…” – stwierdzali filozoficznie jeszcze inni.

29. Jakiś głos zawołał: „Ponieważ jestem producentem krzyży”, inny: „A ja producentem gwoździ”. „A my jesteśmy końskie muchy” – wołali inni.

30. Wszyscy jednogłośnie wołali: „Ponieważ jest niewinny, a zawsze miło skazywać niewinnego.

31. Wówczas Poncjusz Piłat kazał sobie przynieść wody, umył ręce wobec tłumu i rzekł: „Sami tego chcieliście. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego.

Jesteście świadkami”.

32. A oni radośnie zakrzyknęli: „Tak, tak, tak! Niech jego krew spadnie na nas, na nasze dzieci, i na dzieci naszych dzieci. Nie martw się o to, tatuńciu!”7.

33. Rozbiegli się, by powkładać świąteczne ubrania, gdyż nie co dzień mieli okazje uczestniczyć w ukrzyżowaniu Boga.

——————-

Uwagi:

6 Gra w Trzy Kharty to gra hazardowa uprawiana potajemnie w okolicach torów wyścigowych żydowskiej stolicy od czasow antycznych (przyp. tłumacza).
7 Wszystko to potwierdza, iż Żydzi zasłużyli na to, co ich spotykało przez wieki i że wcale nie należy się nad nimi litować.

——————————————-

ROZDZIAŁ 11

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Dziesięć „Ojcze nasz”, dziesięć „Zdrowasiek” i myślę, że już nie będziesz musiał przychodzić, mój mały…

1. Poncjusz Piłat, nakazawszy wypuścić bandytę Barabasza, tak jak życzył sobie lud, wydał Jezusa w ręce żołnierzy, by go ukrzyżowali.

2. Żołnierze jak to żołnierze, zachowują się jak duże dzieci – byle co ich rozśmiesza.

3. Zebrali się wokół Jezusa i zwołali koleżków, bo w koszarach nie zawsze jest okazja do śmiechu.

4. Ubrali go w szkarłatny płaszcz Królewski, śmiejąc się przy tym do łez. Między nami mówiąc, bawiło ich byle co.

5. Na głowę wsadzili mu koronę uplecioną z cierni, żeby się nie zsuwała, a w rękę wetknęli trzcinę, by czuł się mniej głupio.

6. I rzekli: „Pozdrawiamy cię, Wasza Wysokość! Nie ma żadnej wątpliwości – jesteś Królem!” I obsikali ze śmiechu tuniki okrywające ich owłosione nogi.

7. Szturchali go, pluli mu w twarz.

8. Sikali na głowę, rzygali na kark, smarkali na nogi i czyścili sobie uszy włosami jego brody.

9. Kiedy już nie wiedzieli, czym go obświnić,

10. Położyli na kocu trzymanym za cztery rogi i zaczęli podrzucać.

11. Zmęczywszy się tą zabawą, wypastowali mu ogonek na glanc i wsadzili w dupę amforę grubszym końcem do wewnątrz.

12. I dorzucili pawie pióro, i posłali po klucze od poligonu,

13. I zapytali w końcu: „Jak się masz, Blada Twarz?” I kazali mu odpowiedzieć: „A ty baranie, pluskwy na ścianie?”

14. I bekali mu w nos wrzeszcząc: „Sprzęgać wagony!”

15. I zmusili do udawania japońskich taczek, ropuchy mającej zatwardzenie oraz lisa i bociana w pokoju służącej.

16. Korzystając ze światła wydzielanego przez aureolę, puszczali na ściane pornograficzne zajączki.

17. Śmiechom i żartom nie było końca, a dowodzący setnik śmiał się tak głośno, jak wszyscy pozostali razem wzięci.

18. Nazywał się Maczugha, lecz przezywano go Ośla Szczęka.

19. Gdy Poncjusz Piłat, pełen litości, zwracał im uwagę: „Uważajcie, możecie go skrzywdzić”, Maczugha-Ośla Szczęka klepał się lekko trzciną po nogach twierdząc: „Ależ skąd! To wcale nie boli! Inaczej nie zniósłbym tego!”

20. Uspokojony Poncjusz Piłat stwierdził: „Ach tak… To mnie uspokaja” i obmywał sobie ręce któryś z kolei raz, tak na wszelki wypadek, co nigdy nikomu nie zaszkodziło.

21. Tłum, widząc zabawiających się żołnierzy, też nabrał ochoty do żartów.

22. Żołnierze, przypomniawszy sobie wszystkie głupie żarty, które człowiek od razu sobie przypomina, musieli zacząć wysilać umysł nad tymi, które pochowały się w zakamarkach pamięci. Jest to oczywiście dużo trudniejsze i szybko psuje zabawę,

23. A także męczy żołnierskie głowy.

24. Tak więc, setnik przywołał dziesiętnika do porządku: „Zabawa – to nie wszystko, robota musi być wykonana”. Dziesiętnik wrzasnął: „Na moja komendę… naprzód… marsz!”

25. Nim jednak udali się w drogę, Poncjusz chciał po raz ostatni sprobować ułaskawić Jezusa, jego żona bowiem widziała go we śnie i wymawiała jego imię w czasie stosunku. Piłat nie chciał, by myślano, że skazuje Jezusa na ukrzyżowanie z zazdrości – uczucia brzydkiego, niskiego i niegodnego rzymskiego patrycjusza.

26. Uniósł ręce do góry i zawołał: „Ecce homo!”, co było powiedziane po łacinie, gdyż czasem zdarzało mu się zapominać, iż zwraca się do tubylców.

27. Oczywiście Żydzi zrozumieli wszystko na opak i zaczęli wołać: „Tak! Tak! Piosenkę! piosenkę!”

28. A co poniektórzy nawet wrzeszczeli: „Piłat, golas! Piłat, golas! Golas!” i śpiewali to na nutę starej, porywającej hebrajskiej piosenki, choć prostej i w dobrym tonie.

29. Piłat uniósł oczy ku niebu, po czym jeszcze raz przemył ręce, zanurzył nos w wyperfumowanej chustce i w końcu opuścił tłum, który, jak na jego gust, śmierdział zbyt mocno smażonym czosnkiem, surową cebulą, gotowaną kapustą, tłuszczem baranim i potem z nie mytych pach.

20. Nareszcie można było ruszyć w drogę, oczywiście z Jezusem.
* * *

1. U Proroków, jak i w Ogólnym Regulaminie Wieszania, Ukrzyżowań, Zabaw i Ogni Sztucznych miasta Jerozolimy, napisane było, iż każdy skazany na ukrzyżowanie ma sam nieść krzyż aż do miejsca kaźni. Ta zdobycz socjalna o wielkim znaczeniu wywalczona przez pomocników katowskich po twardym i długim strajku, w czasie którego wykazali się świadomością klasową i dyscypliną, wzbudzała respekt.

2. Wręczono więc Jezusowi regulaminowy krzyż, model Mariusz, odmiana Sylla, z drzewa oliwnego pierwszego gatunku, bez sęków i niedoróbek, zbity drewnianymi kołkami, sfazowany i wyprofilowany zgodnie z modelem, o licu starannie wypolerowanym papierem ściernym numer zero zero, dla uniknięcia drzazg, i z lekko pochylonym podnóżkiem na nogi stanowiącym dodatkowe wyposażenie (cena zależna od rozmiaru buta).

3. Jezusa poproszono, by pokwitwał magazynierowi odbiór krzyża, po sprawdzeniu jego jakości i zgodności z opisem w katalogu.

4. Jezus – cieśla z zawodu – ze znawstwem ocenił jakość roboty, przymrużył nawet oko, by sprawdzić, czy krzyż jest prosty, splunął w ręce i zarzucił go sobie na ramię, mówiąc: „No, dobra, to idziemy? Muszę przecież zbawić świat'”

5. Ludzie w owych czasach byli okrutni, bo nie byli jeszcze chrześcijanami. Lubili szydzić i obrzucać skazańców wyzwiskami.

6. Kiedy Jezus wyszedł, niosąc krzyż, tłum donośnie wyraził swoją radość.

7. Wszyscy się śmiali, pokazywali języki, rzucali w niego łupinami i podstawiali mu nogi.

8. Niektórzy wołali: „Wytrzyj nos, nim wejdziesz do Królestwa twego Ojca!”

9. I dodawali: „Opuść głowę, będziesz wyglądał jak biegacz!” Radzili też: „Rób brrrrum, brrrrum… upodobnisz się do samolotu!”, ale oczywiście nie wiedzieli, dlaczego to mówili – musiał ich natchnąć Duch Święty.

10. A w pierwszym rzędzie stali wszyscy, których Jezus uzdrowił: beznodzy na swych długich nowych nogach, trędowaci o różowiutkiej cerze, bystro patrzący ślepcy, uzdrowieni z hemoroidów i grzesznice o nie naruszonym dziewictwie.

11. Ci właśnie śmiali się najgłośniej i obrzucali go najohydniejszymi świństwami.

12. Jezus cierpiał z tego powodu bardziej niż z jakiego bądź innego, i im bardziej cierpiał, tym bardziej był zadowolony, gdyż powtarzał sobie:

13. „Tak być powinno. Czyż nie przyszedłem, by odkupić grzechy świata? Im bardziej cierpię, tym lepiej będą odkupione”.

14. Kiedy ból był rzeczywiście zbyt dotkliwy, przypominał sobie, że jest Bogiem, i odrobinkę przestawał być człowiekiem – ale tylko na chwilkę – ot tak na moment, żeby odpocząć, bo inaczej byłoby to oszustwem.

15. Od samego początku Drogi Krzyżowej, przy każdym kolejnym cierpieniu, Jezus powtarzał: „O, na przykład to wspaniałe uderzenie pałą w ucho odkupiło potworny grzech zakazanego jabłka, które zjadła Ewa i dała Adamowi i które jest przyczyną potępienia ludzi z chwilą ich przyjścia na świat”.

16. Albo: „Hop-siup! Ten okropny kopniak w jaja odkupił Wieżę Babel, córki Lota i żonę Potifara!

17. Ajajaj! Dzięki tej wspaniałej plwocinie, która wylądowała na mym oku, za jednym zamachem odkupione zostały grzechy Sodomy i Gomory!…”

18. Tak był zaabsorbowany pobożną rachunkowością, że nie zauważył wystającego kamienia, potknął się i upadł razem z krzyżem.

19. Żołnierze podnieśli go, a dziesiętnik dobrotliwie powiedział: „Za pierwszym razem zawsze wydaje się ciężki”. I zmusili niejakiego Szymona z Cyreny, przyjeżdżającego co roku do Jerozolimy na święto Paschy, gdyż burdele w Jerozolimie były dużo ciekawsze niż w Cyrenie, do niesienia krzyża wraz z Jezusem.

20. Szymon z Cyreny pomyślał, że lepiej byłby zrobił realizując pierwszy z pomysłów, to znaczy nie ruszać się z Cyreny, wylegiwać do południa, kazać sobie podawać śniadanie do łóżka i onanizować się, gdy zanadto swędzi, ale skoro już przyjechał, to tylko jego strata. Niósł więc milcząc krzyż.

21. Jezus włożył mu koronę cierniową na głowę mówiąc: „To do pary”.

22. W tłumie stały kobiety płaczące i bijące się w piersi.

23. Jezus odwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade mna; płaczcie raczej nad sobą i waszymi dziećmi!”.

24. Przyjdą bowiem dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nigdy nie rodziły i piersi, które nie karmiły! Niedługo wołać będziecie, by góry was przygniotły, a doliny pochłonęły!

25. Gdy się to robi za młodu, cóż pozostaje na starość?”

26. Kobiety popatrzyly po sobie, podparły się w biodrach rękami i zawołały: „Też coś! Okażcie litość, to jeszcze was obsztorcują! I dodały: „Też mi coś! na starość!… a w dodatku wcale nie nad tobą płaczemy, ale jakiś paproch wpadł nam w oko”.

27. Jedna z kobiet, zwana Weroniką i pochodząca z miasta Polahr-Ohid, zbliżyła się do Jezusa i otarła mu twarz chustką. Gdy ją odjęła, okazało się, że na materiale pojawiła się podobizna Jezusa całkiem udana i w dodatku w kolorze – coś takiego!

28. Tłum zakrzyknął: „Cud!” A potem: „No już starczy tego, Weroniko, opóźniasz pochód!” Ale największym cudem jest fakt, że żaden ze swiadków tego zdarzenia nie zdecydował się zostać chrześcijaninem.

29. A Weronika pomyślała: „Jeśli miał już czynić cuda, to wolałabym, żeby mnie wyleczył z bolesnego miesiączkowania”. Niestety, ludziom trudno jest dogodzić.
* * *

1. I tak szli – przodem Szymon z Cyreny niosący krzyż, a z tyłu Jezus.

2. Ludzie patrzyli na Szymona dżwigającego krzyż i myśleli, że to Jezus prowadzony na ukrzyżowanie. Obrzucali go więc wyzwiskami, odchodami i zgniłymi jajami, które od dawna przechowywali na tę właśnie okazję.

3. Jezus spoglądał na nich i był coraz bardziej zamyślony.

4. W końcu doszli do miejsca zwanego Golgotą.

5. Żołnierze też zapomnieli, że brodacz niosący krzyż to nie Jezus i przybili Szymona do krzyża. Dla każdego Rzymianina, a wszyscy golili się dokładnie, jeden brodaty Żyd podobny był do drugiego.

6. Szymon usiłował coś wytłumaczyć, ale za każdym razem, gdy otwierał usta, jakiś litościwy żołnierz wlewał w nie wino zmieszane z mirrą lub wrzucał bułeczkę albo jajko ugotowane na twardo.

7. Mając tylko jeden gwóźdź, poprosili: „Postaw jedną nogę na drugiej”, co natychmiast uczynił, bo lubił być uczynny.

8. Tymczasem Jezus stał nieco z boku i coraz bardziej marszczył czolo w zadumie.

9. W końcu podniósł oczy do nieba i rzekł: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

10. Wziął pod rękę Marię Magdalenę i odszedł, torując sobie drogę przez tłum, i żyli długo i szczęśliwie, i mieli liczne potomstwo.

11. Ale po latach Maria Magdalena zrobiła się tłusta i leniwa, zaczęła mieć kłopoty z jajnikami i wyciekami brudzącymi bieliznę i psującymi charakter, a to wszystko na skutek rozwiązłego życia, jakie prowadziła w młodości.

12. To są jednak ich sprawy, którymi nie będziemy się zajmować.

13. Gdy Szymon wisiał już wysoko na krzyżu, ukrzyżowano jeszcze dwóch zloczyńców – jednego po prawej, drugiego po lewej.

14. Szymon krzyczał z calych sił, ale nikt nie mógł go usłyszeć, bo sprowadzono orkiestrę, zawieszono lampiony na ukrzyżowanych, tańczono, pito, jedzono gorące kiełbaski i rachatłukum.

15. Gdyby trzeba było zwracać uwagę na to, co wywrzaskują ukrzyżowani, nigdy nie byłoby temu końca.

16. Obaj złoczyńcy na swych krzyżach śmiali się do utraty tchu, gdyż dobrze widzieli, co się stało.

17. Ale natychmiast zostali ukarani, ponieważ wiadomo, że ukrzyżowanych najbardziej boli wtedy, gdy się śmieją.

18. Przestali więc się śmiać i od razu przestało ich boleć, więc ponownie zaczęli się śmiać – i tak w kółko – śmiech i łzy, na zmianę. Przykładali się do tego tak dobrze, że jeden umarł ze śmiechu, a drugi od płaczu; całkiem niezły wynik – jeden, jeden.

19. Nagle Szymon zawołał: „Eli! Eli, lema sabachthani!”, co w literackim cyrenejskim oznacza: „Kurwa! gdybym wiedział, nie przyjechałbym tutaj!”

20. Natychmiast jeden z rzymskich żołnierzy podal mu na końcu dzidy gąbkę nasączoną octem, bo po łacinie „Eli! Eli, lema sabachthani” znaczy: „Hej, ty tam! Podaj gąbkę! I zmocz ją w occie!” Wymawia się to dokładnie tak samo, z tym ze przy „th” język należy umieścić między zębami. A ponieważ Szymon nieco się jąkał, nikt niczego nie zauważył. To się właśnie nazywa zbieg okoliczności. I takie są osobliwości języków obcych.

21. Szymon nie miał ochoty na sałatkę z gąbki, więc obrażony umarł.

22. Słońce wcale nie pociemniało, góry nie rozpękły się, groby się nie otwarły i zasłona w świątyni nie rozdarła się na dwie równe części.

23. I końskie muchy zaczęły nadlatywać.

24. Uczniowie bąknęli: „Eeee tam…” i rozeszli się każdy w swoją stronę, szurając nogami. Piotr wziął pod ramię małego uroczego Jasia i to, co potem robili, to już ich sprawa.

25. Co się tyczy dziewicy Marii, to zarabiała na życie sprzątaniem u ludzi

26. I za kielicha, na życzenie, pokazywała dziewictwo i rozstępy.

27. A za litra można było nawet dotknąć.

28. Duch Święty stał się białym gołębiem nie różniącym się od innych białych gołębi. Pewnego dnia zjedzono go z zielonym groszkiem. Jako danie wyglądał ładnie, szczególnie że przybranie stanowiła czerwona marchewka.

29. I wszystko, co usiłowano by wam wmówić innego, to łgarstwo i blaga. I tyle.

Consummatum est.

I to już koniec Cavanny !!!

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s